[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie trzeba było dwa razy namawiać, nowi znajomi stuknęli się i rozmowa sama sięzawiązała.Chłop okazał się miejscowym bywalcem, w czasie wolnym od przesiadywania w szynkudorabiał sobie w pobliskim domu, wykonując drobne prace.Wiedział wszystko i o wszystkich.Opowiedział, że właściciel szynku to krętacz, ponieważ podaje nieświeże zakąski, które trzyma wlodowni, że posługiwaćze podkradają od właściciela napiwki, a ciotka Anfisa zwąchała się ześlusarzem Pietrowem i teraz biega do niego prawie codziennie.Kuroczkin polewał współrozmówcy wódeczkę, sam zaś pił tylko herbatę, trzymając napełnionykieliszek, a kiedy chłop obiecał już Kuroczkinowi wieczną przyjazń, ten ostrożnie zapytał: A nie byłotu dziś kompanii, która dziarsko zabawiała się od rana?".Znawca szynku dał słowo honoru, żeżadnych większych popij a-wek dziś nie było - a szkoda.Posiedziawszy jeszcze z kwadrans dlaprzyzwoitości, filer zostawił kompana od kieliszka, żeby sam opróżnił buteleczkę.Podobna sytuacja miała miejsce w szynku Moskalewa na uli-cy Bolszaja Zelenina.Kuroczkin bezrezultatu wypił drugą herbatę.Następnie skierował się do szynku Czwanowa na początku prospektuMałego i wypił jeszcze jedną herbatę.Potem zaglądnął do Wołgi na prospekcie Bolszoj i wlał w siebiekolejną szklankę.Doszedłszy jakoś do Augi na końcu prospektu Małego, Filimon zmusił się doosuszenia następnego naczynia.Bez tego rozmowa by się nie kleiła.Ale wszędzie powtarzało się tosamo: gadatliwi bywalcy szynków chętnie pili wódkę z Kuroczkinem, otwierając przed nim duszę, alenikt nie widział podejrzanej kompanii, która bawiła się i upłynniała różne cenne rzeczy.123Filimon obszedł jeszcze pięć czy sześć lokali na stronie Petersburskiej, ale niczego się nie dowiedział.Za to wypił tak dużo herbaty, że zmuszony był pójść w ustronne miejsce.Męki te miały miejsce wczorajszego dnia, a dziś od rana Kuroczkin wlewał w siebie znienawidzonynapój w szynkach na Wyspie Wasiljewskiej.Opróżniwszy pęcherz w podwórkowym wychodku, Filimon wszedł do szynku Stiepanowa, wybrałwolny stolik i z ciężkim sercem przysiadł na taborecie.Szynk Stiepanowa miał opinię porządnego: czyści posługiwa-cze, odskrobana podłoga, w tlepobrzękuje mechaniczna orkiestra".I zapach tu był przyjemny, nie skisły i wymieszany z odoremalkoholu, ale domowy, jak w wiejskiej izbie.Kuroczkin od razu zauważył w odległym kącie czterech mężczyzn siedzących przy stole gęstozastawionym resztkami potraw, czajniczkami i pustymi karafkami.Sądząc po twarzach, pili ostro i oddawna.Najmłodszy, nieprzywykły do libacji, spał z mordą w śledziach.- Powiedz no, kochany, co to za ludzie tam się bawią? - zapytał filer posługiwacza, którywłaśnie podbiegł.- To wołogodzcy chłopi, artel rębaczy lodu.-1 dawno już?- No, od wczorajszego dnia.I na Boże Narodzenie taką kupę pieniędzy u nas przepuścili, żestrach! A wczoraj przychodzą, i znów paczka.Tylko że mokra.- Jak to?- No, pieniądze mokre - wyjaśnił posługiwacz niepojętnemu gościowi.- Płacili rachunek, abanknoty wilgotne.Ale na napiwek nie skąpią.Wspaniali, co? A wam co podać?Kuroczkin odruchowo zamówił herbatę.Chłop, który wyglądał na najważniejszego w kompanii, rozwalił się na ławie, sięgnął do spodni i wyjąłłańcuszek - widać już któryś raz chciał nacieszyć wzrok złotym zegarkiem.124Nie czekając na samowar, Kuroczkin wyskoczył na ulicę, pobiegł na róg i wyciągnąwszy gwizdek,dmuchnął w niego dwa razy na alarm.Na wezwanie natychmiast przybiegło trzech stójkowych, którzywybałuszyli oczy na zabiedzonego robotnika, ale Kuroczkin szybko im wyjaśnił, kto tu dowodzi.Pierwszy wleciał filer, za nim, brzęcząc szablami, biegli stójkowi.- Nie ruszać się! Policja! - wściekle zakrzyczał Kuroczkin, złapał za rękę najbliżej siedzącego chłopa iwykręcił mu dłoń, jak go uczyli.Chłop zawył, brzęknęły kajdanki.Chłopaka, który sennie mrugał oczami, wywlekli za fraki.Był z niego niezły dryblas, więc próbował sięratować, ale gdy z dwóch stron dostał po żebrach, to przycichł.Ostatni z wieśniaków zaśmiał się i sampodstawił łapy.Stójkowi poganiali kopniakami cieplutkie jeszcze towarzystwo do wyjścia
[ Pobierz całość w formacie PDF ]