[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mogła przychodzić ze Stasiem.Siostry zaopatrywały ją teżw żywność.Wieczorami zakradała się do skrytki i na klęczkach, bo miejsca było mało, z uchem przy radiu słuchaławiadomości BBC Pewnego dnia, rozmawiając z siostrą przełożoną, zacytowała kilka zdań z przemówienia ge-nerała Sikorskiego.Gdy się zorientowała, co mówi, urwała i szybko zmieniła temat.Zakonnica udała, że nicze-go nie zauważyła, po tygodniu jednak poprosiła ją do siebie w czasie dużej przerwy. Jak pani wie, nie mieszamy się do polityki.Modlimy się o zakończenie tej wojny, nie możemy jed-nak zamykać oczu na dążenia do tego samego celu na sposób świecki. Przełożona uśmiechnęła się. Jutrozamiast ostatniej lekcji zostanie odprawiona msza za poległych.Obecność nauczycielek nie jest obowiązkowa.Czy zamiast wracać wcześniej do domu, zechciałaby pani pójść do zakładu krawieckiego na Długiej i zanieśćtam materiał na mundurki dla kilku wychowanek? Naturalnie, siostro odrzekła nieco zdziwiona tą prośbą Zuzanna.RLT Znam dobrze jego właściciela.Pan Kazimierz Stobnicki od lat dla nas szyje.Mam do niego pełnezaufanie. Przełożona ściszyła głos. Zapytał mnie niedawno, czy mogłabym mu polecić kogoś dobrze zna-jącego angielski.Rozumie pani, prawda?Zuzanna kiwnęła głową. Najchętniej poleciłabym panią.Czy mogę to zrobić? Tak, siostro. Dziękuję. Przełożona wstała, wyszła zza biurka i uścisnęła Zuzannę.Od tej pory w każdą środę po skończeniu lekcji Zuzanna szła na Długą, wchodziła na zaplecze i stresz-czała ostatnie wiadomości z Londynu.Potem poproszono ją, by słuchała także stacji nadających po niemiecku ipo włosku.Kazimierz Stobnicki robił wszystko, by zatrudnione w firmie szwaczki uważały ją za jego kochan-kę. Jeszcze trochę i trzeba będzie zmienić miejsce myślała czasem. Na razie brzuszek mam nieduży, alewiosną."Był dwudziesty ósmy lutego 1940 roku.Poprzedniego wieczoru Staś marudził przy kolacji.Rano obu-dził się rozpalony.Kaszlał i skarżył się, że wszystko go boli głowa, gardło i plecy.Wezwany telefoniczniedoktor Lackowski stwierdził zapalenie gardła.Chciał zatrzymać w domu także Zuzannę, mówiąc, że coraz wię-cej ludzi choruje i że powinna na siebie uważać, ale uparła się, że musi iść do pracy.Była środa, nie mogłaopuścić spotkania na Długiej.Ubierała się w pośpiechu.Jej stare licealne futerko zrobiło się za ciasne i zaczęłanosić karakuły matki.Zima była wyjątkowo mrozna i ani myślała ustąpić miejsca przedwiośniu.Po skończonych lekcjach szła Pijarską w śnieżnej zadymce.Postawiła kołnierz futra, futrzany toczeknaciągnęła na uszy tak głęboko, jak się dało.Szła szybko, ze spuszczoną głową.Gdy dochodziła do Plant, po-śliznęła się na oblodzonym chodniku i o mało nie upadła.Stanęła i odpoczywała przez chwilę.Ludzie wyłanialisię z tumanów śniegu i znikali w nich jak duchy.Przechodzący mężczyzna podniósł na nią wzrok i zaraz goodwrócił. Każdy ma coś do ukrycia", pomyślała.Czy kiedyś znów będzie spacerować z podniesioną głową?Babcia powtarzała, że każda wojna kiedyś się kończy.%7łe wie to z doświadczenia.I że w dzisiejszych czasachnikt nie ma sił na wojnę trzydziestoletnią, nie mówiąc o stuletniej.Westchnęła.Postanowiła, że dziś poprosi Stobnickiego o zmianę miejsca spotkań.Co się stanie, gdyktoś doniesie jego żonie, że mąż ma kochankę, która na dodatek jest w ciąży?Skręciła do bramy, przecięła podwórze i weszła do zakładu. Dzień dobry powiedziała.W środku było nadzwyczaj cicho.Przy bocznym stole dwóch mężczyzn oglądało próbki materiałów.Nie wstając, skinęli jej głowami.W pracowni tylko jedna szwaczka pochylała się nad terkoczącą maszyną.Doktor Lackowski miał rację: jakaś epidemia.Kobieta uniosła głowę, obrzuciła Zuzannę spłoszonym spoj-rzeniem i wróciła do szycia.Zuzanna zapukała do pokoju szefa.Powtarzała sobie w myśli, że przyszła tu ostatni raz.Wzrok tej ko-biety.Na pewno coś zauważyła.Usłyszała proszę" i otworzyła drzwi.Ledwo weszła, ktoś szarpnął ją za rękę i niemal rzucił na krzesło.Krzyknęła z bólu i ze strachu. Ruhe! wrzasnął mężczyzna w skórzanym płaszczu.RLTPrzerażona, ukradkiem rozejrzała się po pokoju
[ Pobierz całość w formacie PDF ]