[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wskazał jeden z trzonowych zębów, który go kiedyś pobolewał ipoprosił o wyrwanie, ale pani stomatolog zadecydowała, żenależy szanować własne uzębienie, pochopnie się go niepozbywać i rozpoczęła przewodowe leczenie.W czasie tegozabiegu czuł jak ciarki ze zdenerwowania i bólu wędrują mu odczubka głowy do krzyża.Umówił się na następną wizytę, wniósłw kasie dodatkową opłatę, i jak szalony wybiegł na ulicę.Wdomu, na wszelki wypadek, usunął odciski palców z rewolwerui włożył go do sejfu.Potem zapadł w długi, głęboki sengraniczący z omdleniem.*Od paru dni nie wychodził z domu, żywiąc się resztkamizapasów z lodówki.Czas zatracił dla niego swoje zwykłewymiary, przestała interesować go data, a nawet godzina.Dziwne, ale nie nękały go wyrzuty sumienia, tak jakby usunął ztego świata obmierzłego gada, a nie żywego, normalnegoczłowieka.Zresztą wszystko to, co się stało, zdawało się byćjakimś, koszmarnym, nierealnym wydarzeniem, w którymprzypadkowo zagrał niezrozumiałą, dziwaczną rolę.Na domiarzłego cierpiał fizycznie, gdyż oczywiście nie poszedł naumówioną wizytę do dentystki i rozborowany ząb zaczął gookropnie boleć.Najbardziej jednak w chwilach, kiedy wracałamu pełna świadomość, dręczyła go myśl, że właściwie niewykonał swojej misji i nie dotrzymał obietnicy danej Danielle.Nie miał prawa do niej zatelefonować, choć rozwiązał zagadkęmorderstwa, a to z braku dowodów niezbędnych doprzeprowadzenia rehabilitacji Neniewskiej.Dwaj uczestnicyzbrodni: zabójca i świadek nie żyli.Sprawa zostałaostatecznie pogrzebana, mógłby tylko powiedzieć Danielle, żematka jej została pomszczona, ale takie oświadczenie niemiałoby przecież żadnego ani prawnego, ani moralnegoznaczenia i nie zabrzmiałoby wiarygodnie.Poza tym odczuwałstały niepokój, że milicja wpadnie na jego trop, ale mijał dzieńza dniem i nic się nie działo.Zlady zbrodni nie prowadziły dojego osoby.Powoli uspokajał się, wyciszał wewnętrznie.Zacząłwychodzić z domu.Natychmiast kazał wyrwać sobie ząb wnajbliższym prywatnym gabinecie stomatologicznym i poczułsię jak nowo narodzony.Zrobił trochę zakupów żywnościo-wych, dzięki pieniądzom otrzymanym od Powelskiego w dniujego śmierci, których przyjęcia wówczas tak pochopnie chciałodmówić.Myślał nawet o tym, aby zgłosić się do Archiwum,uregulować sprawy zatrudnienia, wycofać swoje dokumenty.Dzwonek, który zabrzmiał tego wieczoru, nie wywołał w nimżadnych przykrych skojarzeń z wiszącą nad nim grozbąodpowiedzialności karnej.Zdrętwiał z przerażenia, kiedy ujrzałna progu porucznika Milicji Obywatelskiej. Znalezli zwłoki Gradkiewicza przemknęło mu przezmyśl. Pan Igor Wolwicz? zapytał młody oficer. Dobrywieczór panu, porucznik Zelcch ze Stołecznej KomendyMilicji Obywatelskiej.Czy mogę wejść?Usunął się z przejścia bez słowa.Musiał zmienić się natwarzy, gdyż mundurowy gość przyjrzał mu się z niejakimzainteresowaniem. Czy pan zle się czuje? zagadnął go, wchodząc dopokoju, a nie otrzymawszy odpowiedzi dodał: Pozwoli pan,że usiądę.Igor też opadł na krzesło, połykając nerwowo ślinę.%7łelech rozejrzał się dookoła. Ma pan ładne mieszkanie, od dawna pan je zajmuje? Od siedmiu lat. Niestety, mam panu do zakomunikowania smutnąwiadomość.Pan Roman Powelski nie żyje.To pańskikrewny, prawda? Tak, brat mojej matki. Nie pyta pan o przyczynę jego zgonu? Mój wujek chorował już od wielu lat, a ostatnio stanjego znacznie się pogorszył, tak, że spodziewałem się wkażdej chwili katastrofy Igor mówił spokojnie, gdyżzdążył już ochłonąć z pierwszego, przykrego wrażenia. Oczywiście są to sprawy czysto osobiste, ale jakwidać nie bardzo interesował się pan zdrowiem swojegowuja.Zwłoki zostały przypadkowo odkryte przez znajo-mego, który przyszedł go odwiedzić, a stało się to wdziesięć dni po jego śmierci.Oczywiście obywatel tenzawiadomił nas o zgonie Romana Powelskiego. Niestety, ostatnio chorowałem, miałem zapalenieokostnej, nie wychodziłem z domu Igor pokazał niecojeszcze spuchnięty policzek. No cóż, nas to nie interesuje.Mam natomiast dlapana jeszcze jedną nowinę.W czasie przeszukania domuzmarłego, stanowiącego rutynową czynność w związku zodnalezieniem zwłok, natrafiliśmy na testament, namocy którego dziedziczy pan cały majątek wujka do-mek z ogrodem w Józefowie i pieniądze złożone na ra -chunku oszczędnościowym w PKO.Ponieważ wyniki sek-cji wskazują na naturalny charakter zejścia, przyniosłemów dokument, znajdujący się przez kilka dni wdepozycie w komendzie. Dziękuję panu Igor odebrał z rąk porucznikapodłużną, białą kopertę, na której widniało jego imię inazwisko. Proszę zatem przyjąć jednocześnie wyrazy współ-czucia i gratulacje z powodu spadku.Zwłoki może jużpan odebrać z zakładu medycyny sądowej.Oczywiście,jeżeli zajmie się pan pogrzebem. Tak, naturalnie, natychmiast się tam zgłoszę.*Porucznik %7łelech miał wyjątkowo pracowity tydzień.Znówzostał odkryty przypadkowo trup mężczyzny, tym razem przezsąsiadkę w bloku przy ulicy Emilii Plater, a major Serwiczprzydzielił mu dochodzenie w tej sprawie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]