[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Prawie umarłyśmy, kiedy otworzyła drzwi i przyłapała nas na gorącym uczynku.Łykające jej seltzer i wyrównujące poziom w butelkach.— Zostałaś stworzona, żeby zawsze być na pierwszym planie, Megan.— Cóż, pani Steinberg tylko pokiwała nad nami głową.Kazała nam wnieść ciężką skrzynkę do domu i postawić ją na stole kuchennym.Wyjmowała butelki, jedną po drugiej, i podnosiła je w górę.Potem podeszła do kredensu, wyciągnęła słoiki na przetwory, napełniła je wodą z butelek i podała nam.„Pijcie, kochaneńkie —powiedziała.— Skoro miałyście taką wielką ochotę na seltzer, powinnyście po prostu zadzwonić do moich drzwi i poprosić".Dante wybuchnął śmiechem.— Piękne.Cudowna pani Steinberg.— Oczywiście zaczęłyśmy obie płakać i błagać, żeby nikomu nie mówiła.„Co mam mówić? — spytała.— Że dwie dziewczynki zachowały się tak głupio? Nie, powiem wam tylko jedno: Nie róbcie takich rzeczy.To nieładnie."— Oto przykład urodzonego psychologa.389— Tak zakończyła się nasza kariera przestępcza.Ciepłe wspomnienie dawnych, prostszych czasów przywołało na ich twarze uśmiech.Megan zerknęła na Dantego.Utrzymywał się w dobrej formie, był zadbany i miałładną czuprynę gęstych, z lekka tylko posiwiałych czarnych włosów.Był nie ogolony, ale to sprawiało, że wydawał się jeszcze atrakcyjniejszy.Wyglądał na zmęczonego, lecz dzięki temu zdawał się bardziej odprężony, mniej oficjalny niż w czasie wystąpień publicznych.Bardziej jak Danny.Mniej jak senator.— Zatem, dziecino, zajmijmy się twoją sprawą.Przeczytałem wszystkie twoje papiery.Nie mam żadnych zastrzeżeń.Musimy tylko wybrać odpowiedni czas, Megan.W Waszyngtonie wszystko można zrobić, byle wybrać odpowiedni moment.Kiedy przepchniemy nową ustawę przez Kongres, otworzy nam to drzwi do wszystkich innych praw i ulg.— Przepchnij to teraz, Danny, siłą rozpędu.Chodzi o wszystkie kobiety, niezależnie od wieku, wykształcenia, uzdolnień.Dante uniósł dłoń.— O, Boże, Megan, tylko nie to.Proszę.Jesteśmy tutaj tylko my dwoje, nie ma słuchaczy, tylko my, kumple z Ryer Avenue.Zgadzam się z tobą.Absolutnie, zupełnie.To tylko kwestia odpowiedniego momentu.Musisz zdać się na mnie.Danny wstał i dolał trochę perriera do swojego kieliszka z białym winem.— Mówią na to „spritzer".Bardzo szykowne.Mój teść dostałby zawału, gdyby widział, jak profanuję wino.— Podszedł do okna, chwilę przez nie patrzył, po czym odwrócił się.Wyglądał, jakby zastanawiał się, od czego zacząć.— Danny, martwi cię coś, prawda? — spytała Megan, wyćwiczona w odczytywaniu mowy ciała.— Rety, i próbuj tu oszukać psychiatrę.— Z Lucią-Biancą wszystko w porządku?— Świetnie.— Uśmiechnął się.— Nie o to chodzi.Rzeczywiście, gnębi mnie coś.Coś, w czym mogłabyś mi pomóc.Czy jesteś w bliskim kontakcie z Eugene'em?Teraz, kiedy siedzi w Nowym Jorku?— Cóż, nie nazwałabym tego bliskim kontaktem, znasz przecież Gene'a.Jest daleko, ale zawsze osiągalny, gdy się go potrzebuje.Tak, chyba mogłabym z nim porozmawiać, jeżeli to coś ważnego.— Odstawiła swoją szklankę z wodą sodową i bacznie przyj-390rżała się Danny'emu.— W pewnym sensie rozmawiamy o transakcji, Danny? Między tobą i mną? Wiesz, stare quid pro quo? Wykrzywił usta.— Boże, stworzyłem potwora.— Usiadł naprzeciw Megan.— Nie, w sumie nie.Niedokładnie.Powiedzmy, że owszem, przypuszczam, że mógłbym wprowadzić ustawę o prawach kobiet, dokładniej mówiąc jako część pakietu ustaw o prawach obywatelskich.Niczego nie mogę obiecać; nadal nie jestem przekonany, że to odpowiednia chwila.Ale mógłbym spróbować otrzymać jak największe poparcie przy głosowaniu.Ale nie, to nie będzie warunkiem tego, o co chcę cię poprosić.Zatem nie jest to w sumie układ quid pro quo.— W pewnym sensie jest.Danny uśmiechnął się i wzruszył ramionami.— Tylko w pewnym sensie.Opowiedział jej o życiowym marzeniu swojego teścia, aby zostać rycerzem Grobu Pańskiego.Wiedział, że Gene mógłby to załatwić.Marzenie tylko wtedy jest przygniatające i nieosiągalne, gdy nie ma się nikogo, kto mógłby pomóc.— Chciałbym zorganizować spotkanie z Gene'em.Chcę to zrobić po cichu.—Rozejrzał się po pokoju.— Tylko ja i Gene, tutaj, pewnego wieczoru.— Porozmawiam z nim.Ja też nie mogę niczego obiecać, ale spróbuję go tu przyprowadzić, a potem zostawię was, żebyście mogli porozmawiać we dwójkę.— Świetnie, Megan.Sądzę, że nie byłoby mądrze z mojej strony zwracać się bezpośrednio do niego, bo nie jest to przysługa polityczna.Po prostu sprawa między przyjaciółmi, grzeczność dla członka mojej rodziny.Boże, to tyle by znaczyło dla tego starego człowieka.— To tak jak ja, chcę, żeby ta poprawka do programu praw obywatelskich była sprawą między przyjaciółmi.Ty zrób z tego politykę, Danny.To już twoja rola.—Rozejrzała się po pokoju.— Hej, ładne miejsce.Z klasą.Zatrudniłeś dekoratora, czy Lu-cia-Bianca tym się zajęła, co? Naprawdę jest tu uroczo.— Chodź.— Dante wziął ją pod ramię.— Oprowadzę cię.Wezmę cię na wielką wycieczkę, po wszystkich dwóch pokojach i małej kuchence.Kupiłem umeblowanie tak, jak stało.Niezłe.I tanio je dostałem.Zgadnij od kogo? Od naszego małego towarzysza, producenta filmowego, Willie'ego Payceka.391— Żartujesz chyba! To było mieszkanie Willie'ego?— Tak.Kilka lat temu natknąłem się na niego na moim własnym spotkaniu wyborczym.Całkiem przyzwoicie się dołożył.Powiedział, że mniej lub bardziej na stałe mieszka w Europie, między Francją a Włochami, jak to określił.Czuł, że ma tam więcej „artystycznej swobody" — może chodziło o jego swobodny styl życia.Trzymał ten apartament przez kilka lat i planował go opchnąć.Zaproponował mi świetną cenę za meble.Czynsz nie jest wysoki, szczególnie, gdy wziąć pod uwagę dzisiejszy rynek.I tak się tu znalazłem.Super, co?— Wspaniale.Słyszałam, że rzucił Europę na kolana.Zdobywa wszelkie możliwe nagrody za swoje filmy.Nieźle jak na kozła ofiarnego całej dzielnicy.— Cholera, całe jego życie jest dosyć zaskakujące.— Wziął Megan za rękę.—Chyba można by to samo powiedzieć też o nas, prawda?— Wcześnie nauczyliśmy się ciężko pracować, Danny.Zarobiliśmy na wszystko, co mamy.Położył jej dłonie na ramionach i przyjrzał się jej.— Czy wspominałem kiedyś, że uważam cię za fantastyczną kobietę? Prowadzisz praktykę, zajmujesz się tymi wszystkimi sprawami publicznymi.Twój ojciec zawsze mówił, że rządziłabyś krajem, gdybyś urodziła się chłopakiem.Oboje poczuli, że dzieje się między nimi coś wyjątkowego.Wzrok Dantego spocząłna jej ustach, pełnych, lekko uniesionych w kącikach, kuszących.— Pamiętasz, kiedy cię po raz pierwszy pocałowałem? — szepnął schyliwszy głowę.Uniosła dłonie do jego twarzy.Pochylił się i delikatnie ją pocałował.Megan odwzajemniła pocałunek, który stawał się coraz namiętniejszy.W końcu odsunęła się od Dantego.Oboje byli oszołomieni panującym między nimi napięciem.Tak naprawdę nigdy nie byli sami w taki sposób.Tym razem to Megan pierwsza wyciągnęła ręce.Przytulili się.Nagłe pożądanie poraziło ich oboje.W końcu odsunęli się od siebie, bez tchu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]