[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Co do ciężaru, mogła znieść znacznie więcej.Nie o deskę jednak tym razem chodziło, ogłuszyła mnie moja ręka.Siedziałam na niskim stołku i dyskutowałam z kimś o brydżu, pojęcia nie mam, kto to był, ale wiem, że chodziło o kara.Co należy licytować, jeśli trzyma się w ręku dziewięć kar od damy, z boku blotki, upierałam się, że prawidłowa odżywka brzmi „trzy karo”, rozmówca był innego zdania, w ferworze sprzeczki i ze zdenerwowania co chwila wypijałam to coś, co mi nalewano, a kieliszek stał pod ręką.Ostatni widok, jaki pamiętam, to Ewa śpiąca błogo w kącie na kupie odbitek.Niewątpliwie musiałam wyjść od Tadeusza, bo potem znalazłam się gdzie indziej.Miejsce, w którym zakotwiczyłam, zrobiło na mnie duże wrażenie.Z całą pewnością znajdowałam się tam w towarzystwie jednego z kolegów po fachu, za osobę głowy nie dam, dyskusja trwała nadal, zdaje się, że ciągle na ten sam temat, a pomieszczenie zapamiętałam doskonale i wszystkich znajomych doprowadziłam nim do rozpaczy.Był to wielki pokój, dwupoziomowy, na wyższy poziom prowadził jeden stopień, na niższym stał długi stół mahoniowy, idealnie wygładzony, zabytek prawdopodobnie, może empire, i przy tym zabytku w trakcie dysputy siedziałam.Co wyczyniali moi kumple, żeby odnaleźć to pomieszczenie i ten stół, ludzkie pojęcie przechodzi.Bliższymi informacjami nie mogłam służyć, dziko upierałam się przy swoim, a do posiadania czegoś takiego nikt się nie chciał przyznać.Rewizje po domach robili.Lokalu i mebla nie odnaleziono do dzisiejszego dnia, a ja za nie dałabym sobie głowę uciąć.Teraz będzie clou.Siedziałam przy owym spornym stole, po czym obudziłam się rano we własnym domu, na własnym tapczanie, w pościeli, w nocnej koszuli, umyta dokładnie, bez żadnego malowidła na twarzy, w mieszkaniu zamkniętym na zasuwę od środka.Klucze leżały na kredensie.Zamka zatrzaskowego nie posiadałam, nikt nie mógł wejść ze mną, pomóc mi, a potem wyjść, zatrzaskując drzwi za sobą, taki numer odpadał.Czyli wszystko zrobiłam sama.Można by jeszcze przyjąć, że dokładnie zabalsamowana jednostka wykonała wszystkie czynności z przyzwyczajenia, ale, na litość boską, z tapczanu trzeba było wyjąć pościel, a prawą rękę miałam w gipsie…!!! Jak ja tego dokonałam? Kolega, który mnie odwiózł, przysięgał na kolanach, iż ustawił mnie pode drzwiami, sprawdził, czy trafiam kluczem w zamek, posłuchał, czy zamknęłam za sobą i poszedł precz.Nikogo w moim domu nie było, Wojtek gdzieś się pałętał, może w delegacji, a może u rodziny, nie wiem, gdzie się podziewały moje dzieci, w każdym razie ze wszystkiego wynika, że z przerwą w życiorysie i z ręką w gipsie odwaliłam potężną robotę.Teraz muszę się cofnąć, bo wyraźnie widzę, że z właściwej chwili wypadł mi Włodek.Był to ów osobnik, ustawicznie wspominany, który najpierw wkroczył do grójeckiej piwnicy z komunikatem, że szrapnele się rwą, a ruskie wojska wkroczyły, potem założył sobie we Władysławowie fermę zwierząt futerkowych i wybudował normalny dom, następnie owdowiał i wreszcie zaprzyjaźniliśmy się krótko po moim rozwodzie, chociaż wiekowo znajdował się gdzieś w połowie drogi pomiędzy mną a moimi rodzicami.Nieco później ożenił się z Bożenką, dla której nie mam żadnego miłosierdzia.W owych nieco wcześniejszych, przeoczonych przeze mnie, chwilach wpadł na pomysł, żeby ożenić się ze mną i nawet rodzina była za.Do moich dzieci miał anielską cierpliwość, śmieszyły go, Robertowi udostępniał swój samochód i potem musiał ruszać na pych, bo straszne dziecko za pomocą klaksonu wyładowało mu doszczętnie akumulator.Fermę miał wzorcową, w owym rejonie nadmorskim posiadał duże możliwości, posada architekta powiatowego w Pucku już na mnie czekała, ale, ku oburzeniu rodziny, fanaberyjnie odrzuciłam ofertę.Włodek się nie upierał, przyjaźń nam pozostała i tylko patrzeć, jak do niego wrócę, bo właściwa chwila się zbliża.Pracowałam już w „Stolicy”, kiedy Wojtek dostał przydział na samochód, Skodę 1000 MB.Na raty.Był to początek wydarzeń wyjątkowo obrzydliwych i wielkich wysiłków będę musiała dokonać, żeby je podać w formie jako tako taktownej.Czekałam na honorarium za coś i wiadomo było, że pierwszą ratę zdołamy zapłacić.Tymczasem przydział, jak to zwykle bywa, wyskoczył o pięć dni wcześniej i dwadzieścia cztery tysiące złotych należało na te pięć dni pożyczyć.Załatwiłam sprawę przez telefon, w ciągu dwóch godzin, drogą kwesty, bo całą sumą nie dysponował nikt ze znajomych, ale po kawałku mogli służyć.Pozbierałam pieniądze po ludziach i na końcu, późnym wieczorem, znaleźliśmy się u Janki i Donata.Ohydnej sceny przekazywania forsy nie mogę pominąć całkowicie, bo niezrozumiałe stanie się zakończenie.Trzymałam w ręku trzydzieści tysięcy złotych i nazajutrz Wojtek miał je wpłacić, teraz zaś zdążyliśmy się pokłócić.Nie mam najmniejszego zamiaru cytować jego wypowiedzi ani precyzować zachowań, bo samą siebie skompromitowałabym bezdennie, ale generalnie stwierdzam, że postępował skandalicznie.Gdyby nie mieszkał u mnie, zameldowany na stałe, niewątpliwie rozstałabym się z nim już po trzech latach, w tej sytuacji jednakże nie umiałam usunąć go ze swojego życiorysu.On ze mną wcale nie chciał się rozstawać i sytuacje podbramkowe w ostatniej chwili łagodził, a przypominam uprzejmie, że miał kolosalny wdzięk.Wiedziałam już dokładnie, że wierzyć mu nie można nawet za grosz, szlag mnie trafiał miliony razy, winien był mi już mnóstwo pieniędzy, bo głupie odruchy miałam wyrobione, za to reakcje strzelały ze mnie spontanicznie i ogniście.Strzeliło i wtedy, owego wieczoru.Ni z tego, ni z owego zażądałam od niego pokwitowania.Wpłacam na skodę trzydzieści patyków, ale skoda należy do niego, a nie do mnie, i te trzydzieści patyków stanowi pożyczkę.Jazda, kwitować mi proszę tę pożyczkę w obecności świadków, świadkowie gotowi, siedzą razem z nami przy jednym stole, inaczej kicham na przydział i nie dam ani grosza.Szał mnie opętał, przy czym gatunek szału był obcy mojej duszy, musiał zatem ten upiorny Diabeł wykonać jakiś numer ekstra.Uparłam się.Wojtek się ugiął, bo był elastyczny, gniótł i jątrzył, póki zdołał, ale cofał się szybko w obliczu niebezpieczeństwa.Stanęło na moim, wyprodukowaliśmy piękny dokument, oficjalny, zgodny z prawem, Janka i Donat, nieco ogłuszeni awanturą, podpisali się jako świadkowie i kazałam im patrzeć, jak trzydzieści patoli przechodzi z rąk do rąk.Sterroryzowany Wojtek nadął się i prawie obraził, ale do następnego poranka mu przeszło.Przez całe lata zastanawiałam się nad jego stosunkiem do mnie i teraz dopiero przychodzi mi do głowy, że powinien był mnie znienawidzić.Żaden mężczyzna nie zniesie czegoś takiego.Takie zaś wyglądało następująco:Pojechaliśmy po samochód, na Żerań chyba, i wyszło na jaw.że prawo jazdy on robił prawie dziesięć lat temu i od tamtego czasu nie siedział za kierownicą.Ja siedziałam, nie tylko pojechałam po dzieci, ale jeździłam także z Janka do Krzysztofa na koloniach, wciąż pożyczając warszawę z Motozbytu, i czułam się pewniej.— Jedź! — powiedział do mnie.Wola boska.Wsiadłam, wycofałam spod muru, ruszyłam
[ Pobierz całość w formacie PDF ]