[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mogło być właśnie to.Tylko że proku-rator? Jakoś i to nie siedzi.Omyłka? Ba, kilka lat temu wszystko było możliwe, ale, do diabła,przecież nie dziś.Więc co, u jasnej Anielki?Nie umiał znalezć odpowiedzi.Dał spokój dociekaniom.Dowie się w swoim czasie.Zwlókł się z pryczy, z pogardą spojrzał na wyliniały, cienki kocyk, zaczął tłuc się z kąta w kątmałej przejściówki.Zły był, jeść mu się chciało, chłód łaził po ciele.Pieski los.Dopiero po paru godzinach otrzymał kawę i chleb z kostką sera.Zjadł, wypił, zatęskniłza papierosem.Zabrano je przy rewizji.Ktoś zapukał cichutko do drzwi, podniosło się wieczko judasza.Jakieś ciemne okoprzypatrywało się mu ciekawie.Przysunął się bliżej. Ty, koleś! Palisz? Pewnie bąknął. Na wymianę chcesz? Jak? Dasz sweter, dam ci dwie paczki Sportów. Co? Dwie paczki Sportów za sweter.Ogarnęła go szewska pasja.%7łeby nie te drzwi, psiakrew! Sweter za parę ćmoków.Cholera.Krzyknął: Pocałuj mnie, zrozumiałeś?Wieczko judasza opadło bezszelestnie.Domyślił się, że musiał to być któryś z funkcyj-nych więzniów, mających prawo przebywania na korytarzach.Handlowiec, pieska jego nie-bieska.Niedługo potem wykąpano go i przeniesiono do innej celi.Siedziało tam dwóch mło-dzików.Z aprobatą powitali współtowarzysza. Cześć, koleś.Za co?Wzruszył ramionami.Nie wie, naprawdę nie wie.Zmiali się serdecznie. Każdy taki przyjemniaczek nigdy nie wie, za co trafił do mamra.A potem okazujesię, że mamusię na tamten świat wysztyftował, szofera zrobił na mokro czy przynajmniejsklep przenosił w workach na inną ulicę.Popatrzył na nich ponuro. Zamknijcie jadaczki, panowie. Bo co? Bo was pomacam po żebrach. Pomału, pomału, grozniejsi tu byli.Ale ucichli, jego postawa musiała wzbudzić w nich respekt.A Edek wpadł teraz w jakiświsielczy nastrój.Kichał na wszystko.Jeżeli zamknęli go właśnie wtedy, kiedy zamyślał,jakby uporządkować swe życie, to znaczy, że taki już jego sobaczy los żyć inaczej niż zwykliludzie.Chcą zrobić z niego bandziora, to dobrze, proszę bardzo.Gdyby dwaj przygodni towa-rzysze celi nie ustąpili, z chęcią roztrzaskałby im buzie na kwaśno.Byłaby przynajmniejrozrywka.A w ogóle.Szczęknęły drzwi. To pewnie po ciebie, koleś.Szybko zaczynają, znaczy sprawa ważna. Zaleski? Wychodzcie!! Do prokuratora.Znalazł się zaraz na dole gmachu, w przestronnym, jasnym pokoju.Kazano mu usiąśćna taborecie umieszczonym pośrodku.Za biurkiem siedział starszy już mężczyzna o siwychskroniach.Długo przyglądał się Edkowi.Gdy wszedł protokolant, sprawdził personalia.Pytało pobyt w Sumach, o poprzednie lata w Olsztynie. Gdzieście byli ubiegłej nocy? Poza domem. Ale dokładnie, gdzie?Pomimo zaskoczenia niespodziewanym pytaniem był opanowany i spokojny.Myślałintensywnie.Gdzie był wczoraj? Jasne, że z Werą, w nadleśnictwie.Ale czy powiedzieć im otym? A jeżeli naprawdę przyczepią mu jakąś sprawę, to co, ma w to plątać dziewczynę? Ro-dziców jej w domu nie było, a ona wtenczas przyjmowała chłopca aż do jasnego świtu.Aadneby poszły ploteczki w okolicy, miałaby zepsutą opinię.Guzik, nie powie, niech sobie myślą,co chcą. Poza domem, ale nie mogę powiedzieć gdzie. Zatem odmawiacie zeznań? W tym punkcie tak.Prokurator spojrzał na niego niechętnie.Pomyślał, że ci młodzi przestępcy zawsze takzaczynają.Inna sprawa, że ten był dosyć niezręczny.Nawet nie próbował wyszukać dla siebiealibi. Jak dawno przyjaznicie się z Florczakiem?Próżno przebiegał pamięcią krąg swoich znajomych.Z Florczakiem nigdy się niezetknął. Nie znam takiego. Florczaka nie znacie? Nie znam.Ja, panie prokuratorze, w ogóle nie rozumiem, o co chodzi.Prokurator uśmiechnął się krzywiąc wargi. Kto ogłuszył strażnika?Poderwał się z miejsca.Protokolant spojrzał spłoszonym wzrokiem. Nic nie rozumiem.Czego pan chce ode mnie? Pytam, kto ogłuszył strażnika? Wy czy Florczak? Nic nie wiem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]