[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gwendolyn opadła na brzeg łóżka.Sięgnęła po ubranie u stóp i przycisnęłakoszulę do piersi, prostując się sztywno ze zdumienia.- Nie chcesz chyba powiedzieć, że zamierzasz rozwieść się z lady Fairhurst?Wybuchłby straszliwy skandal.- Nie to chciałem powiedzieć.Nie będzie rozwodu ani skandalu.- Jakim sposobem? - wychrypiała.- Zaufaj mi.Gwendolyn się schyliła, wpatrując się w swoje splecione palce.Miałabywyjść za niego, mimo że już miał żonę? Ale nie, twierdził, że jej nie ma, choćwszyscy wiedzieli, że niedawno się ożenił.O jego żonie pisały londyńskiegazety, opisywano też przyjęcia, na jakich bywali, sztuki, jakie widzieli, jejdziałalność dobroczynną.Z pewnością lady Fairhurst była żywą kobietą.Prawdziwą żoną.Nagle Gwendolyn zabrakło tchu.Nie mogła opanować paniki.Bez rozwodu,bez skandalu? Jak lady Fairhurst mogłaby tak po prostu rozpłynąć sięw powietrzu?- Są tylko dwa sposoby, żeby pozbyć się żony.Rozwód albo śmierć.A skoro powiadasz, że nie rozwiedziesz się z lady Fairhurst, musisz planowaćcoś znacznie gorszego.- Gwendolyn zadrżała.Jej oczy zaszkliły się od łez.-Nie wolno ci jej skrzywdzić.Jason zerknął na nią z ukosa.- Cóż, gdybym miał taki zamiar, byłbym głupcem, mówiąc ci o tym.W jego głosie słychać było kpinę i oburzenie.Gwendolyn się uspokoiła.- Przepraszam.- Westchnęła.- Wydajesz się zdolny do wielu rzeczy, ale niedo tego, żeby zamordować niewinną kobietę.- Dziękuję.Tak sądzę.- Ujął Gwendolyn za ramiona i spojrzał jej prostow oczy.- Zrobiłbym wiele, żeby cię zdobyć, ale nie posunąłbym się domorderstwa.Czy nie znasz mnie na tyle?- Być może na tym rzecz polega.Nie znam cię w ogóle.- Musimy zatem postarać się zmienić ten smutny stan rzeczy.Usta Gwendolyn zadrżały.Nie mogła sobie pozwolić, żeby go lepiej poznać,żeby bardziej się do niego zbliżyć.Brakowało jej doświadczenia i obycia, alenie była naiwna.Wiedziała, jak okrutne i niesprawiedliwe bywa życie.Zastanawiała się, czy byłaby szczęśliwa w nielegalnym związku, czy mogłabypoświęcić reputację, żeby połączyć się z ukochanym mężczyzną.Bo musiała przyznać, że go kochała.Kochała go całym sercem, z siłą, którają przerażała.Kochała go, chociaż nigdy nie wolno jej będzie powiedzieć tegogłośno.Nie, dopóki był związany z inną kobietą.- Nie wiem, czy potrafię się zadowolić tym, co możesz mi dać -powiedziała.- Trudno mi przyjąć taki diabelski układ.- Dam ci cały świat, najdroższa - oświadczył.- Nigdy nie pragnęłam aż tyle, Jasonie.- Czy moje serce ci wystarczy? - Pogłaskał jej policzek wierzchem dłoni.-Moje serce i nazwisko?Odwróciła wzrok, przełykając łzy żalu i miłości.Och, jak bardzo chciała muwierzyć.To, o czym mówił, było niemożliwością, a jednak - jeśli nie odważysię zaryzykować i uwierzyć mu - straci wszelką szansę wspólnego życiaz Jasonem.Czy była dość szalona i śmiała, żeby spróbować?Serce Jasona biło w szaleńczym tempie.To było żałosne.Powinienpowiedzieć jej prawdę i skończyć z tym wreszcie, ale w głębi duszyrozpaczliwie pragnął się przekonać, czy jej uczucia są szczere.Czy potrafikochać go bezwarunkowo, ufać całkowicie, nawet jeśli wszystko zdawałoby sięświadczyć na jego niekorzyść.Przeżycia z Elizabeth pozostawiły głęboką ranę, która mogła się zabliznićdzięki Gwendolyn.Tak długo przysięgał sobie, że nie da się zniszczyć nowejmiłości.%7łe nie pozwoli żadnej kobiecie zawładnąć swoim umysłem i duszą.Nie stanie się słaby pod wpływem uczuć do kobiety.Nie narazi się naupokarzającą bezradność tego, który kocha nieodwzajemnioną miłością.Popełnił wiele błędów z Elizabeth.Przede wszystkim zbyt pośpiesznie wyjawiłjej swoje uczucia.Lata doświadczeń najwyrazniej niewiele go nauczyły, jakoże przed chwilą wyznał miłość Gwendolyn.I zakochał się tak samo mocno -może nawet mocniej, bo teraz był dojrzałym mężczyzną, nie żółtodziobem.Serce mu się ścisnęło, kiedy na nią spojrzał.Na początku tak bardzo chciałsobie wmówić, że Gwendolyn nie pociąga go w żaden sposób.Oceniał ją powyglądzie i plotkach, jakie o niej krążyły.Teraz, kiedy ją poznał, kiedy nieosądzał jej już tak powierzchownie, nic nie krępowało jego miłości.Byładumna, pewna swoich racji, inteligentna i piękna.Była także szlachetna, lojalna, praktyczna i miała otwarty umysł.Gwendolyn nie odwzajemniła miłosnego wyznania, ale przypuszczał, żepowstrzymało ją poczucie przyzwoitości.Gdyby wyjawił prawdę o sobie, czywyznałaby mu miłość?Z takimi myślami zmagał się Jason.Jej zmieszanie i niedowierzanie, kiedyoznajmił, że się z nią ożeni, wywołało w nim poczucie winy.Szukałusprawiedliwienia, mówiąc sobie, że to nie potrwa długo i że jeśli onanaprawdę go kocha, to zrozumie i wybaczy.- Gwendolyn, proszę, powiedz coś.Cokolwiek, na rany Chrystusa!Pokręciła głową.- A niech to! Nie wiem, co powiedzieć! Do licha, nie wiem, co czuć animyśleć! - Uspokoiła się powoli.- Kręci mi się w głowie, Jasonie.- I do tego klniesz.Podniosła głowę.- To nie jest śmieszne.- Och, kochanie! Nic nie poradzisz na to, że jesteś zabawna.I cudowna.I niewiarygodnie piękna.Gwendolyn się naburmuszyła.- Nie wolno ci mówić mi takich rzeczy.- Dlaczego nie?- Wiesz, dlaczego.Stłumił zdenerwowanie.- Proszę, nie czuj się winna.- Czy to właśnie robisz? - zapytała drżącym głosem.- Ignorujesz poczuciewiny?Przysunął się powoli bliżej, siadając obok niej na łóżku.- Narobiłem bałaganu, ale przysięgam, że wszystko naprawię.Wiem, że toniełatwe, ale musisz znalezć w sercu siłę, żeby mi zaufać.Gwendolyn spojrzała na niego nieprzekonana.- Nie mogę słuchać serca, Jasonie.Muszę słuchać głowy.W tej chwili Jason o mało nie wyrzucił z siebie prawdy, ale coś w jej oczachsprawiło, że się zawahał.Widział, że pragnie mu uwierzyć, bardzo chce zaufać.- Czy słyszałaś o ślepej wierze? - zapytał.Odsunęła się gwałtownie.- Nie mogę po prostu wyrzucić zdrowego rozsądku przez okno, bo tak mi siępodoba.Jason także powstał.Chcąc zająć czymś ręce, zaczął ścielić łóżko, naciągającprześcieradło i poprawiając poduszki.- Czy mogę z tobą zostać? - odezwał się ze smutnym uśmiechem.Wyraz zdumienia ustąpił z jej twarzy.Uniosła brodę.- To byłoby bardzo nierozważne.- A jeśli przyrzeknę, że będę grzeczny? Jeśli przysięgnę, że użyję wobec siebiesiły, jeśli opanuje mnie znowu chęć uwiedzenia cię?Gwendolyn się nie uśmiechnęła i Jason zrozumiał, że musi powiedziećprawdę.Ale nie dzisiaj.Blada, ze wzrokiem utkwionym w odległym kąciepokoju, wydawała się wyczerpana, zarówno cieleśnie, jak i duchowo.Jason sięgnął po koszulę, którą ściskała w dłoni, i wyjął ją z jej palców
[ Pobierz całość w formacie PDF ]