[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W tym Parkinsonie jest coÅ› odpychajÄ…cego, coÅ› podejrzanego.- Zgadzam siÄ™ z tobÄ…, ale to przecież mimo wszystko nasz wykÅ‚adowcÄ….- Wiem.ZresztÄ… my niczego nie próbujemy utrzymywać w tajemnicy.Gdyby profesorbyÅ‚ w kraju, pobieglibyÅ›my do niego natychmiast, gdy tylko Knut siÄ™ zajÄ…knÄ…Å‚ na temat deskiz inskrypcjÄ…, prawda?- OczywiÅ›cie.A jeÅ›li chodzi o Parkinsona, to wszyscy majÄ… wÄ…tpliwoÅ›ci.Dziwne, nieuważasz?Tymczasem zbliżyli siÄ™ do domu i Martin otworzyÅ‚ drzwi przed Annika.ByÅ‚a takprzejÄ™ta tym w koÅ„cu dość powszednim gestem, że aż straciÅ‚a na chwilÄ™ dech.Nigdy jeszczenikt nie traktowaÅ‚ jej jak kobiety.Dopiero Martin.I niewiarygodnie czÄ™sto stwierdzaÅ‚a, jakwiele oni oboje majÄ… ze sobÄ… wspólnego, jak Å›wietnie siÄ™ nawzajem rozumiejÄ….Westchnęła ciężko.Z dużego pokoju sÅ‚yszeli gÅ‚osy, wiÄ™c nie zwlekajÄ…c weszli do Å›rodka.- Martin! - zaÅ›wiergotaÅ‚a Lisbeth i - jako dzieciÄ™ natury, którym nieustannie staraÅ‚a siÄ™być - uznaÅ‚a, że powinna rzucić mu siÄ™ na szyjÄ™ i pocaÅ‚ować w policzek.Z niebywaÅ‚ymwdziÄ™kiem i wystudiowanÄ… spontanicznoÅ›ciÄ….Annika zastanawiaÅ‚a siÄ™, czy również z Lisbeth Martin miaÅ‚ romans.Prawdopodobnie,byÅ‚a bowiem zbyt Å‚adna, by mogÅ‚a przejść obok niego nie zauważona.Jørgen i Tone także już wrócili.On spoglÄ…daÅ‚ ponuro na gwaÅ‚townÄ… scenÄ™ powitania.Az twarzy swojej siostry Annika mogÅ‚a wyczytać, iż Tone też nie jest specjalnie zachwyconanie - oczekiwanÄ… wizytÄ….Parkinson siedziaÅ‚ przy stole, ciemnowÅ‚osy, przystojny, z pogardliwym uÅ›mieszkiemna wydatnych wargach.Annika i Martin jeszcze w progu spojrzeli na stół.Niczego tam nie byÅ‚o.Pusto! DziÄ™ki ci, Jørgen, pomyÅ›laÅ‚a Annika, majÄ…c nadziejÄ™, żeMartin bÄ™dzie trzymaÅ‚ jÄ™zyk za zÄ™bami.O maÅ‚o nie zapytaÅ‚a: Czego tu szukacie? , ale opamiÄ™taÅ‚a siÄ™ i zamieniÅ‚a pytanie nanieco Å‚agodniejsze:- Co was sprowadza w te okolice?Lisbeth wyjaÅ›niÅ‚a, że zrobili sobie maÅ‚Ä… wycieczkÄ™ morskÄ… wzdÅ‚uż zachodniegowybrzeża i wÅ‚aÅ›nie pÅ‚ynÄ… na północ.ZamierzajÄ… wracać za kilka dni i wtedy chÄ™tnie byznowu siÄ™ tu zatrzymali, jeÅ›li.- OczywiÅ›cie! WstÄ…pcie koniecznie! - powiedziaÅ‚ Martin pospiesznie.- WstÄ…pcie,zapraszamy!- No wÅ‚aÅ›nie, bo sÅ‚yszeliÅ›my od Knuta, że macie zamiar zostać tu jakiÅ› czas, topostanowiliÅ›my do was zajrzeć - szczebiotaÅ‚a Lisbeth.- My, celtomani, powinniÅ›my siÄ™trzymać razem, no nie?Ty siÄ™ chyba nigdy specjalnie Celtami nie przejmowaÅ‚aÅ›, pomyÅ›laÅ‚ Martin ze zÅ‚oÅ›ciÄ….GoÅ›cie zwlekali, niby to zamierzali zaraz wyruszyć, ale jakoÅ› siÄ™ nie skÅ‚adaÅ‚o, krÄ™cilisiÄ™ niczym koty koÅ‚o mleka, zadawali jakieÅ› pytania, na które dostawali wymijajÄ…ceodpowiedzi, i nie zbliżali siÄ™ do najważniejszego tematu.%7Å‚adne z czworga studentów nawetsiÄ™ nie zajÄ…knęło, że może goÅ›cie coÅ› by zjedli albo wypili.W koÅ„cu nie pozostawaÅ‚o im nicinnego, jak zacząć siÄ™ żegnać.Wszyscy chÄ™tnie odprowadzili ich na brzeg i pomogli przyÅ‚odzi.Tone pracowaÅ‚a z prawdziwym zapaÅ‚em.- No, to do zobaczenia w drodze powrotnej! - zawoÅ‚aÅ‚ na pożegnanie Parkinson.- Do zobaczenia! - odpowiedziaÅ‚ Martin i nie mógÅ‚ siÄ™ powstrzymać, żeby nie dodać: -A wtedy pewnie bÄ™dziemy mieć ważne nowiny!Parkinson popatrzyÅ‚ na niego, udajÄ…c zdziwienie:- Jakie nowiny?SprawiaÅ‚ wrażenie, jakby chciaÅ‚ ponownie wyjść na brzeg, ale wtedy caÅ‚a czwórkapomachaÅ‚a im na pożegnanie, odwróciÅ‚a siÄ™ i ruszyÅ‚a w stronÄ™ domu.- Zobaczycie pózniej! - krzyknÄ…Å‚ jeszcze Jørgen.- Do widzenia!Silnik Å‚odzi zapaliÅ‚ gwaÅ‚townie.- CaÅ‚e szczęście, że schowaliÅ›cie inskrypcjÄ™ i notatki - powiedziaÅ‚ Martin do Jørgena iTone.- My? - zdziwiÅ‚ siÄ™ Jørgen.- A ja myÅ›laÅ‚em, że to wy je schowaliÅ›cie!Martin i Annika stanÄ™li przerażeni.- My nie! Kiedy wychodziliÅ›my, wszystko leżaÅ‚o na stole!ZalegÅ‚a zÅ‚owieszcza cisza.Od strony morza dolatywaÅ‚ krzyk mew i coraz sÅ‚abszywarkot oddalajÄ…cej siÄ™ motorówki.- Co ty mówisz? - jÄ™knÄ…Å‚ Jørgen peÅ‚en jak najgorszych przeczuć.Tone chwyciÅ‚a go za ramiÄ™.- Kiedy wróciliÅ›my do domu, poszliÅ›my od razu na górÄ™.ZeszliÅ›my dopiero, kiedy onisiÄ™ zjawili.MyÅ›licie, że Parkinson i Lisbeth ukradli.?- Notatki mogliby wziąć, ale deskÄ™? - prychnÄ…Å‚ Martin.- Gdzie mieliby jÄ… schować?Do kieszeni? Gdyby Parkinson schowaÅ‚ to drewno do kieszeni spodni, to musiaÅ‚by siÄ™poruszać bardzo nienaturalnie, ha, ha!- Takie nieszczęście! - zawodziÅ‚a Tone.- Ale kto mógÅ‚ siÄ™ spodziewać, że oni tuwyrosnÄ… jak spod ziemi?Martin zagryzaÅ‚ wargi.- Inskrypcji nie mogli zabrać, to fizycznie niemożliwe! Mogli jÄ… jednak gdzieÅ› ukryć.- W domu - powiedziaÅ‚a Annika.- JeÅ›li ukryli, to musieli to zrobić tutaj.Chodzcie,trzeba poszukać!ZaczÄ™li zaglÄ…dać we wszystkie zakamarki.- Cholera! - syknÄ…Å‚ Martin przez zÄ™by.- Tak oto Parkinson dostaÅ‚ wszystko, i topodane na srebrnej tacy!- Owszem - zgodziÅ‚a siÄ™ Annika
[ Pobierz całość w formacie PDF ]