[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Pociągnięcie za ten drut powoduje wybuch.Niech pan dokładnie oświetla podłogę -poprosiłem szefa.Przez ramię przewiesiłem torbę z narzędziami.Ostro\nie wsunąłem się w głąb krypty.Namoment zawisłem na rękach, spojrzałem uwa\nie na podłogę i lekko zeskoczyłem tak, aby nienadepnąć krzy\ujących się drutów.Dokładnie obejrzałem korpus miny.W betonowym walcu zwtopionymi w niego metalowymi odłamkami tkwił zapalnik odciągowy w kształcie krótkiegometalowego trzpienia z drucianą zawleczką.Z torby wyjąłem no\yce do metalu i odpowiedni klucz.Bardzo ostro\nie przeciąłem drut przymocowany do zawleczki, następnie, najdelikatniej jak tylkomogłem, ująłem lewą dłonią korpus miny, a prawą wło\yłem końcówkę klucza w przelotowy otwórznajdujący się w bocznej powierzchni zapalnika.Spróbowałem przekręcić zapalnik.Nie było tołatwe.Chocia\ w krypcie panował chłód, na plecach poczułem kropelki potu.śelazo było mocnoprzerdzewiałe i ka\dy gwałtowny ruch groził eksplozją.Na szczęście po trzeciej czy czwartejpróbie zapalnik drgnął i z cichym zgrzytem zaczął wykręcać się z korpusu miny.No\ycami dometalu sprawnie poprzecinałem sieć drutów.- Szefie! Niech pan to delikatnie odło\y pod ścianę kaplicy - zawołałem podając na góręrozbrojoną minę i zapalnik.Na moją prośbę pan Tomasz podał mi z góry wykrywacz.Jeszcze raz dokładnie omiotłemnim ściany i podłogę.Podłoga była czysta.W ścianach tkwiły \elazne klamry wzmacniające kryptę.To one dawały w słuchawkach sygnały, które pierwotnie wziąłem za kolejne miny.Skupiłem sięwięc na tablicy epitafijnej.Przyło\yłem do niej dysk wykrywacza.Dawał słaby sygnał tłumionyprzez kamień.Jego zródłem mogły być śruby mocujące płytę do ściany.Włączyłem zatemdyskryminator, nastawiając go na maksymalną moc.Sygnał w słuchawkach nadal był słyszalny.Czy\by więc jakieś metale szlachetne?95- Szefie! Niech pan tu zejdzie - poprosiłem.- Teren czysty - powiedziałem, gdy pan Tomasz znalazł się obok mnie.- Musimy terazodkręcić te śruby.Ponad kwadrans mocowaliśmy się z zardzewiałym \elazem.Bezpośrednio pod dolnąkrawędzią tablicy w ścianie znajdowała się kamienna półka.Po odkręceniu ostatniej śrubyoparliśmy o nią cię\ką płytę.Wa\yła przynajmniej ze czterdzieści kilogramów.- Niech pan ją lekko odchyli i przytrzyma w tej pozycji - poleciłem.- Zajrzę, czy nie ma tamw środku jakichś niespodzianek.Z grobowej wnęki buchnął stęchły zaduch.Ale nie zwracałem na to uwagi, stokroć gorsząbyła czyhająca na nas przemyślna pułapka.- Stop! Niech pan dalej nie odchyla!Do tylnej ścianki tablicy był przyczepiony stalowy drut.W głębi wnęki drut przechodził przezoczko haka wbitego w jej sufit, a na końcu drutu wisiała w powietrzu przeciwpiechotna specjalnamina.Nie wykryłem jej detektorem, bo jej cylindryczny korpus był wykonany ze szkła, a jedynymijej metalowymi elementami były kulka i podtrzymujące ją w powietrzu trzy cienkie, elastyczne,stalowe wąsy.Nawet niewielki wstrząs powodował upadek kulki i rozbicie cienkiej, szklanej fiolkiz kwasem.Ten ostatni w zetknięciu z mieszaniną chemiczną inicjował wybuch ponad 200 gramówtrotylu! W zamkniętym pomieszczeniu po takiej eksplozji zostałaby z nas tylko mokra plama.Na moją komendę milimetr po milimetrze zaczęliśmy odchylać płytę.Ryzyko było ogromne.Po niemal sześćdziesięciu latach wąsy mogły zupełnie stracić elastyczność i w ka\dej chwilimogliśmy się przenieść na łono Abrahama.Gdy płyta odchyliła się wystarczająco, ostro\niewsunąłem rękę w utworzoną szparę.Najdelikatniej jak tylko mogłem podło\yłem dłoń pod korpusminy i leciutko podniosłem ją nieco do góry.- Szefie, proszę wziąć no\yce i przeciąć ten drut - komenderowałem.- A teraz niech panodchyli bardziej tablicę.Przez rozszerzoną szparę ostro\nie wyjąłem szklaną śmierć.- Wyjmowanie jej na powierzchnię jest zbyt niebezpieczne.Nie chcę nara\ać Julii.Delikatnie postawiłem minę w kącie krypty.Odło\yliśmy płytę na bok i oświetliliśmywnętrze wnęki.Miała około półtora metra głębokości.W środku stała mała dziecięca trumienka.Poczerniałe ze starości dębowe drewno było w niezłym stanie.Dokładnie obejrzałem trumnę, wszczególności spojenie wieka z częścią spodnią.Obawiałem się kolejnych niespodzianek.Sprawdziłem ją wykrywaczem, bez echa, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło.- Niech pan uniesie wieko o parę centymetrów - poprosiłem.Był to krok wielce ryzykowny.Gdyby w środku była mina z zapalnikiem naciskowym,byłoby ju\ po nas.Nachyliłem się i świecąc obiema latarkami zajrzałem pod wieko.Ale nic tam nie było.- Uff.- sapnąłem z ulgą.- Mo\e pan ją całkiem otworzyć.W środku le\ały rozsypane kości małego dziecka ubranego w zetlałą ze starości, jedwabnąsukienkę.Ale naszą uwagę przykuło średniej wielkości pudełko le\ące u stóp szkieletu.Byłoowinięte w natłuszczony brezent.- Lepiej sprawdzić, czy nie ma pod nim jakiś niespodzianek.Obejrzałem spód trumny wokół pudełka.Z torby wyjąłem lusterko dentystyczne i, uniósłszynieco znalezisko, zajrzałem za jego pomocą pod spód.- Czyste.Mo\emy je wyjąć.96Było dosyć cię\kie.- Julio, wez to od nas - zawołałem w stronę włazu.Ale dziewczyna nie odpowiedziała.Myśląc, \e mnie nie słyszy, Stanąłem na palcach i postawiłem pudełko na krawędzi otworu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]