[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Co? Proszę? Nie zrozumieć.Barbara powtórzy ła ostrzeżenie.Zdoby ła kolejne cenne sekundy, tłumacząc angielszczy zną napoziomie zerówki, że nie pozwoli na chodzenie po domu pani Levene w brudny ch butach. Chodz ze mną powiedziała w końcu, przy wołując cały wdzięk i szelmostwo, jakiewy korzy stała podczas krótkiego spotkania z recepcjonistą hotelu Gillespie.Wzięła Kukułę podramię i pomału poprowadziła go drogą w stronę domu.Gdy dotarli pod wciąż uchy lone drzwikuchenne, raz jeszcze wskazała na jego stopy. Twoje papierosy leżą na stole, prawda, kochany ?Kukuła wskazał na paczkę lucky strike ów, która rzeczy wiście leżała na blacie kuchennego stołu,zasłonięta częściowo mły nkiem do pieprzu i cukiernicą. Przy niosę ci zaproponowała, przeciskając się przez drzwi. Nie będziesz musiał wchodzić. Jeszcze zapalniczka dodał. Muszę moją zapalniczkę.Podała mu przez drzwi paczkę papierosów i spy tała, gdzie ma szukać zapalniczki. Mój pokój odpowiedział. Ale mogę iść ja. Nie, nie, kochany.Ty zostań tutaj. Barbara weszła schodami na wy ludnione teraz i cichepiętro.Wy patrzy ła w sy pialni Kukuły leżącą na komodzie złotą zapalniczkę, po czy m wsunęła jądo kieszeni fartucha i wróciła na dół. Voila! powiedziała tonem zwy ciężczy ni, przez próg podając zapalniczkę Vincentowi.Jejgłos brzmiał przy ty m tak, jakby wy powiadała jedy ne znane sobie francuskie słowo. A teraz lećdo pani Levene, bo będzie się zastanawiać, co się z tobą stało.Gdy by śmy mieli już się niezobaczy ć, to bardzo miło mi by ło cię poznać.Spędzcie przy jemnie weekend i wracaj bezpieczniedo Pary ża.62Kell, Elsa i Harold leżeli płasko na posadzce łazienki połączonej z sy pialnią Amelii, by ichsy lwetki nie dały się dostrzec przez okno.Rozmowa Barbary i Vincenta by ła dla nich ty lkoniezrozumiały m szmerem sączący m się przez strop.Oddy chali powoli, niemal bezgłośnie,wsłuchując się w dzwięk zamy kany ch przez Barbarę drzwi i jak obstawiali odgłos krokówKukuły, który wy szedł na drogę i skierował się w stronę łąki.Niecałą minutę pózniej Kell odebrałprzez radio dwa niskie sy gnały.Jeszcze chwila ciszy, po czy m Vigors potwierdził trzemasy gnałami, że Vincent przeszedł przez bramę i wraca do Amelii.Dopiero po kolejnej minucie Kell odważy ł się przerwać zaklętą ciszę.Wstał, klnąc pod nosem,po czy m spojrzał na Elsę i Harolda.Teraz oni, pomału jak ocalali z trzęsienia ziemi siępodnieśli. Cazzo zaklęła szeptem Elsa. By ło gorąco rzucił Harold. Ciii uciszy ła go Włoszka, zupełnie jakby Kukuła wciąż by ł w pokoju obok. W porządku uspokoił ją Kell, otwierając drzwi łazienki. Poszedł.Jest już na łące.Schodami weszła właśnie na piętro Barbara. Darujcie języ k zaczęła ale jak to się, do ciężkiej cholery, stało?! Czego chciał? spy tała Elsa. Wrócił po papierosy odparła Barbara. Po cholerne papierosy.Wy obrażacie sobie, co byby ło, gdy by wszedł na górę? Zapaliłby m z nim wy mamrotał Harold.Po czy m wszy scy wrócili do pracy.63Akima obudziły następnego ranka odgłosy zza ściany.Luc i Valerie pieprzy li się w pokojuobok.Za każdy m razem to samo: Luc z coraz większy m trudem łapiący oddech, dy szącyw głowach łóżka i Valerie tłumiąca jęki chy ba prześcieradłem albo poduszką.By ła jaknastolatka albo żona tuż po ślubie: chciała to robić cały czas, każdego rana i każdego wieczora.Valerie by ła odrzutem francuskiej służby bezpieczeństwa i jedy ny m przy padkowy m elementemcałej operacji.Szef wziął ją ty lko dlatego, że nie umiał bez niej funkcjonować.Z tego, cowiedział Akim, jej obecność została zatajona przed mocodawcami Luca z DGSE.Nawet Vincentspotkał się z nią po raz pierwszy dopiero przed kilkoma dniami.Luc zobowiązał go do zachowaniamilczenia.Wiedział, że Pary ż naty chmiast się od nich odetnie, jeśli zacznie choć podejrzewać, żeValerie jest tak głęboko i inty mnie zaangażowana w operację przetrzy my wania Holsta.Akim zerknął na stojący przy łóżku budzik.By ło tuż po szóstej rano.Niedziela.Nie obraziłbysię za jeszcze godzinę snu.Teraz jego my śli będą krąży ć ty lko wokół cipek i tego, kiedy wreszciepozwolą mu wrócić do Marsy lii. Gnoje wy mamrotał, licząc jednak na to, że jego głos będzie sły szalny za ścianą.Miałnadzieję, że po tej uwadze z pokoju obok przestanie dolaty wać szuranie łóżka o panele podłogowei stłumiony pisk spręży n materaca.W końcu Luc stęknął głośniej niż dotąd, a łóżko przestało sięporuszać jak samochód, który powoli zjeżdża do zatoczki parkingowej.Chwilę pózniej Valerieprzeszła boso po pokoju, po czy m dał się sły szeć odgłos wody odkręconej w bidecie.Akimusły szał kilka kaszlnięć Luca, a po chwili zaczęło cicho grać radio.Za każdy m razem to samo.Zmiana Akima zaczy nała się o siódmej piętnaście.Miał zluzować Slimaniego, który stróżowałw nocy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]