[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Myśli zakodowały mu sięw głowie, gdy próbował odtworzyć w pamięci, co się wtedy stało.Stali nazewnątrz, przed wejściem na pocztę, ani razu nie podniósł na nią głosu,a wokoło nikogo nie było. Niewiele brakowało.Rzuciłeś się na mnie przy ludziach. Przecież nie rzuciłem się na ciebie.A skąd! Po prostu bałem sięo brata i jego rodzinę.Może nie powinienem był się wtrącać, ale to niedawało mi spokoju.I kiedy zobaczyłem ciebie, to wszystko ci wygarnąłem, bo moim zdaniem to nie w porządku, żebyś ty z moim bratem.Głos mu się urwał, a twarz wykrzywiła w gniewnym grymasie. Nie, to nie tak! rzuciła i silnie dzgnęła go w ramię.Gordon zrobił krok w tył. Oboje dobrze wiemy, w czym rzecz.Ubzdurałeś sobie,że coś nas łączy.Myślałeś, że zainteresowałby mnie taki facet jak ty.I towłaśnie cię gryzie.To dlatego tak na mnie wyskoczyłeś! Od tego wszystko się zaczęło! Gwałtowny cios wytrącił mu rękawice z rąk.Jej teczkaupadła na ziemię i wszystkie papiery wysypały się na chodnik.Wycofał się na schody. Przepraszam, przepraszam mamrotał,otwierając drzwi i wszedł do środka.Osłupiały, popatrzył przez okno, jakodjeżdża.Delores od razu spodobało się w nowej pracy.Mały, przytulny butikDearborn Lady urządzony był w bladym różu i zieleni, a na suficie o stonowanej niebieskiej barwie wymalowane były białe, puszyste obłoki.Miejsce to miało przypominać bardziej damski buduar niż sklep odzieżowy taki był zamysł Jean Coppersmith, kiedy otwierała go przed trzydziestu laty.Znała większość klientek po imieniu i skrzętnie zapisywałasobie daty ich urodzin, wiedząc, że gdyby nie ona, niektóre z tych starszych pań nie dostałyby ani jednej kartki z życzeniami.Każdy centymetr266ściany zajmowały półki.W tak ciasnej przestrzeni Delores ciągle się o cośpotykała.Właśnie wyszła z magazynu, skąd przyniosła naręcze jedwabnych bluzek.Układając je na zdobnie obitym fotelu, czuła na sobie wzrokJean.Zwykle pogodna i ożywiona Jean była dziś markotna przez całydzień i Delores dałaby głowę, że parę minut temu słyszała w łaziencepłacz.Odwiesiła bluzki na miejsce, a gdy odwróciła głowę, drobna, siwowłosa kobieta stała z ręką na ustach.Delores spytała ją, czy dobrze sięczuje, na co Jean odparła, że ma po prostu ciężki dzień.W takim razie powinna pójść do domu i wziąć przyjemną, gorącą kąpiel, zaproponowałaDelores, obejmując ją ramieniem.Mogła przecież sama zamknąć sklep,a w razie jakichkolwiek pytań od razu by zadzwoniła.Sztywniejąc, Jeanpodziękowała jej i zapewniła, że nic jej nie będzie. Prawdę mówiąc, nie wyglądasz za dobrze. Wiem, ale zaraz mi przejdzie pokiwała głową Jean i wysiliła sięna uśmiech, ale jej jasnoniebieskie oczy wezbrały łzami.Przyznała, że odwielu miesięcy bała się tego dnia, ale już tylko kilka godzin i będzie powszystkim.Dokładnie rok temu miała wziąć ślub, ale sprawy potoczyłysię inaczej. Nie do wiary szepnęła Delores, kryjąc zaskoczenie.Jean mogłamieć grubo ponad sześćdziesiątkę.Wtedy Jean wyjaśniła, że została panną ze względu na długotrwałyzwiązek z kimś, kto wreszcie wziął rozwód, ale zmarł na dwa dni przedich ślubem w Palm Beach. Wszystko było już gotowe.Bilety kupione,bagaże spakowane, a on nagle jakby zapadł się pod ziemię.A wiesz, skądsię dowiedziałam? Wyczytałam w gazecie, w rubryce zgony".Jego rodzina okazała się tak podła, że nawet nie raczyła mnie zawiadomić, a jegosyn poprosił, żebym nie przychodziła na pogrzeb.To ze względu na dobrorodziny, powiedział.A ja to kto, zapytałam.Kim niby jestem po niespełnadwudziestu latach? Jean stanęła przy drzwiach i wbiła wzrok w wielką, żeliwną urnę, z której gęsto wyrastał bluszcz i różowe i białe petunie.Rano nauczyła Delores przycinać je tak, by jeszcze ładniej zakwitły. To bardzo smutna historia rzekła Delores. I wiesz, co na to jego syn? Chcesz wiedzieć, to ci powiem, mówi.Jesteś idiotką, i tyle. Co za okropność! zawołała Delores, szczerze wzburzona.Przecież ty go kochałaś.I on ciebie też. Teraz, kiedy sięgam pamięcią, wiem, że zawsze łączyła nas prawdziwa przyjazń.Gdybyśmy oboje byli kobietami albo mężczyznami, byłoby nam o wiele łatwiej.Ale tak naprawdę jedno wykorzystywało drugie:267on dzięki mnie przez całe lata tkwił w nieszczęśliwym małżeństwie, a jadzięld niemu nie musiałam się narażać.Nie potrzebowałam żadnych innych związków i mogłam poświęcić swój czas i energię na prowadzeniesklepu.No cóż! rzuciła, przywracając twarzy swój pogodny uśmiech,i zaczęła porządkować rachunki. Teraz już znasz moją ponurą tajemnicę.Wcześniej czy pózniej i tak dowiedziałabyś się od którejś z klientek.Dla nich to taka tragiczna historia, zwłaszcza dla tych młodych.Wiem, bowidzę, jak na mnie patrzą
[ Pobierz całość w formacie PDF ]