[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. A jak zagadka? Rozwikłał pan tajemnicę srebrnej blaszki? dopytywała się Ludmiła. Myślę, że tak skinąłem głową i wręczyłem jej złożoną we czworo karteczkę zzapisanym przeze mnie rozwiązaniem.Ludmiła odetchnęła z ulgą. Bardzo się martwiłam.Obawiałam się, że pan Skwarek zatriumfuje nad panem. Nie lubisz pana Skwarka? zdziwił się Dohnal. To przecież bardzo sympatycznymłodzieniec.I chyba rzeczywiście inteligentny.Ludmiła zastanowiła się. Straciłam do niego sympatię, gdy zaczął wyśmiewać się z wehikułu pana Tomasza.Tobardzo nieładnie drwić z czegoś tylko dlatego, że nie jest podobne do tego, co się zazwyczajogląda. Mój pojazd nie jest ładny usiłowałem bronić Skwarka. Ale czy on pomyślał, że może pana po prostu nie stać na inny? zapytała Ludmiła. Och, nie zamieniłbym go na żaden inny samochód.Uważam, że to najlepszy wóz naświecie.Otrzymałem go od swego wuja, zapoznanego wynalazcy.Ludmiła uśmiechnęła się. I jest pan do niego przywiązany, jak moja mama była przywiązana do maszyny do szycia,którą dostała od swojej babci.Stara, poruszana nogą maszyna do szycia wydawała jej się storazy lepsza od maszyn elektrycznych. No, niezupełnie tak wygląda sprawa mojego wehikułu odrzekłem.I chciałem powiedzieć, że mój samochód jest lepszy od innych, od tych wspaniałych wozów zbłyszczącą karoserią.Ale to nie była pora na tego rodzaju wyjaśnienia.Spieszyliśmy się domuzeum i do Blachy.Otworzyłem drzwiczki.Widok Ludmiły wprawił Prota w największą radość.Nie uspokoił się,dopóki kilkakrotnie nie liznął jej policzka.A gdy usiadła obok niego na tylnym siedzeniu,wydawało się, że zachwyt Prota osiągnął szczyty.Położył jej głowę na kolanach i liznął rękędziewczynki.No cóż, zapewne i psy mają swoje sympatie i antypatie.W muzeum, które kupiło ikonę Zdenka Blachy, przyjął nas w swym gabinecie kustosz, panLudomir Kamenik, wysoki, szczupły mężczyzna z wielką łysiną.Na jego biurku czekała jużikona, uprzedzony bowiem telefonicznie przez pana Dohnala, przygotował się na naszprzyjazd. Określiliśmy ją na koniec XV wieku powiedział podając mi do ręki niedużą deskę.Tempera, ma format czterdzieści na pięćdziesiąt centymetrów.Stan jeszcze dość dobry, alerzecz jasna, wymaga konserwacji i odświeżenia. Chrystus Archeiropoietos stwierdziłem.Na desce zobaczyłem bowiem namalowaną twarz Chrystusa, a raczej jego głowę w złotejaureoli, wyłaniającej się jakby z biało -szarej draperii czy całunu.Długie włosy opadałysymetrycznie ku dołowi w wężowych splotach, spiczasta bródka, pociągła twarz, głębokiezmarszczki na czole, wąski nos, mocno zarysowane brwi, czyniące twarz Boga zarazempiękną i surową.Chrystus Archeiropoietos, czyli po grecku Chrystus nie ręką stworzony.Rozwijające sięprzez wiele wieków malarstwo ikonowe wykształciło typowe przedstawienia malarskie,jakbyśmy to powiedzieli: schematy prezentowania Boga, Matki Boskiej i świętych.Dotakiego schematu ikonowego zaliczał się także Chrystus Archeiropoietos.Obraz przedstawiałtylko samą głowę, nawet bez szyi, jakby odciętą od tułowia i położoną na rozwieszonejdraperii. Wydaje mi się, że obraz ten był kiedyś o wiele większy mówił dalej kustosz.Przynajmniej pięćdziesiąt na osiemdziesiąt centymetrów, a więc lekko podłużny.I chybawisiał nad carskimi wrotami w jakiejś cerkwi.Z biegiem czasu być może brzegi deskipopękały i ktoś obciął, jak mu się zdawało, zbyteczne tło, pozostawiając jedynie samą twarz. Zgadzam się z panem powiedziałem wyjmując z kieszeni podręczną lupę. Draperia,z której wyłania się głowa Chrystusa, zazwyczaj przytrzymywana jest przez postacie aniołów.Jak już wspomniałem, malarstwo ikonowe operuje pewnymi schematami
[ Pobierz całość w formacie PDF ]