[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przytuliłam.Pachniała przyjemnie, jak wszystkie dzieci, czystą ciepłą skórą i mydłem.Wokół usteczek roztaczała sięwoń mleka.Cudownie pachniało ubranko z wełny i bawełny.Ostrożnie podparłam główkę ramieniem i lekkozakołysałam.Znów zagugała wesoło, dzwięcznie, a kiedy pochyliłam twarz, aby powąchać raz jeszczefalbaneczkę przy tłustej szyjce, rozśmieszyła mnie na powrót, wgryzając się i ssąc z zadowoleniem mójpodbródek.Z uśmiechem, roztańczona, z dzieckiem na rękach, obróciłam się w stronę domu.Ktoś patrzył na mnie zokien salonu.Celia.Stała nieruchomo z twarzą bladą jak marmur.Gdy napotkałam jej wzrok, śmiech zamarł mi na ustach i poczułam się winna, jak złapana na grzebaniuw czyjejś szafie lub czytaniu czyichś listów.Po chwili pojawiła się na tarasie.Dłonie jej drżały, lecz twarz zachowała opanowaną, a krok stanowczy.Podeszła bez słowa i wzięładziecko z moich rąk z równie obojętną miną, jak gdyby ściągała mi szal z szyi.RLT Wyniosłam Julię na dwór, żeby spała powiedziała spokojnie.Odwróciła się i położyła Julię w kołysce.Rozczarowane dziecko zaprotestowało krzykiem, lecz Celiazachowała się jak surowa niania. Wolałabym, żeby nikt jej nie przeszkadzał w wypoczynku.Czułam się strasznie, zupełnie jak chłopiec przyłapany na kradzieży jabłek w cudzym sadzie. Oczywiście, Celio odezwałam się ulegle. Chciałam jej tylko podać zabawkę, która upadła.Celia wyprostowała się i popatrzyła na mnie. Chętnie by się bawiła przez całe popołudnie stwierdziła. Ty jednak, jak sądzę, masz swojezajęcia.Zostałam oddalona.Słaba, nie licząca się Celia, nagle stała się wielka za sprawą macierzyństwa.Oddaliła mnie jak niesolidną pokojówkę. Oczywiście uśmiechnęłam się jak idiotka. Oczywiście. Zawróciłam na pięcie i poszłam potarasie do otwartego okna kantorka, gdzie czekał na mnie sekretarzyk i stos papierów.Czułam wzrok Celii na plecach.Spokojny, niewzruszony wzrok.To powinno mi dać nauczkę.Ale coś mnie ciągnęło do Julii.Troszeczkę.Nie tęskniłam za nią zbytnio.Kiedy czasem w nocy słyszałam jej płacz, spało mi się potem jeszcze lepiej, bo to nie ja musiałam wstawać dodziecka.Gdy marudziła w ciągu dnia albo gdy Celia nie schodziła na herbatę i kolację, zostając w pokojudziecinnym, nie czułam potrzeby zajrzenia do dziecka.Czasem jednak w słoneczne popołudnia, kiedywidziałam wierzgające nóżki i słyszałam gruchanie, skradałam się na taras niczym potajemny kochanek iłaskotałam małe rączki i stópki.Nauczyłam się ostrożności.Celia już nigdy nie zastała mnie pochylonej nad kołyską.Kiedy jednakwybrała się z Harrym do Chichester, żeby kupić nowe firanki do pokoju dziecinnego, a mama z powodu upałuzle się poczuła i położyła, spędziłam miłe pół godziny na zabawie w chowanego z dzieckiem.Wynurzałam sięto z tej, to z tamtej strony kołyski wołając a kuku!", aż mała niemal zakrztusiła się ze śmiechu.Mnie ta zabawa zmęczyła o wiele szybciej niż ją.Miałam jechać do wioski do kowala.Kiedypocałowałam Julię na pożegnanie, chwyciła mnie za twarz, a kiedy zniknęłam z jej pola widzenia, podniosłataki protest, że aż zaaferowana niania wybiegła z domu zobaczyć, co się dzieje. Teraz się już nie uspokoi orzekła, patrząc na mnie z wyrzutem. Jest rozbudzona i chce siębawić. To moja wina przyznałam. Co by ją mogło uspokoić? Będę musiała ją kołysać stwierdziła niechętnie. Ruch kołyski powinien ją uśpić. Muszę jechać do wioski.Może ona zaśnie w powozie? zaproponowałam.Twarz niani rozpromieniła się od razu na tę zapowiedz przejażdżki eleganckim powozem.Ruszyła dodomu po czepek dla siebie i kocyk dla Julii.Miałam rację.Wyjęta z kołyski, Julia od razu wyraziła uśmiechem swą aprobatę i wydała odgłosrozkoszy.A kiedy jechaliśmy kłusem po podjezdzie i cienie drzew na przemian z promykami słońca migały jejpo twarzy, wyciągała rączki na powitanie wiatru, reagowała na tętent podków i wszystko, co się wokół działo.Zwolniłam na moście przebiegającym przez Fenny.RLT To Fenny objaśniłam małej z powagą. Kiedy będziesz duża, nauczę cię tu łowić pstrągi.Twójpapa pokaże ci, jak młode damy łowią ryby na wędkę, a ja nauczę cię łowić je na zaostrzony patyk i wyrzucaćna brzeg, jak przystało na prawdziwe wiejskie dziecko.Ucieszyła się, jak gdyby rozumiała każde słowo, a ja odwzajemniłam się pełnym zachwytu uśmiechem.Potem cmoknęłam na Sorrela i ruszyliśmy kłusem obok stróżówki, gdzie Sarah pomachała nam ręką, i dalejsłonecznym gościńcem do Acre. Oto łąki, w tym roku leżące odłogiem pokazałam Julii butem. Uważam, że pole raz na trzy latamusi wypocząć i porosnąć swobodnie trawą.Twój papa sądzi, że pola powinny wypoczywać co pięć lat.Możemy wypróbować obie te metody, a ty osądzisz, co było dla ziemi lepsze, oczywiście kiedy dorośniesz.Julia kiwnęła główką w czepeczku, jak gdyby wszystko rozumiała.Zauważyła chyba zmianę tonu megogłosu.Wyczuła miłość do ziemi i czułość w stosunku do samej siebie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]