[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Myślałem, \e to właśnie ty paskudnie oberwałeś.Le\ałeś bez przytomności na schodach domu Forsythów.Skąd się tuwziąłeś?- Och, dostałem tylko po głowie i wcią\ jeszcze mam strasznegoguza, ale to głupstwo.Circe mi powiedziała, \ebym się tu wybrał - wyja-śnił David, patrząc na Psyche tak, jakby ją chciał przeprosić.- Czuła, \ebędziecie potrzebować mojej pomocy- A skąd wiedziałeś, gdzie nas znalezć?- Poszedłem do twojego prawnika, wydusiłem od niego adres, a po-tem ruszyłem tu na złamanie karku.Zadeptałem ogień podło\ony poddom, a potem pokonałem jakiegoś łobuza, zresztą miał związane ręce, ijeszcze mocniej go skrępowałem - ciągnął.- Wchodzenie tylnymidrzwiami ma, widzisz, swoje zalety.A gdzie się podział Barrett?- Davidzie, jesteś prawdziwym bohaterem - powiedziała Psyche go-rąco.- Barrett nie \yje.David zobaczył ciało le\ące w głębi na podłodze i a\ gwizdnął z wra-\enia.- Do kroćset.och, przepraszam.Ale chyba nikt bardziej nie zasługiwał na taki koniec.323Psyche zadr\ała i jeszcze mocniej chwyciła Gabriela za ramię.Jak\ełatwo wszystko mogło skończyć się inaczej, a wtedy to Gabriel le\ałbyna drewnianej posadzce z wielką raną ziejącą w piersi, w pustym pokojupełnym krwawych plam.Dziękuję ci, Bo\e - pomyślała - \eś go tymrazem oszczędził.Dosyć ju\ wycierpiał.Wyszli wszyscy troje przed dom.Drobny deszczyk ju\ przestał pa-dać, czasem tylko kapnęły jakieś pojedyncze krople.Nie było jednakpowozu.Percy najwyrazniej go sobie przywłaszczył, nie troszcząc się anitrochę o ich bezpieczeństwo, a przedtem omamił widocznie jakimśkłamstwem stangreta.David przyjechał tu na koniu, którego zaofiarowałGabrielowi.Pomogli Psyche siąść z tyłu za nim.Schwyciła Gabriela wpasie.David zaś podszedł do zdrowego konia z zaprzęgu Percy'ego.- Nie wiem, czy to jest koń pod wierzch - zaniepokoiła się Psyche.- Nie martw się, jeszcze nie spotkałem konia, na którym nie potra-fiłbym się utrzymać - odparł wesoło David i dosiadł go na oklep, a choćkoń z początku wstrząsał łbem i kilkakrotnie wierzgnął, wkrótce przestałsię buntować.Psyche obejrzała się za siebie, gdy jechali podjazdem.Co za szczę-ście, \e domu nie ogarnął po\ar.Byłaby to wielka strata, zwłaszcza teraz,gdy Barrett nie mógł ju\ do niego rościć praw.Mo\e gdyby Gabriel.nie, nie wszystko naraz.Zdołali prze\yć.Powinna się najpierw zająćsobą.Dotarli wreszcie do wsi i zatrzymali się w małej ober\y.Nie mo\natam było wynająć powozu, ale ober\ysta miał małą dwukółkę, która mu-siała im wystarczyć na początek, a tak\e wysłał stajennego z zajazdu,\eby zajął się okulałym koniem, którego zostawili.Gdy Gabriel przygotowywał dwukółkę do drogi, a potem napisał domiejscowego sędziego pokoju o przestępstwach Barretta i jego śmierci,Psyche siadła na ławeczce przed zajazdem, bo wewnątrz nie było prywat-nego saloniku, w samej zaś ober\y, ciasnej i brudnej, zbyt wielu ciekaw-skich farmerów z zaskoczeniem patrzyło na ten nieoczekiwany napływludzi du\o lepiej od nich urodzonych.Poniewa\ David i ona sama mogli zaświadczyć, dlaczego Barrett po-niósł śmierć, Gabriel nie powinien mieć \adnych kłopotów z władzami,324uznała w końcu, popijając mocne piwo.Mógł teraz bez przeszkód objąćw posiadanie dom i odnowić go, nie obawiając się ju\, \e zajdzie go odtyłu jakiś morderca, gdyby tylko na chwilę straci czujność.Nie będzie te\musiał dłu\ej udawać markiza Tarringtona.Ujawnienie, \e tytuł był fikcyjny, z pewnością jednak narobi wieleszumu wśród dobrego towarzystwa, pomyślała z sarkazmem.Po wszyst-kim, co przeszli, niewiele ją jednak obchodziły plotki, obojętne, liczneczy nieliczne.Dostanie wreszcie swoje pieniądze, będzie te\ mogła wy-nająć najlepszych nauczycieli dla Circe, \eby talent siostry mógł się dalejrozwijać.Jednak na samą myśl o tym, \e Gabriel mógłby ją porzucić, Psychepoczuła w sobie pustkę.Jak dotąd nie mówił jej nic konkretnego na tentemat, nie powinna więc mo\e wpadać w rozpacz.Najpierw nale\ałowrócić do Londynu, uspokoić Circe i ciotkę, odpocząć i zjeść wreszciejakiś porządny posiłek.Dopiero potem będą mogli podejmować rozsądnedecyzje.Pociągnęła kolejny łyk piwa.Gdy jednak przyszedł po nią Gabriel, od razu coś ją w nim zaniepo-koiło.- David odwiezie cię do Londynu.Pierwszą część podró\y odbędziesz w dwukółce ober\ysty.Trochę tam ciasno, ale da się wytrzymać.W najbli\szym miasteczku wynajmiesz bryczkę, a chyba te\ i jakąś słu\ącą, \eby ci towarzyszyła przez resztę drogi, bo tak będzie znacznie przyzwoiciej.Całkiem jakby się teraz musiała martwić o zachowanieprzyzwoitości! Psyche poczuła, \e serce się jej ściska.- A ty ze mną nie wrócisz?Nie chciał jej spojrzeć w oczy.- Skoro jesteśmy niedaleko od wybrze\a, skorzystam z tego iwyjadę.Muszę czymś zapełnić moje niemal puste kieszenie, a wMadrycie i Pary\u o tej porze roku nie mo\na narzekać na brakmo\liwości, jeśli chodzi o grę w karty.Będę teraz zbyt znany od tejstrony w Londynie wśród przyzwoitych graczy, zwłaszcza po ostatnimepizodzie, który stanie się sensacją dnia.- A twoja posiadłość? - spytała Psyche z trudem, tak bardzo zaschłojej w ustach.325- Nie mam w tej chwili pieniędzy na jej odnowienie.Mo\e obejmęją w posiadanie za rok lub dwa lata.Zniszczenia nie pogłębią się zanadtoprzez ten czas.Być mo\e za rok, mo\e za dwa lata.Psyche poczuła ucisk w gardle.Być mo\e.Gabriel spojrzał na nią i odwrócił wzrok.Nie mógł jej powiedziećprawdy.Gdyby wrócił z nią teraz do Londynu, był świadkiem radościCirce - szczęśliwej, \e nic im się nie stało - gdyby raz jeszcze uległ uro-kowi Psyche i poczuł się tam jak w domu, w rodzinie, nie zdołałby ju\stamtąd odjechać.Sama myśl o tym, \e mógłby znów obejmowaćPsyche, całować ją i tulić w uścisku, burzyła w nim krew i stary bólod\ywał na nowo.Nie, musi odejść, skoro tak postanowił.A przedewszystkim nie wolno mu ju\ jej tknąć.- Sądziłam, \e ty.\e my.- Psyche urwała, jakby nie wiedziała,co mówić dalej.- W takim razie mogę teraz wyjść, za kogo tylko zechcę.Nie chciał zostawiać jej w przekonaniu, \e mu na niej nie zale\y.Do-syć ju\ tych pełnych fałszu okrucieństw.Była zresztą zbyt rozumna, \ebymu uwierzyć.- Moja droga panno Hill, darzę panią największym podziwem, najwy\szym respektem i najgłębszą sympatią.Zasługuje pani jednak nadu\owięcej, ni\ mógłbym jej dać.Głos mu zadr\ał, ale zebrał całą odwagę, by spojrzeć jej w oczy.- Zasługujesz na prawdziwego księcia, Psyche, a nie fikcyjnegomarkiza czy fałszywego lorda, któremu brak reputacji i honoru, bymógł ci się oświadczyć.Na mę\czyznę z nieposzlakowaną przeszłością.Niewa\ne, czy próbowałbym dokonać jakichś zmian w moim \yciu.Pewnych rzeczy zmienić się nie da
[ Pobierz całość w formacie PDF ]