[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Co się stało z jego żoną? - zawołała.- Dlaczego nagle jej istnienie straciłoznaczenie.- Jego żona nie żyje, Chloe.Zmarła parę lat temu, ale od wielu lat żyli już wseparacji.- Mówiłaś, że ma rodzinę.- Tak.Gianni miał dwóch synów.Carla i Francesca.Niestety Francesco zginął wwypadku samochodowym, Carlo mieszka w Rzymie, prowadzi tamtejsze biurofirmy Caracellich.- Czy on ma.córkę?- Ty jesteś jego jedyną córką, Chloe.Chloe umilkła, jakby smakowała tę wiadomość, a potem zapytała:- A skąd się wzięło nazwisko Lane, mamo?- Powiedziałam ci przed chwilą - uśmiechnęła się Stevie -że twój ojciec zawszezatrzymywał się w Dorchester, gdy przyjeżdżał do Londynu, by się ze mnązobaczyć.Gdy do mnie dzwonił, przedstawiał się jako pan Lane, bo mieszkał whotelu przy Park Lane.Wydawało mi się, że to dobre nazwisko na świadectwourodzenia.- Stevie się podniosła, podeszła do córki i objęła ją ramieniem.- Przykromi, że trzymałam was z dala od siebie przez tyle lat, naprawdę mi przykro.Czymożesz mi to wybaczyć?Chloe popatrzyła na matkę oczami pełnymi łez.- Wybaczyć? Mamo, na miłość boską, tu nie ma nic do wybaczania.Jesteś najlepsząmatką, jaką można sobie wyobrazić.Przez te wszystkie lata robiłaś to, co twoimzdaniem było dla mnie najlepsze.Jestem pewna, że tak właśnie było.Kocham cię,mamo, i na całym świecie nie ma kogoś takiego jak ty.Stevie otarła napływające do oczu łzy i odparła:- Chyba powinnyśmy już iść.%7łeby spotkać się z twoim ojcem.On na nas czeka.V- Czy on właśnie przyjechał?- Nie.Przyleciał ze mną wczoraj po południu.To znaczy, ściślej rzecz biorąc, to japrzyleciałam z nim.Przyleciałam razem z nim jego samolotem.- Ona ma samolot? O rany.Czy sam nim steruje?- Nie, ma pilota.Ale nawiasem mówiąc, jest niezłym sportowcem.Na pewno ci sięspodoba, Chloe, i wkrótce go pokochasz.263Chloe wahała się przez chwilę, zanim zapytała cicho:- Ale czy on mnie polubi, mamo? Czy on mnie pokocha?- On już cię kocha, Chloe.Gianni Caracelli podniósł się z miejsca, gdy zobaczył Stevie wchodzącą dorestauracji w Dorchester Hotel.Ku jego najwyższemu zdumieniu, serce zaczęło muwalić jak młotem.Coś go ścisnęło w gardle, gdy patrzył na zbliżającą się ku niemuChloe.Jakaż piękna z niej dziewczyna.Była rzeczywiście podobna do niego, a nadodatek bardzo przypominała Francesca.Gianni był przez chwilę tak bardzoporuszony, że obawiał się, iż zacznie płakać w publicznym miejscu.Z trudempanował nad swymi uczuciami; dla swego zmarłego, tak bardzo ukochanego syna,dla tej młodej, nieznanej na razie kobiety, która miała wkroczyć w jego życie.W tej właśnie chwili obie panie stanęły przed nim.Wybranka jego serca, pięknaSteffie i jego własna córka.Jego jedyna córka, Chloe.Nie mógł oderwać wzroku odjej twarzy.Przyglądał się każdemu detalowi.Chloe uśmiechnęła się i bez wahaniapodeszła jeszcze bliżej, dotknęła jego ramienia i popatrzyła na Gianniego.Jejciemnobrązowe oczy stanowiły odbicie jego własnych.Gianni również przybliżył się ku niej.Objął ją i bardzo mocno przytulił.Krew zmojej krwi, pomyślał.Moje dziecko.Poczuł przypływ wdzięczności za to, że Chloeistnieje.Chloe przywarła do niego na moment.Gianni nie mógł odpędzić od siebie myśli, żeta niezwykła chwila mogłaby nigdy nie nastąpić, gdyby Chloe nie obudziła się ześpiączki.Mogła przecież umrzeć, nie spotkawszy go nigdy.Jego serce wypełniła przemożna czułość.Pomyślał: Bóg tak wiele nam odbiera, alejednocześnie tak wiele nam daje.Gianni popatrzył na Stevie, pełen wdzięczności zato, że przyjechała do niego do Mediolanu.Był to odważny krok, bo przecież Stevienie wiedziała nic o jego życiu.Nie miała też pojęcia, jak on zareaguje na jej słowa.Chociaż nie, to nieprawda; Stevie dobrze wiedziała.Nikt na całym świecie nierozumiał go tak dobrze jak ona.Jakiż głupiec z niego, czemu nie próbował odnalezćjej przez te wszystkie lata.Całkiem nieoczekiwanie Gianni poczuł, że ogarnia go wielki spokój, gdy taktrzymał Chloe w ramionach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]