[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Budnik mówił, Szacki słuchał, na cyfrowym dyktafonie prze-skakiwały cyferki.Przewodniczący Rady Miejskiej, a jeszcze doniedawna zimny trup, dość beznamiętnie opisywał wydarzenia, alebyły momenty, kiedy nie potrafił ukryć dumy i Szacki zrozumiał, żeta intryga, ten jeden jedyny przebłysk geniuszu, który się przytrafiłw jego urzędniczym życiu, to największy sukces tego człowieka.Araczej drugi największy, pierwszym było doprowadzenie do ołtarzaElżbiety Szuszkiewicz.Budnik wyczerpująco i ze szczegółami rela-cjonował swoje działania, a Szacki myślał o ich poprzedniejrozmowie, kiedy jak się okazało, słusznie był przekonany o winieBudnika.I jak przypomniał mu się Gollum z Władcy Pierścieni,postać owładnięta obsesją posiadania skarbu , dla której nie liczysię nic innego, nie liczy się nawet skarb jako taki jedynie jegoposiadanie.Bez posiadania skarbu Budnik był nikim i niczym, stałsię pustą skorupą, pozbawioną wszelkich naturalnych i kultu-ralnych hamulców, zdolną do planowania i dokonywania zabójstw zzimną krwią.Skala zbrodni była straszna, ale bardziej przerażającabyła skala obsesji Budnika na punkcie swojej żony.Szacki słuchał opodziemiach, słuchał o przygotowaniach, o głodzonych psach, oupodabnianiu się tygodniami do biednego włóczęgi, aby ukraść mutożsamość, słuchał wytłumaczeń mniejszych i większych zagadek,których rozwiązanie i tak było jasne, odkąd wpadł na to, że Budnikmusi być mordercą.Ale gdzieś tam w głębi zastanawiał się bezprzerwy: czy to jest prawdziwa miłość? Tak obsesyjna, takwyniszczająca, zdolna do największych poświęceń i największychzbrodni? Czy w ogóle można mówić o miłości, dopóki nie dozna sięemocji tak silnych? Dopóki nie zrozumie się, że w porównaniu z niącała reszta jest nieważna?Prokurator Teodor Szacki nie był w stanie wyrzucić tychrozważań z głowy.I bał się, ponieważ było w nich coś profetycznego,coś, co sprawiało, że nie mógł traktować ich tylko teoretycznie.Jakby opatrzność szykowała dla niego największą próbę, a onszóstym zmysłem odczuł, że przyjdzie mu zważyć na jednej ręcemiłość, a na drugiej czyjeś życie.Budnik mówił monotonnie, kolejne elementy wskakiwały naswoje miejsce, układanka wyglądała jak gotowy do oprawieniaobraz.Zwykle w takich chwilach prokurator Teodor Szacki czułspokój, teraz wypełniał go dziwny, irracjonalny lęk.Grzegorz Budniknie planował, że zostanie zabójcą.Nie urodził się z tą myślą i nigdymu ona nie towarzyszyła.Po prostu pewnego dnia uznał, że tojedyne wyjście.Dlaczego on był dziwnie przekonany, że dla niego taki dzieńtakże nadejdzie?3Zatrzymanie Grzegorza Budnika to była bomba, w serwisachinformacyjnych nawet świńska grypa zeszła na drugi plan,sandomierzanie nie mówili o niczym innym a Basi Sobieraj ogólnezamieszanie pozwoliło ściemnić mężowi, że nie wiadomo, do kiedybędą pracowali w prokuraturze, i tak oto wylądowali w mieszkaniu uSzackiego, żeby chora na serce mężatka z piętnastoletnim stażemmogła z zaangażowaniem prymuski odkrywać swoje strefy erogenne.Bawili się świetnie i Szacki w pewnej chwili znów zakochał sięw Basi Sobieraj.Tak szczerze i po prostu.I to było bardzo mileuczucie. Misia mówiła, że zachowywałeś się jak wariat. Tak to mogło wyglądać, przyznaję. Wtedy na to wpadłeś? Aha. Wiesz, że to mnie podnieca? Co znowu? %7łe jesteś geniuszem kryminalistyki. Cha, cha. Nie śmiej się, naprawdę.Przecież to już była rozwiązanasprawa, jak ci to przyszło do głowy? Przez ziarno prawdy. Nie rozumiem. Mówi się, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Jest. Ale są takie legendy, jak ta cholerna antysemicka legenda okrwi, w której nie ma prawdy ani kropli, która w stu procentach jestkłamstwem i zabobonem.Myślałem o tym wtedy na rynku, nieważnedlaczego.I przypomniało mi się, co mówił twój ojciec.%7łe wszyscykłamią, że nie wolno zapominać, że wszyscy kłamią.I naglepomyślałem o tej sprawie jak o jednym wielkim kłamstwie.Co by tooznaczało, gdyby założyć, że nie ma w niej nic prawdziwego, żewszystko to kreacja.Co zostanie, jeśli odrzucić sprawy sprzedsiedemdziesięciu lat, mordy rytualne, rytualne uboje, hebrajskienapisy, cytaty biblijne, wściekłe psy, mroczne podziemia i beczkinajeżone gwozdziami.Co się stanie, jeśli uznam, że wszystkiedowody i poszlaki, które od początku napędzały nasze śledztwo, tokłamstwo.Co zostanie? Trzy trupy. Właśnie że nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]