[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Niestety, nie.Przykro mi.W oczach Joanny pojawiły się łzy.Powiedziała łamiącym się głosem:- Boże jedyny, co ja teraz pocznę?Przez kilka sekund za wszelką cenę starała się nad sobą zapanować.Gdy w końcuudało jej się powściągnąć emocje, Edward był pełen podziwu dla siły jej charakteru.- Dziś, już niczego nie uradzimy - odezwał się wdzięczny, że nie musi zmagać się zatakiem spazmów.Wolałby raczej plagę królików w ogrodzie.- Myles, zbudź paniąWinston i poproś, by znalazła dla pani Merrill jakieś suche odzienie.Jadła pani kolacjęprzed wyruszeniem z Hazelwick? - zwrócił się ponownie do swego gościa.L R- No cóż.nie - przyznała nieśmiało.Nic dziwnego, że wygląda tak słabowicie.Przyjrzawszy się wymizerowanej twa-rzy, doszedł do wniosku, że ominął ją niejeden posiłek.- Pani Winston odgrzeje pani potrawkę, która została z kolacji.- Dziękuję, bardzo pan uprzejmy.Nie wiem, jak panu dziękować.Edward uniósł rękę, by ją uciszyć, myśląc jednocześnie o wielu rozkosznych spo-sobach, którymi mogłaby okazać mu wdzięczność.- Porozmawiamy jutro rano, kiedy będzie pani wypoczęta.O, jest i pani Winston.-Obejrzał się w stronę drzwi.- Jak pani widzi, mamy niespodziewanego gościa.- Tak, proszę pana.- Gospodyni, obrzuciwszy Joannę badawczym spojrzeniem,dygnęła z wyraźną niechęcią.Pani Merrill usiadła gwałtownie i postawiła stopy na podłodze.Potem podniosłasię, by oddać ukłon służącej.Edward żałował, że się tak nagle odsunęła i tym samym pozbawiła go przyjemno-ści trzymania jej w ramionach.Westchnął cicho i również wstał z kanapy.- Pani Winston się panią zajmie.Wysuszy panią, nakarmi i wskaże pokój.Do zo-baczenia jutro przy śniadaniu.Dobrej nocy, pani Merrill.Skinęła głową, po czym ukłoniła się wytwornie, jakby stała przed surową patronkąw Almacku*.Nawet jeśli jest kobietą lekkich obyczajów, to niewątpliwie nauczono jąmanier prawdziwej damy, pomyślał Edward.- Dobranoc, panie Greaves.Pani Winston, jestem pani ogromnie zobowiązana.Przyglądał jej się, gdy wychodziła z gabinetu.Ciekawe, jakie nieszczęście zmusiłoją do tego, by przyjść pieszo do Blenhem Hill, w pojedynkę i zapewne bez grosza przyduszy?* Pełna nazwa: Almanacks Assembly Rooms - miejski klub towarzyski dla przedstawicieli wyższych sfer z siedzibą w Londynie.Działał w latach 1765-1871.Najpopularniejsze miejsce spotkań podczas londyńskiego sezonu (przyp.tłum.).Jeśli istotnie jest siostrą Andersa, za którą się podaje, oznacza to, że pochodzi zdobrego domu.Szkopuł w tym, że żadna dobrze urodzona niewiasta nie podróżuje bezL Rtowarzystwa przyzwoitki, a już z pewnością nie błąka się w pojedynkę po gościńcu.Nienarzekałby, gdyby się okazało, że jednak przyszło mu gościć jedną z kobiet zabawiają-cych niegdyś poprzedniego rządcę.Hm.raczej mało prawdopodobne.Nie byłaby takdobrze ułożona i układna w obejściu.Cóż, dziś już tego nie da rady rozstrzygnąć.Pora udać się na zasłużony spoczynek.Uważnie zagaszając świece, pomyślał z roztargnieniem, że chyba nie zazna zbyt wielesnu ze świadomością, że gdzieś obok, niedaleko, śpi urocza pani Merrill.Nazajutrz Edward zbudził się z uczuciem radosnego wyczekiwania.Zważywszy naogrom pracy, który miał przed sobą, wydało mu się nieco dziwne, że perspektywa roz-poczęcia kolejnego dnia tak go ekscytuje.Sprawa wyjaśniła się, kiedy przypomniał sobieo pani Merrill.Wysłucha dziś jej historii i zadecyduje, co z nią począć, pomyślał.Ubrał się starannie i z zadowoleniem obejrzał swe odbicie w lustrze.Nawet prze-sadnie wymagający Harrison nie miałby żadnych zastrzeżeń do jego stroju.Nie jestemtak bogaty jak Hal i nie tak dobrze urodzony jak Nicky, ale z pewnością jest na czymzawiesić oko, uznał Edward.Być może moje nieodparte wdzięki skłonią nieoczekiwa-nego gościa do nierozwagi? Kto wie, może nawet zwabią ją do łoża, jeśli się okaże, żemimo pozorów, które stwarza, nie jest damą?Z takimi przemyśleniami udał się do saloniku, w którym Myles podawał mu zwy-kle śniadanie.Kiedy upił pierwszy łyk kawy, otworzyły się drzwi i do pokoju weszła pa-ni Merrill.Edward poderwał się z miejsca, by ją powitać, lecz gdy podniósł wzrok, słowazamarły mu na ustach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]