[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pająki porobiły sobie domyza wspaniałymi dziełami sztuki, używały ramy niczym miniaturowychprosceniów, na których przędły swoje nici, tworząc fantazyjne formy.Wkuchni obok kubła na śmieci odkryłem kolonię mrówek, które regularnieucztowały na torbach cukru zostawianych często przez Crace a na blacie.A w jego sypialni pomiędzy ciemnymi wilgotnymi fałdami zasłon przyłóżku natrafiłem nawet na kilka muchomorów, które zaczęły tam rosnąć.Aazienka była domeną karaluchów, a stonogi raz po raz wypełzały spodperskiego dywanu w salonie.Kiedy zbliżałem się do końca gruntownych porządków, zdałem sobiesprawę, że nie tknąłem gabinetu Crace a, co więcej, nigdy nawet niewidziałem tego pokoju.Wtedy wiedziałem już tyle o swoim pracodawcy,że zdawałem sobie sprawę, iż miał niesłychaną jeśli nie obsesyjną potrzebę prywatności, dlatego pomyślałem, że najlepiej będzie, jeżelipoproszę go o pozwolenie na wejście do tego pokoju.Odłożyłemśrodki do czyszczenia i nadal mając na sobie poplamiony i przepoconypodkoszulek, ruszyłem przez portego i podwójne drzwi do salonu, gdziesiedział i czytał. Panie Gordonie, zastanawiam się właśnie, czy to dobry moment,żeby pana o coś zapytać? Tak? Prawie skończyłem już sprzątanie, ale dopiero teraz sobieuświadomiłem, że nie tknąłem pańskiego gabinetu.Chce pan, żebym sięnim zajął?Przez chwilę wyglądał na zamyślonego, a potem jakby poddał sięzrezygnowany. Chyba tak byłoby najlepiej.To właściwie konieczne.Na biurku leżycałkiem sporo listów, które kiedyś trzeba będzie posortować, ale jeszczenie w tej chwili.Westchnął, odłożył książkę na stolik, podniósł się powoli i ruszyłw moją stronę, powłócząc nogami.Kiedy przechodził obok mnie, jegokoścista ręka otarła się o moją skórę. Chodz ze mną powiedział.Wyszliśmy z salonu, a potem przez portego dotarliśmy do jegosypialni i dalej przez drzwi na końcu pokoju do ciemnego, pozbawionegookien gabinetu. Czy jest tu jakieś światło? zapytałem. Tak, o tam. Crace wskazał zarys biurka przy odległej ścianie.Kiedy włączyłem światło, zobaczyłem, że na biurku piętrzą się stertylistów, część z nich spadła nawet na perski dywan leżący na podłodze.Pod tą masą korespondencji dostrzegłem kubek pokryty pleśnią, zgniłyogryzek jabłka, kilka pomiętych pożółkłych chusteczek higienicznychi pióro wieczne.Na niskiej drewnianej szafce obok biurka stał glinianykałamarz w kształcie żółwia.Pod warstwą kurzu dostrzegłem zdobiącego piękne żółto-zielono-beżowe sgraffito.Oprócz półek z książkamizapełniających ściany była tu także przeszklona gablota, coś w rodzajuwystawy osobliwości, pełna przedmiotów, wśród nich znajdowały sięceramiczna butelka w kształcie muszli przegrzebka, niebieskozielona misaz rysunkiem chłopca-pasterza porywanego ze zbocza wzgórza przez orła,kilka doskonałych wazonów, parę miniatur, niektóre w ramkach ze srebralub czarnego aksamitu, płaskorzezba z białego marmuru przedstawiającamłodzieńca wkładającego lewą rękę do naczynia z ogniem, moim zdaniemwizerunek Mucjusza Scewoli, ornamentowana para świeczników zbrązu i trójkątna szkatułka z uskrzydlonymi figurkami na każdym rogu,którą wziąłem za kadzielniczkę.Wszystko w gablocie pokrywała grubawarstwa kurzu.Na ścianach wyłożonych krwawoczerwoną tkaniną wisiało kilkastarych planów architektonicznych willi Palladia, ich ramy byłyprzekrzywione pod dziwnym kątem, a w każdym rogu pokoju piętrzyłasię chybotliwa wieża książek.Obok drzwi stała skrzynia, podobna do tychz portego, na której stał posążek klęczącego satyra z brązu, trzymającegomuszlę, a obok niego pięknie żłobkowana, bogato zdobiona marmurowaurna. Nie bardzo wiem, od czego powinieneś zacząć rzekł, rozkładającbezradnie ręce. Niemniej od czegoś będziesz musiał. Proszę się nie martwić.Szybko się ze wszystkim uporam. Ale, jak powiedziałem, nie dotykaj korespondencji, dopóki niezdecyduję, jak najlepiej będzie to zrobić dodał Crace, wycofując sięz pokoju. Zupełnie straciłem nad nią kontrolę i teraz nie bardzo wiem,co z nią począć.Zamierzam czytać te listy sukcesywnie w łóżku.Gdybyśczegoś potrzebował, to po prostu mnie zawołaj.Przesunąłem koperty na jedną stronę i od razu zabrałem się do pracy,wyrzucając do kosza kubek, ogryzek i chusteczki.Wytarłem z kurzuwszystkie przedmioty w gablocie, bardzo ostrożnie się z nimi obchodząc,potem odkurzyłem perski dywan, zamiotłem marmurową posadzkę,powiązałem książki i wyprostowałem ramy na ścianach.Pochłoniętyporządkami zastanawiałem się jednocześnie, kiedy i w jaki sposób udałosię Gordonowi zgromadzić taką kolekcję.Przypuszczałem, że pewniedawno temu, zanim jeszcze odizolował się od świata, a może upoważniłjakiegoś pośrednika, żeby wyszukiwał te rzeczy dla niego.Kiedy zacząłem czyścić skrzynię obok drzwi, zauważyłem, że jestpopękana, sucha i podrapana.Przyniosłem z kuchni tubę z pastą woskowąi zacząłem delikatnie nakładać lepką substancję w kolorze palonej sjeny,wcierając ją głęboko w drewno.Pasta zabarwiła końce moich palców nagangrenowy czarnobrązowy kolor i przez chwilę miałem wrażenie, jakbymoje ręce należały do trupa.Podniosłem figurkę satyra z rogami, spiczastymi uszami, brodą iwłochatymi nogami, które zamiast stóp miały racice, i przyjrzałem się jejdokładnie.Muszla, którą to stworzenie trzymało w prawej ręce, mogła, jaksię domyślałem, służyć jako kałamarz i choć sama postać wydawała sięgroteskowa, miała w sobie coś intrygującego.Odstawiłem ją na skrzynięi sięgnąłem po urnę, uznając, że to najprawdopodobniej popielnica, kiedyusłyszałem głos Crace a. Nie dotykaj jej& i odstaw. Przepraszam, przepraszam powiedziałem, odsuwając się, ale teżnie bardzo wiedząc, co mam zrobić.Crace przyczłapał do mnie, głowa trzęsła mu się ze złości. Och, to chyba moja wina, powinienem był cię uprzedzić odezwałsię po chwili, usiłując zapanować nad nerwami. Słucham? Ach, dobrze więc& lepiej chyba będzie, jeśli ci powiem.Tam jestbroń& naładowana& w tej urnie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]