[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- No, dobra, dobra.Może nie trzeba było wiać.- A ty jakbyś był na moim miejscu, tobyś został?Karaluch poruszył szczękami i przygryzł dolną wargę.- Czort wie.Bardzo wątpię, czybym został.To fakt.- A widzisz.Jak człowiek wyjdzie z pudła, to mu się niespieszy tam wracać.Kto by mi uwierzył, że to nie ja.- Cholera mruknął Karaluch. Faktycznie.Sytuacja,jak to się mówi, parszywa.Co masz zamiar robić?- Wiać odparł szczerze Wojtek.- Wiać, ale gdzie?- %7łebym się mógł zamelinować na jakimś statku.Karaluch pokręcił głową.- Trudna, bardzo trudna sprawa.Na naszych frach-towcach to w ogóle senne marzenie.Chyba żeby na jakimobcym, ale to też nieproste.Grekom czy jakimArgentyńczykom to trzeba grubo posmarować dolarami,żeby cię zabrali.- Silny jestem.Mogę robić powiedział Wojtek.- To nie jest bez znaczenia przyznał Karaluch.Zawsze lepszy silny chłop niż jaki cherlak, nie przy-mierzając taki jak ja.- Bić się umiem.Znam boks, judo.- To w marynarskim fachu także nie zawadzi.Czekaj,czekaj. Karaluch rzucił papierosa i przydeptał go nogą. Może ja coś dla ciebie wykombinuję.Pojechałbyś ze mnądo Szczecina?- Wszędzie pojadę.- To dobrze.Ja tu jeszcze mam to i owo do załatwienia wGdyni, a jutro z samego rana jedziemy do Szczecina.Gdziemieszkasz?- W hotelu, przy dworcu.- W hotelu ci nie pasuje.Tam cię raz dwa glinyprzyuważą.Skombinuję ci jakąś metę na dzisiejszą noc.Ajutro odjazd.- Jesteś fajny facet.Dziękuję ci Wojtek był niemalrozczulony przychylnością Karalucha.Poczuł siępewniejszy siebie i najbliższa przyszłość nie rysowała musię już w takich beznadziejnie czarnych barwach.- Czego się nie robi dla przyjaciela powiedział zuśmiechem Karaluch, dotykając ostrożnie potężnej dłonikumpla. Nic się nie martw, Wojtuś.Damy sobie radę.Głowa do góry.Grunt to się nie przejmować.Co się możestać w najgorszym razie? W najgorszym razie wrócimy zpowrotem do pudła, i dobra.Nie było tam tak zle.- Mnie powieszą powiedział ponuro Wojtek.- Nie opowiadaj takich rzeczy.Tak zaraz ludzi u nas niewieszają.Wezmie się dobrego adwokata.Wojtek poruszył się niecierpliwie.- Ja tam wolę nie mieć do czynienia ani z adwokatami,ani z sędziami.Mam dosyć.Chcę wyjechać, wyjechaćgdzieś daleko, gdzie by mnie nikt nie szuka!, nie ścigał.Najlepiej do Ameryki Południowej, do Argentyny.Tam,bracie, taki kraj, że jak się zakopiesz w jakiej dziurze, tosam diabeł cię nie znajdzie.Słyszałem, że oni tam nawetżadnych dowodów osobistych nie wymagają.Możeszpowiedzieć jakie chcesz nazwisko i każdy ci wierzy nasłowo.- To jest fajny zwyczaj przytaknął z uznaniem Karaluch. Ale jak tam sobie gliny dają radę, jak kogo chcą znalezć?Dowodów nie ma, zameldowania nie ma, no to co?- A bo ja wiem wzruszył ramionami Wojtek. Ichsprawa.Czy myślisz, że naprawdę dałoby się mnieprzeszmuglować na jakimś statku?Karaluch głośno pociągnął nosem.- Trzeba będzie pokombinować.Zobaczy się.Na razie zadużo po mieście się nie kręć, żebyś nie podpadł.Więcej wchałupie trzeba posiedzieć.Chodz, zaprowadzę cię domojej meliny.Melina Karalucha znajdowała się w portowej dzielnicy.Pokój na drugim piętrze w starym, odrapanym domu, zaktórym było niewielkie podwórko zamienione w ogromnyśmietnik.Właścicielem dwupokojowego mieszkania byłsędziwy marynarz, pamiętający zapewne czasy okrętówżaglowych.Nie pytał Wojtka, kim jest ani skąd przybywa.Powiedział tylko, żeby mu dać sto złotych za nocleg, aotrzymawszy żądaną kwotę, nie wdawał się w dalszerozhowory i poszedł spać.W pokoju , nie malowanym od zamierzchłych czasów,stały trzy żelazne łóżka, wyposażone w sienniki, stare,dziurawe koce oraz poduszki tak brudne, że trudno byłookreślić ich barwę.Po podłodze spacerowało beztroskospore stadko oswojonych karaluchów, których w naj-mniejszym stopniu nie peszyła obecność łudzi.- O rany wzdrygnął się Wojtek. Tu gorzej jak w pudle.- Z tą różnicą, że z pudła nie mogłeś wyjść.- Sto złotych za taką brudną szparą.- Ale za to nikt cię tu nie zapyta o dowód.Idz zaraz dohotelu, wymelduj się i powiedz, że wyjeżdżasz.Gdyby cięprzypadkiem portier spytał, dokąd jedziesz, powiedz, żewybierasz się do Zakopanego, a gdyby cię nie spytał, to tysię zapytaj o pociąg do Zakopanego.Zrób to tak, żeby muutkwiło w pamięci.Najlepiej powtórz ze dwa razy i zapiszsobie na kartce, którą zapomnij zabrać z recepcji.- Chciałbym zadzwonić do Warszawy powiedział Wojtek.- Zadzwonić możesz.Najlepiej z poczty.A do kogo chcesztelefonować?- Do jednej dziewczyny.- Daj sobie spokój.Nie pora teraz myśleć o dziewczynach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]