[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wtedy rozległ się u drzwi frontowych ostry dzwonek iwszystko zamarło bez ruchu.Część trzeciaOnX Co to?- Chryste Panie, co to? - Spluwak odstąpił i jego dłoń znikła wzanadrzu skórzanej kurtki.Horror pierwszy się otrząsnął.Na twarzy miał zimny i szczerzącysię grymas.- Stawaj za drzwiami, Spluwak.Nie strzelaj, aż ci powiem.Ty -jakby splunął we mnie tym słowem - oporządz się.Będziesz naskryła.Jeżeli nie zrobisz tego dobrze, jesteś trup.Rozumiesz? Za-strzelę cię.Teraz jazda do drzwi i dowiedz się, kto to.Opowiedz tosamo, co nam.Jasne? I zmień ten głupi wyraz twarzy.Nic ci się niestanie, jak zrobisz, co mówię.Zaciągnij, cholera, ten suwak! - Sza-motałam się z nim.Suwak się zaciął.- Zbierz to świństwo rękami napiersiach i jazda.Będę tuż za tobą.I pamiętaj: jedno słowo nie takiejak trza i właduję ci kulę w plecy.Jego też rąbnę.No! Ruszaj.Serce łomotało mi jak szalone.Niech będzie, co chce, jakoś sięuratuję!Stukanie do drzwi było coraz głośniejsze.Podeszłam z wolna,ściskając na piersiach górę mego kombinezonu.Wiem dobrze, comuszę zrobić przede wszystkim!Kiedy podeszłam do drzwi, Spluwak sięgnął bokiem i otworzyłje z zamka.Teraz wszystko zależy od szybkości mych rąk.Lewądłonią wzięłam za klamkę, a kiedy ją przekręcałam, prawa puściładekolt kombinezonu i dopadłszy łańcucha, odczepiła go.Z tyłu dole-ciało ciche przekleństwo i poczułam szturchnięcie lufą w plecy, alejuż otwarłam drzwi na oścież, przybijając nimi Spluwaka do ściany.Ryzykowałam, licząc na to, że nie wiedzą, czy to aby nie policjaalbo patrol drogowy, więc nie będą od razu strzelać.I tak się stało.Teraz wszystko zależy od samotnego mężczyzny, który pojawił sięna progu.Na pierwszy rzut oka jęknęłam w sobie: Boże, to jeden z nich!Tak spokojnie stał, taki opanowany i miał w sobie jakby tę samąśmiertelną gotowość, co tamci.Poza tym ubrany był w ten filmowyuniform kojarzący się z gangsterami: granatowy deszczowiec z pa-skiem i czarny miękki kapelusz, dość głęboko wbity na oczy.Byłprzystojny w tym mrocznym, trochę okrutnym stylu i z białawąblizną na lewym policzku.Szybko uniosłam dłoń, by zakryć swąnagość.Po czym on się nagle uśmiechnął i pomyślałam, że możewyjdę z tego cało.Kiedy się odezwał, serce mi podskoczyło.Anglik!- Przepraszam.Złapałem gumę.(Powiedział: puncture.Amery-kanin powiedziałby: flat).I zobaczyłem znak, że są wolne miejsca.Czy mogę dostać pokój na jedną noc? - Teraz przyglądał mi się zciekawością, już widząc, że coś jest nie w porządku.Nie będzie to proste! Aatwo mogę doprowadzić do tego, że nasoboje zastrzelą.Powiedziałam:- Bardzo mi przykro, ale motel jest nieczynny.Znak, że są wol-ne miejsca, zapalony był przez pomyłkę.- Mówiąc to, równocześniekiwnęłam zagiętym palcem na piersi, zapraszając go.Wyglądał jakzbity z tropu.Musiałam mu coś podpowiedzieć.- Czy to takie po-ważne przebicie, że nie może pan dojechać do Lake George?- Nie ma mowy.Przejechałem ze dwa kilometry na feldze.Opona już na pewno do niczego.Ruszyłam głową w tył, zapraszając go do wejścia.- No cóż, tych ludzi z agencji ubezpieczeniowej przysłał tuwłaściciel.Muszę ich spytać.- Znów nagląco kiwnęłam palcem.Poczym odwróciłam się i zrobiłam dwa kroki do środka, ale trzymającsię tak blisko drzwi, żeby ich jeden ani drugi nie mógł zatrzasnąć.Lecz oni stali, odsunąwszy się, z rękoma w kieszeniach, a każdemu zoczu łypało na mnie inne piekło.Mężczyzna w deszczowym płasz-czu odebrał mój znak i był już niemalże w środku.Kiedy ujrzałdwóch mężczyzn, wyraz jego twarzy się jakby zaostrzył, ale powie-dział od niechcenia:- Sądzę, że panowie słyszeli.Czy macie coś przeciwko temu,żebym się tu zatrzymał?Spluwak odezwał się zjadliwie:- Chryste Panie! Angol! Co to jest: Organizacja Narodów Zjed-noczonych?Chudy rzekł stanowczo:- Nic z tego, brachu.Słyszałeś, co ta pani powiedziała.Motelnieczynny
[ Pobierz całość w formacie PDF ]