[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Szukałam sobie zajęć.Znowu.Zaczynałam samą siebie irytować. Szukanie sobie zajęć" to taktyka stosowana przez osoby, które chcąoderwać myśli od zmartwień.Ludzie nieszczęśliwi w małżeństwiezapełniają sobie czas opieką nad dziećmi, grą w golfa i kursamigotowania, dzięki czemu nie dostrzegają, jak bardzo wzajemnie sięnienawidzą.Ludzie pozostają w znienawidzonej pracy, bo do tegostopnia szukają sobie zajęć, że nie mają czasu na znalezienie innejposady.B y c i e zajętym oznacza satysfakcjonujące życie.Przeciwieństwem jest s z u k a n i e sobie zajęć, bo to oznacza, że odczegoś uciekamy.A ja na pewno uciekałam.Gdyby to był tylko strach przed zmierzeniem się z chorobą mamy,pewnie mniej surowo bym siebie trakto-wala.Przyczyną prawdziwego bólu był pewien chaos panujący wmoich relacjach z mamą.Kwestie, którym przez lata przyglądałam sięw czasie terapii, ale których nigdy całkowicie nie rozwiązałam.Gniewzwiązany z brakiem ojca, niepewność dotycząca powodów, dla którychnigdy do końca nie wierzyłam w jej miłość do mnie: nie zdołałamodseparować się od niej na tyle, by jej dziwactwa nie doprowadzałymnie do szału, a równocześnie nie czułam, że jestem z nią naprawdęblisko.Potrafiłam powiedzieć przyjaciółce, że ją kocham, ale niezbudowałam takiej otwartej, serdecznej komunikacji z własną matką.Rozpaczliwa prawda była taka, że choć skończyłam czterdzieści lat,wciąż łaknęłam jej uczucia.Nie dała mi całej miłości, którejpotrzebowałam, a już niedługo będzie na to za pózno.Jakie to małoatrakcyjne, jak przerażające: dojść w życiu tak daleko, a nadal dręczyćsię tymi samymi pytaniami i wątpliwościami, które miałam jakonastolatka.Jakie to egoistyczne i neurotyczne myśleć o własnymemocjonalnym samopoczuciu, kiedy matka umiera na raka.Dlatego szukałam sobie zajęć.Cztery dni po operacji lekarze powiedzieli, że może wrócić do domu.W tym samym dniu wyznaczono nam wizytę u chirurga.Włożyłam kostium, mamę ubrałam w kombinezon barwy fuksji,który kazała mi przynieść.Kombinezon był okropny, nie wątpiłam, żechirurgowi trudno będzie zebrać myśli, ale powiedziałam jej, żeślicznie wygląda.Bardzo ją ucieszyło, że kombinezon mi się podoba, izaproponowała, że mnie także taki kupi.Odparłam, że byłobycudownie, choć równocześnie wpadłam w głęboką rozpacz i mójumysł zaczął porządkować powody tego uczucia, tworząc listę:7.Nie chce kombinezonu barwy fuksji.2.Mama i ja do tego stopnia jesteśmy psychicznie sobie obce, że jejzdaniem nosiłabym taki strój3.Mama za chwilą usłyszy, że niedługo umrze.4.Bede przy tym obecna i na pewno się załamię.5.Nie potrafię przestał układał list tak jak mama.6.Pozycje na tej liście nie są uporządkowane zgodniez ich ważnością.7.To tak samo jak lista mamy z bluzką Shirley i rakiem.Pan Cartwright był uosobieniem czaru, ściskał nam dłonie, serdeczniewitał.Poczułam ulgę, choć też irytację na wspomnienie naszegopoprzedniego spotkania.Tak bardzo się starałam utrzymaćrównowagę, że wszystko mnie drażniło.Gdzieś na dnie umysłuuświadomiłam sobie, że jogini mają rację, kiedy mówią, żenietolerancyjne, pełne złości osoby w rzeczywistości bardzo cierpią.Chociaż drażniło mnie też niezmiernie, że teraz zaliczam się do tejkategorii. Przypuszczam, że córka już z panią o tym rozmawiała. Nie, nie rozmawiała odparła Eileen stanowczym tonem,którego wcześniej u niej nie słyszałam. Uważam, że do pana należypowiedzenie mi, jak długo będę żyła, i jestem bardzo zła, że najpierwrozmawiał pan z nią.Jej milczenie wiele mówi.Kompletnie zbiła go z tropu.Nie ulegało wątpliwości, że wcześniejzaliczył moją mamę do typu osób uległych i okazujących szacunek: Tak, wasza eminencjo wielmożny panie chirurgu".Szczerze mówiąc,do tej chwili ja też tak o niej myślałam.Nie miał nawet okazji, żebypowiedzieć coś na swoją obronę, bo Eileen rzuciła się na niego. Przez ostatnie dni moja córka traciła zmysiy, nie wiedząc, jak mi toprzekazać. Uniosła dłoń, by go uciszyć. Zanim więc powie panto, cokolwiek ma mi pan do powiedzenia, proszę przeprosić Grace zacierpienia, których jej pan przyczynił, bezmyślnie zrzucającodpowiedzialność na jej barki.Byłam oszołomiona.Tak samo jak Cartwright. Przepraszam powiedział niepewnie. W porządku wtrąciłam, zanim jeszcze skończył. A teraz poleciła Eileen tonem masz dopiero dziesięć lat", naktórego dzwięk chirurg wyraznie się wzdrygnął niech pan mówi,cokolwiek ma mi pan do powiedzenia.Jej dobór słów wytrącił Cartwrighta z równowagi.Oto kobietaniewiarygodnie praktyczna i podchodząca do swego stanu bez cieniaemocji, a mimo to nie potrafi zapytać o rokowania czy po prostu: Ilemi jeszcze zostało czasu?".Przerzuciła na niego decyzję tym swoim cokolwiek ma mi pan do powiedzenia".Mógł powiedzieć, gdzie kupiłnową kuchnię, z ilu liter składa się skrót jego stopnia naukowego alboco jadł dzisiaj na śniadanie.Mógł też powiedzieć, że zostało jej paręmiesięcy życia.Jego wybór.Ledwo wierzyłam własnym uszom, choć podejrzewałam, że mamaspecjalnie utrudnia mu to i tak trudne zadanie.Wyjątkowo okropnezachowanie, z całą pewnością podnosiło poprzeczkę dla terminu bierna agresja".Chirurg z natury był typem dość nieokrzesanym, a mama wytrąciła goz równowagi. Rozumie pani, tumor.Rak! Guz! Sarkoma.Właśnie, sarkoma.Używaj słowa, którego znaczenia mama może nieznać. Została usunięta, ałe rzecz w tym.Dłużej nie mogłam tego znieść. Masz przerzuty w wątrobie, mamo.Na tym polega ta dobrawiadomość.Nowotwór tak się rozprzestrzenił, że nie potrafią gousunąć i uważają, że zostały ci. Nie byłam w stanie skończyć. Dwa, najwyżej trzy miesiące.Dziękuję, panie Cartwright.Nie powiedziałabym, że szło muświetnie, ale zdołał jakoś wypełnić swoje zadanie. Onkolog może od razu panią przyjąć.Już przygotował programchemoterapii, która poprawi jakość ostatnich miesięcy. No cóż powiedziała mama.Przez chwilę wpatrywała się przedsiebie, potem poklepała torebkę i dodała: Dziękuję, że był pan takiszczery, doktorze Carmichael!Nie poprawił jej.Chciała wstać, ale się zachwiała.Kiedy podeszłam,by ją podtrzymać, uświadomiłam sobie, że twarz mam mokrą od łez.Nie panowałam nad strumieniami cieknącymi mi z oczu.Szlochałam tak cicho i ukradkowo, jak potrafiłam (czyli nie bardzo)przez całą wizytę u onkologa.Był bardzo miłym człowiekiem,spotkanie z nim trwało krótko
[ Pobierz całość w formacie PDF ]