[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. To dlaciebie, kochanie.Coś na wakacje.Ale nie pozwól, żeby ojciec tozobaczył, bo dostanie szału.Tally przyjęła prezent i zajrzała do środka. Jejku! O rety! zawołała i wyciągnęła trójkącik czarnejjedwabnej tkaniny. Co to? zapytał Tom, wbijając wzrok w materiał. Chusteczkado nosa? A może na głowę?Tally wzniosła oczy ku niebu. To bluzka!77Pocałowała swoją matkę chrzestną i szepnęła: Stupendo! Grazie!Janie zmarszczyła nos i mruknęła: Pręgo.Będzie świetnie wyglądać, jak się opalisz. Co? zapytał Tom, próbując zrozumieć, o co chodzi. Powiedziałam, że nie mam nic przeciwko pewnemu facetowi,chociaż nie udało mi się dostać od niego nawet kieliszka wina.Tom rzucił jej gniewne spojrzenie. W porządku.Zrozumiałem aluzję.Towarzystwo Janie bardzo dobrze wszystkim zrobiło.Pippa pozbyłasię na chwilę strachu przed podróżą samolotem, Tom zapomniał o pracy,a Tally odkryła, że kieliszek wspaniałego czerwonego włoskiego winasprawił, że nagle dostała kolorów na policzkach i zaczęła bardzo dużomówić.Dopiero gdy wygadała się, że Alex Blane-Pfitzer wspanialecałuje, zdała sobie sprawę, że zmiana tematu i zawartości kieliszkabyłaby dobrym pomysłem.Janie była tak szczęśliwa, że uraczyła ich opowieścią o swoimostatnim porzuconym mężczyznie, Jasonie. To było całkowicie bez sensu.Oczekiwał, że będę wszystko zaniego robić.Dokładnie wszystko pranie, prasowanie, gotowanie.Niepotrafił nawet sam oddać samochodu do naprawy, zawsze prosił mnie,żebym zadzwoniła do warsztatu. Więc co cię przy nim trzymało? zapytał Tom. Był niezrównany w łóżku.Miał niewiarygodną potencję.Tom zakrztusił się winem. %7łartowałam tylko.Och, nie wiem, sprawiał wrażenie całkiemporządnego faceta i był dość przystojny.Przypuszczam, że po prostu misię znudził.Lubię, jak moi mężczyzni78mają w sobie choć odrobinę życia.A ja po sześciu miesiącachwycisnęłam Jasona do ostatniej kropli.Tally nabijała na widelec kawałki sałatki i z szeroko otwartymioczami przysłuchiwała się opowieściom o wyczynach swojej chrzestnejmatki. Mówię poważnie, Pippa, spójrz na siebie.Dlaczego nie pozbyłaśsię jeszcze tego trutnia? zapytała Janie, wskazując głową Toma. Naprawdę nie mam pojęcia.Jeszcze do tego nie doszłam.Ale onpotrafi oddać samochód do naprawy bez mojej pomocy, więc chyba coś wtym jest.Tom poczęstował się jeszcze jednym plackiem rybnym Pippy. Nie możesz po prostu dać sobie z tym spokoju, Janie? zapytał. Byłabyś szczęśliwa, gdybyśmy bez przerwy skakali sobie do gardeł. Jasne, że mogę.Ale wtedy nie lubiłabym tak bardzo tu przyjeżdżać.Gdybyście się od czasu do czasu posprzeczali, czułabym się dużo lepiej.Desperacja na twarzach gospodarzy dopełniła miary jej rozdrażnienia. Czy wy nigdy się nie kłócicie?Pippa obrzuciła Toma szybkim spojrzeniem. Czasami. A o co? zapytała Janie. O głupstwa odparł Tom. Na przykład o to, czyja kolej, by wystawić na drogę pojemniki ześmieciami wyjaśniła z lekką pogardą Tally. Tylko dlatego, że twoja mama zawsze o tym zapomina. Nie zapominam burknęła Pippa. Po prostu nie wystawiam ichtak wcześnie jak ty. Ale jeśli zwlekasz z tym zbyt długo, śmieciarka zdąży przejechać ipotem musisz czekać na nią do przyszłego tygodnia.79 A kiedy ostatnio czekałam? zapytała Pippa i spojrzała na Janie,która promieniała radością. Jak cudownie! zawołała. W końcu widzę jakieś oznakirozpadającego się małżeństwa.Deser składał się z przedwakacyjnych resztek. Przepraszam usprawiedliwiała się Pippa. Ale wszystko musizostać zjedzone oświadczyła i wyjęła z lodówki kawałki sera, jogurtybalansujące na krawędzi przydatności do spożycia i kilka jabłek. O Boże! zawołała Janie. Przypomnijcie mi, żebym znowu tuprzyjechała, kiedy będę musiała wzmocnić swoje przeciwciała.Wbiła nóż w szczególnie oporny kawałek sera Cheshire, a potemwykroiła środek z połowy pomarszczonego jabłka, które pozostawiłaTally. W każdym razie powiedziała po chwili, wznosząc kieliszekwina za was i wasze wakacje.Alla Salute!O jedenastej zaczęła zbierać się do wyjścia.Tom zapytał, czy czuje sięna tyle dobrze, by prowadzić, ale zapewniła go, że jej limit wynosi pięćkieliszków, a wypiła tylko trzy.Tom jednak mocno w to wątpił.Janieucałowała Pippę i Tally, a potem zwróciła się do Toma: Wiesz co, ty stary kozle, czasami całkiem mi się podobasz oświadczyła i pocałowała go w policzek.Tom zmarszczył brwi. I co my mamy z tobą zrobić? Znajdzcie mi porządnego faceta.Nie.Lepiej nieporządnego, tacysą zazwyczaj o wiele bardziej zabawni odparła Janie i spojrzała naniego z powagą.Gdy Pippa i Tally sprzątały ze stołu, Tom odprowadził Janie dosamochodu.Zatrzymała się na chwilę, zanim wsiadła do środka, ipowiedziała z nietypową dla siebie czułością: Dbaj o nie, Tom.Są bardzo cenne. Na pewno będę. I powiedz Pippie, że skontaktuję się z nią, kiedy tylko80wrócicie.Nie powinnyśmy robić takiej długiej przerwy, zanim znowusię zobaczymy. OK.Uważaj na siebie, staruszko. Drań! Posłała mu przekorny uśmiech, włączyła silnik ipopędziła żwirową drogą w pogoni za kolejnym nieodpowiednimmężczyzną.Tom patrzył, jak odjeżdża.Zastanawiał się, czego Janie tak naprawdęszuka w życiu, i doszedł do wniosku, że prawdopodobnie nie znajdzie nato pytanie odpowiedzi, zwłaszcza że sam nie potrafił zdecydować, czegochce.Poszedł w stronę okratowanej bramy, która zamykała podjazd.Wnozdrza uderzył go zapach zmoczonej deszczem łąki.Nocną ciszęzakłócały jedynie dobiegające z kuchni głosy Pippy i Tally,pobrzękiwanie szklanek i szczęk sztućców.Na dębie nad żywopłotemzahukała sowa.Tom oparł się o bramę, spoglądając poprzez zalaneświatłem podwórko w kierunku kuchni.Obserwował, jak żona i córkakrzątają się razem po kuchni spokojne i zrelaksowane
[ Pobierz całość w formacie PDF ]