[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pat został w Ameryce, niby to szukał zajęcia, ale nie musiał się śpieszyć.UAraba niezle się dorobił.Tak sobie gadaliśmy, ale Euan stale zerkał na naszych podopiecznych.Właśnie zamówili kolejne piwa.Wyglądało na to, że jeszcze posiedzą.Wró-ciliśmy więc do rozmowy.- A jak ci idzie budowa domu? - spytałem, bo chociaż wzniósł mury dziesięćlat temu, to ciągle coś ulepszał, coś dodawał.- Normalnie.Mam kłopoty z ogrzewaniem.Euan postanowił sam założyć centralne.Minęło już sporo czasu, wydał dwarazy więcej, niż gdyby wziął fachowców i stale coś szwankowało.- Ale poza tym wszystko w porządku.Powinieneś przyjechać.Nie mogę siędoczekać, kiedy wreszcie pójdę na emeryturę.Muszę odbębnić jeszcze dwa lata,ale ani dnia dłużej.- I co będziesz robił?- Wszystko jedno, mogę zatrudnić się do oczyszczania miasta.Biorę emery-turę i pieprzę całą resztę.- I myślisz, że ci uwierzę - zaśmiałem się.- %7łyć bez Firmy nie możesz.Na-rzekasz, ale, tak naprawdę, to świata poza nią nie widzisz.Pazurami będziesz siętrzymał.Euan zerknął na Irlandczyków i spojrzał na mnie.Dokładnie wiedziałem, oczym myśli.- Masz rację.To gówniana robota.- A co u ciebie? - spytał.- Co porabiałeś po naszej przygodzie na BliskimWschodzie?- Najpierw byłem na wakacjach, a potem rozmaicie.Pracowałem tu i tam, alenie za wiele i, szczerze mówiąc, dobrze mi było.Teraz czekam na wynikiśledztwa.Wiesz, w jakiej sprawie.Zapowiada się raczej nieciekawie, chyba że tarobota coś zmieni.Euan znów zerknął w stronę baru.- Wygląda na to, że musisz poderwać tyłek, chłopcy szykują się do wyjścia.- Zadzwonię do ciebie po powrocie.A ty kiedy wracasz?- Nie wiem jeszcze, ale chyba za parę dni.- No to będziemy w kontakcie.Związałeś się z jakąś kobietą?- Ja? Oszalałeś! Zacząłem nawet chodzić z taką jedną od nas z Centrali, ale niewyszło.Chciała zaprowadzić swoje porządki i w ogóle.Nie podobało mi się.- No jasne, nie prasowała ci dżinsów do kantu?- Jak by ci tu powiedzieć.wszystko robiła inaczej, nie po mojemu.- Wzru-szył ramionami.Trudno zadowolić kogoś chorobliwie wręcz pedantycznego, a taki był Euan.Gdy człowiek wstawał u niego z kanapy, to zaraz leciał poprawiać poduszki.Nawet skarpetki starannie składał przed włożeniem ich do szuflady.Drobnemonety sortował według wielkości, a po rozwodzie to już zupełnie zwariował.Wszystko robił naj.Ten jego domek w Walii musi wyglądać jak bombonierka.Euan dorobił się zresztą ksywy - Pan Habitat.Nosił się też starannie.Zawsze wgarniturze z kamizelką zapięty na ostatni guzik.A teraz nie spuszczał Irlandczyków z oka.Pewnie już wstają, zabierają ba-gaże.Na razie nie ruszałem się z miejsca.Euan da mi znać, kiedy nadejdzie wła-ściwy moment.- Są za tobą.Właśnie przechodzą obok kiosku.Wstałem.Fajnie było zobaczyć Euana.Niewykluczone, że ta robota niewielemi pomoże, ale przynajmniej udało mi się pogadać z najlepszym przyjacielem.Podaliśmy sobie ręce, pożegnaliśmy się.Odwróciłem się, ruszając za obiektami.Szli przede mną, z torbami lotniczymi na ramionach.Sala odlotów wyglądała jak wystawa irlandzkiej sztuki ludowej.Zacząłemżałować, że nie kupiłem sobie czapeczki z reklamą Guinnessa.Zastanawiałem się, jak to będzie w Waszyngtonie.Same niewiadome: ktośmoże czekać na moich podopiecznych, żeby zabrać ich z lotniska.Mogą teżwziąć taksówkę albo pojechać autobusem, a jeśli załatwili sobie hotel, to równiedobrze mogą się zabrać firmowym mikrobusem.A jeżeli zaczną krążyć po mie-ście? Owszem, trochę znałem Waszyngton, ale niezbyt dobrze.Ciągle jeszcze dymili jak kominy.Stali przy barze, rozmawiając.Usiadłemnieopodal, rozłożyłem gazetę.McGear grzebał w kieszeni, szukał drobnych.Pójdzie albo do telefonu, albo do kiosku.Wyciągnął banknot.Poprosił barmana o wymianę na drobne.Siedziałem ja-kieś siedem metrów od nich, dokładnie za ich plecami.Musieliby odwrócić się osto osiemdziesiąt stopni, żeby mnie zobaczyć.McGear ruszył w kierunku stoiska z owocami, ale się nie zatrzymał.A więc -telefon.Wstałem, poszedłem do kiosku z gazetami, udając, że zainteresowała mniepółka z książkami.McGear podniósł słuchawkę, wrzucił kilka funtowych monet do automatu,wykręcił numer.Numer miał zapisany na kartce, a więc nie znał go na pamięć.Spojrzałem na zegarek - 16.16.Elektroniczny wyświetlacz nadal nastawiony byłna dwa czasy.Gdyby ktoś chciał sprawdzić, która w tej chwili jest godzina wBagdadzie, to tylko u mnie.Przeliczyłem drobne.Miałem zaledwie dwa i półfunta.Za mało na to, co zamierzałem zrobić.Wyciągnąłem więc dwudziestkę ipoprosiłem o gazetę.Kioskarka spojrzała na mnie z podziwem, jak na rzadkiokaz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]