[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jest bogaty.- Aha.- Przez chwilę musiała się przyzwyczajać do tej my�śli.- A czy ty jesteś bogaty?- Czy to ma jakieś znaczenie?- Gdybyś kradł dlatego, że potrzebujesz pieniędzy, to coinnego.- Podniosła rękę, żeby jej nie przerywał.- Wprawdziei tak nie aprobowałabym tego, co robisz, ale przynajmniej mo�głabym to zrozumieć.- A gdybym był bogaty i mógł sobie pozwolić na niezależneżycie? - spytał.- To znaczyłoby, że kradniesz dla sportu, dla emocji.- Po�kręciła głową i zaczęła kroić sałatę.- A tego nie aprobowałabyś jeszcze bardziej, prawda?, - Chcesz cebuli na hamburgera? - zmieniła temat.- A ty chcesz?- Oczywiście.Hamburger bez cebuli nie jest hamburgerem.- Oto mój ideał kobiety.Dwa razy hamburger z cebulą.Zaczęła kroić dużą cebulę.- Wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie.Noah spoważniał.- Saro, może przestałabyś wyszukiwać przeszkody?- Nie wiem, o czym mówisz.- Bardzo dobrze wiesz.Usiłujesz dowiedzieć się czegośo mnie, żeby wyjaśnić nasz wzajemny pociąg do siebie.Zawsze138 MIAOZ, ZEMSTA I.byłaś prostolinijną, praworządną obywatelką i myśl o tym, żechcesz się kochać ze zwykłym przestępcą, budzi w tobie obrzy�dzenie.Dlatego za wszelką cenę szukasz jakiegoś usprawiedli�wienia.- Spojrzał jej w oczy.- Założę się, że twoja wybujaławyobraznia podsuwała ci już sceny rodem z powieści Dickensa.Próbowałaś zobaczyć we mnie współczesnego Olivera Twista,pokaranego przez los w dzieciństwie, zmuszonego do kradzieży,żeby przeżyć.Sara się zmieszała, bo domysł Noaha był niebezpieczniebliski prawdy.Ze złością pokroiła jeszcze jedną cebulę, przyokazji zacinając się w czubek palca.- Cholera! Zobacz, co przez ciebie zrobiłam!Noah chwycił ją za rękę i wsadził jej skaleczony palec podzimną bieżącą wodę.- Potrzymaj go tak przez chwilę - polecił.- Ja muszę rato�wać naszą kolację.Sara zamrugała, próbując się nie rozpłakać, a tymczasemNoah przewrócił hamburgery na drugą stronę i wysypał pirami�dę złocistych frytek na papierowy ręcznik.- Teraz zobaczmy, co z twoim palcem - powiedział, wraca�jąc do niej.Wyjął jej rękę spod strumienia wody.- Ranka nie jestgłęboka.Ale powinnaś ją opatrzyć.- Plastry są w kredensie, koło szklanek.Znalazł je natychmiast, osuszył skaleczony palec papiero�wym ręcznikiem i zalepił rankę.Potem uniósł jej dłoń do usti pocałował.- Czy już lepiej? - spytał cicho, czule spoglądając naSarę.Skinęła głową.- Przepraszam, jeśli cię zdenerwowałem - dodał.- Nie chodziło mi o to, co powiedziałeś - skłamała.Noah uśmiechnął się.- O to, o to.Gwoli ścisłości muszę cię zapewnić, że nie chcęukraść korony dlatego, że los mnie pokarał w dzieciństwie.I nieMIAOZ, ZEMSTA I.139dlatego, że buntuję się przeciwko mojemu pochodzeniu.I nawetnie robię tego dla sportu.Już dawno wyrosłem z takich szalo�nych pomysłów.- Więc dlaczego?Przyłożył jej palec do warg.- Zadajesz za dużo pytań.Sara odsunęła się od niego i otworzyła drzwi lodówki.- Jest cola, mleko, białe wino albo piwo.Wybieraj.- Niech będzie wino - zgodził się bez entuzjazmu.- Niech będzie.- Sara energicznie postawiła butelkę nastole.Miły nastrój ulotnił się bez śladu i kolację jedli w milczeniu.Frytki były znakomite: kruche, złociste, wysmażone z wierzchui miękkie w środku.Mimo to żołądek podchodził Sarze do gard�ła.Po wypiciu dwóch kieliszków wina wcale nie poczuła siębardziej odprężona.- Masz zamiar boczyć się przez cały wieczór? - spytałw końcu Noah, gdy posprzątali ze stołu.Włożyła opłukane talerze do zmywarki.- Wcale się nie boczę.Noah znalazł środek czyszczący i nasypał go do zasobnika.- Wobec tego znakomicie udajesz.Odwróciła się do niego.- Mam dzisiaj zły dzień.A właściwie mam fatalny całytydzień.Bez przerwy ktoś mi grozi, szantażuje mnie albo szpie�guje.W każdej chwili spodziewam się aresztowania przez FBIza sprzedanie falsyfikatu pewnej galerii w Filadelfii, o którejw życiu nie słyszałam.A gdy już FBI się zjawi, będzie mi wyjąt�kowo trudno dowieść swojej niewinności, skoro jestem w towa�rzystwie człowieka poszukiwanego prawdopodobnie przezwszystkie możliwe służby policyjne świata, od FBI i Interpolupo KGB.Nie spodobała się jej mina winowajcy, którą przybrał.- Co, KGB nie? - zapytała.140 MIAOZ, ZEMSTA I.Uśmiechnął się do niej krzywo.- Saro, tak naprawdę wcale nie chcesz tego wiedzieć.Opadła na krzesło i ukryła twarz w dłoniach.- Masz rację -jęknęła.- Nie chcę.Wcale nie chcę wiedzieć,co ukradłeś Rosjanom.- Uniosła głowę.- Ale oni chyba niewiedzą, gdzie jesteś, co?Pokręcił głową.- Ostatnio słyszałem o nich, gdy świętowali moje śmiertelnezejście w górach Afganistanu.Otworzyła szeroko oczy.- Afganistanu.?Noah wzruszył ramionami.- Niełatwo to wyjaśnić.- Nie trudz się - odparła z westchnieniem.- Nigdy nie by�łam odporna na tortury i pewnie powiedziałabym im wszystko,co chcieliby wiedzieć.- W jej oczach odbijało się szczere zatro�skanie.- Na domiar złego za dwa dni mam ukraść przedmiotnależący według prawa do rządu Turcji! Czy możesz sobiewyobrazić życie w tureckim więzieniu?- Jego obsługa prawdopodobnie pozostawia wiele do życze�nia - przyznał.Sara rozłożyła ręce.- To koszmar, nie życie - stwierdziła.- Może jeśli zacho�wam spokój, rano zbudzę się, nic z tego nie pamiętając
[ Pobierz całość w formacie PDF ]