[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Podbieraj, bo zerwie linkę!. krzyknął Domhnall.Rob już wbiegł do potoku, z chlupotem goniąc łososia, który pierwszymniespodziewanym szarpnięciem omal mu się nie wymknął.Biegł za rybą po kamienistymdnie, przewracając się co rusz w lodowatej wodzie i gorączkowo z niej gramoląc.Ryba wciąż umykała, tak że ścigał ją po całym strumieniu.Domhnall krzykiem udzielałmu wskazówek, jednakże w pewnej chwili Rob usłyszał głośny chlupot, obejrzał się izobaczył, że teraz Domhnall ma kłopoty: on także złapał rybę i też znalazł się w wodzie.Rob walczył, by utrzymać zdobycz w środku nurtu.W końcu wydało mu się, żezapanował nad łososiem, chociaż czuł jego grozny ciężar u końca linki.Niebawem zdołał ściągnąć na kamienistą płyciznę słabo już opierającą się rybę,rzeczywiście ogromną! Kiedy chwycił za trzonek przynęty, łosoś wykonał ostatnikonwulsyjny skok i wyrwał hak ze strzępem krwawej tkanki z gardzieli.Przez chwilę leżał naboku nieruchomo, a Rob patrzył, jak z jego skrzeli wydobywa się gęsta mgła ciemnej krwi,zaraz jednak dał nura w głębinę i zniknął.Rob stał roztrzęsiony i pełen obrzydzenia, chmura krwi bowiem świadczyła, że zabiłrybę, ale ją stracił.Pchnięty raczej instynktem niż nadzieją, ruszył powoli z prądem.Przeszedłszy ledwie kilka kroków, ujrzał przed sobą w wodzie srebrną plamę.Popędził za niąco sił w nogach.Dwa razy tracił z oczu tę bladą zjawę, ryba bowiem odpływała, sama czy teżunoszona prądem, wreszcie znalazł się tuż nad nią.W łososiu, przyciśniętym silnym prądemdo głazu, tliły się resztki życia.Rob musiał głęboko zanurzyć ręce w paraliżująco zimnejwodzie, by wyjąć go i wynieść na brzeg, gdzie zakończył cierpienia ryby ciosem okruchuskalnego.Ważyła co najmniej dwa kamienie.Domhnall właśnie wyciągał swoją zdobycz, wielkością znacznie ustępującą łososiowiRoba. Twoja wystarczy dla wszystkich, co? powiedział, a kiedy Rob twierdząco skinąłgłową, wrzucił swego łososia z powrotem do strumienia.Przytrzymał go tam ostrożnie, bywoda ożywiła rybę, której płetwy po chwili się poruszyły, lecz tak leniwie, jakby nie walczyłao życie.Potem jednak zaczęły się otwierać i zamykać skrzela, łososia przebiegł dreszcz.Robpatrząc, jak odpływa i znika w nurcie, wiedział już, że ten ksiądz będzie jego przyjacielem.Zdjęli przemoczone ubrania i rozłożyli do wyschnięcia, a sami położyli się obok nawielkim nagrzanym głazie.Domhnall westchnął. Aowienie łososia to nie łapanie pstrągów powiedział. Ano, pstrągi przy tym to jak zrywanie kwiatków przy ścinaniu drzewa przyznałRob, który przy okazji upadków w strumieniu zyskał kilka krwawiących ran na nogach iniezliczone siniaki.Mimo to szeroko uśmiechnął się do siebie.Domhnall podrapał się po okrągłym brzuszku, białym jak u ryby, i zapadł w milczenie.Rob oczekiwał pytań, ale zrozumiał, że ten ksiądz ma zwyczaj czekać, potem zaś słuchać wskupieniu, że odznacza się wielką cnotą cierpliwości, która mogłaby go uczynić groznymprzeciwnikiem, gdyby nauczył się gry szacha. Mary i ja nie mamy ślubu.Wiecie o tym? zagadnął wreszcie Rob. Coś na ten temat słyszałem. No właśnie.Przez te wszystkie lata byliśmy dobrym małżeństwem.Ale przyrzeczenieślubne złożyliśmy sobie sami.Domhnall odchrząknął.Rob opowiedział mu wszystko, nie pomijając i nie bagatelizując swoich kłopotów wLondynie. Chciałbym, żebyście nam dali ślub, ale muszę was ostrzec, że jestemekskomunikowany oznajmił na zakończenie.Leniwie susząc się na słońcu, jęli rozważać ów problem. Gdyby ten biskup pomocniczy Worcesteru chciał, zatuszowałby sprawę zauważyłDomhnall. Ale człowiek ojego ambicjach będzie wolał mieć brata, który zaginął i zostałzapomniany, niż bliskiego krewniaka haniebnie wykluczonego z Kościoła.Rob kiwnął głową. A gdyby nie mógł tego zatuszować? Ksiądz zmarszczył nos. Masz dowód, że na pewno zostałeś ekskomunikowany? Rob pokręcił głową. Ale to możliwe. Możliwe? Nie mogę pełnić swojej posługi kierując się twoimi obawami.Człowieku!nie mieszaj do tego Chrystusa.Urodziłem się w Prestwock.Odkąd otrzymałem święcenia, nieopuszczałem tej górskiej parafii i mam nadzieję umrzeć jako tutejszy duszpasterz.Wprzeciwieństwie do ciebie nigdy nie zetknąłem się z nikim z Londynu czy Worcesteru.Nigdynie otrzymałem żadnego polecenia od arcybiskupa ani jego świątobliwości, tylko od Jezusa.Czy ty myślisz, że wolą Pana jest, abym waszej rodziny nie uczynił chrześcijańską?Rob uśmiechnął się do niego i pokręcił głową.Obaj synowie Cole'ów do końca życia mieli pamiętać wesele rodziców i opowiadać o nimwnukom.Msza ślubna, odprawiona w świetlicy Cullenów, była skromna i cicha.Marywłożyła suknię z jasnoszarej materii, przystroiła ją srebrną broszą i nabijanym srebrem pasemz kozlej skóry.Mszy wysłuchała w skupieniu, za to oczy rozbłysły jej mocno, gdy ojciecDomhnall ogłosił, że od tej chwili ona i jej dzieci są nierozerwalnie związani z RobertemJeremym Cole'em.Potem rozesłała zaproszenia do wszystkich krewniaków, by przybyli poznać jej męża.Wyznaczonego dnia do Kilmarnock szlakiem przez niewysokie wzgórza ruszyli nazachód wszyscy MacPhee, a Tedderowie przeprawili się przez wielką rzekę i wąwóz.Zjechaliprzywożąc ślubne podarunki: owocowe placki, pasztety z dziczyzny, baryłki mocnego trunkui swoje ulubione puddingi mięsno-owsiane.W obejściu Cullenów zapłonęły ogniska, nadktórymi powoli obracały się na rożnach wół i byk, osiem owiec, tuzin jagniąt i wiele sztukptactwa.W czasie przyjęcia gościom przygrywały harfa, kobza, wiola i trąbka, potem zaśMary z innymi kobietami zaśpiewała.Przez całe popołudnie zmagali się ze sobą najwięksi rodowi siłacze.Rob poznawałTedderów i MacPhee.Jednych od razu polubił, innych nie, przy czym starał się nieprzyglądać zbytnio licznym kuzynom Mary.W miarę upływu czasu po obejściu snuło sięcoraz więcej pijanych, z których ten i ów próbował na siłę spoić pana młodego.Rob jednakprzepił tylko do żony, synów i ich klanu, pozostałych zaś zbywał uprzejmą wymówką iuśmiechem.Wieczorem, gdy wszyscy bawili się w najlepsze, wyszedł z obejścia i oddalił się odzagrody.Noc była piękna, gwiazdzista, ale jeszcze nie ciepła.Poczuł zapach janowca, a kiedyucichł za jego plecami gwar wesela, dosłyszał owce, rżenie konia, wiatr na wzgórzach i szumstrumieni.I wydało mu się wtedy, że jego stopy głęboko zapuszczają korzenie w tę jałowąkamienistą glebę.Koło się zamykaDlaczego w kobiecie zawiązuje się nowe życie lub nie, zawsze było tajemnicą
[ Pobierz całość w formacie PDF ]