[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale ja nie jestem panienką z college'u, pomyślała Jo i omal niepowiedziała tego na głos.Chyba upadła na głowę.Oczywiście, że Patrick Burnsbył dla niej za stary.I za bardzo doświadczony.I w ogóle.- Ty zapomniałeś, ale ona nie?- Dokładnie.Któregoś dnia polecieliśmy całą ekipą do Waszyngtonu ibyliśmy zajęci przez prawie całą noc.Maddie powiedziała, że ma randkę izwinęła się tuż po północy.Ja wróciłem do hotelu o czwartej nad ranem.Zauważyłem w holu kilku fotoreporterów, ale nie zwróciłem na nich większejuwagi.Kiedy wszedłem do pokoju, Maddie czekała na mnie w łóżku, naga, alew pełnym makijażu.Oglądała telewizję, żeby nie zasnąć.- 49 -SRJo pomyślała, że gdyby to ona leżała nago w łóżku Patricka, czekając najego powrót, na pewno nie czułaby się ani trochę senna i w ogóle nie przyszłobyjej do głowy, by włączyć telewizor.Czym prędzej odsunęła od siebie tę wizję.- Postawiła sprawę jasno.Albo skorzystam z jej oferty, albo oskarży mnieo gwałt.- Co takiego?- Wcale nie żartowała.Straciłem cierpliwość.Pewnie powinienem byłpotraktować ją łagodniej, ale byłem zmęczony i miałem dość.Kazałem jej sięubierać i zmiatać do swojego pokoju.Kiedy nie posłuchała, sam ją ubrałem, naswoje nieszczęście byle jak i praktycznie wywlokłem na korytarz, gdzie jużczekano z aparatami, fleszami i mikrofonami.- I rzeczywiście powiedziała, że ją zgwałciłeś?- Wcale nie musiała - skwitował kwaśno.- Płakała, ubranie miałaprzekrzywione i porozpinane, a ja wyrzucałem ją z mojego pokoju hotelowego oczwartej nad ranem.- I co się stało?Wzruszył ramionami, odwrócił się od okna.- Straciłem pracę.Ojciec Maddie, wpływowy gość w Waszyngtonie,groził mi wszystkimi możliwymi konsekwencjami.- Sądzono cię? - spytała ze zgrozą.- Nie.Po pierwsze, miałem świadków, że to Maddie uganiała się za mną,a nie na odwrót, po drugie moi prawnicy udowodnili, że paparazzi nie mieliżadnego powodu, by kręcić się akurat w tamtym miejscu i akurat o tej porze, oile ktoś nie obiecał im sensacyjnego materiału.Maddie dobrze wyszła na całejhistorii finansowo, bo jest duże zapotrzebowanie na opowieści, jak topracownica jest wykorzystywana seksualnie przez szefa, ale i tak podobno dalejgrozi mi zemstą.Zresztą wiele osób w Stanach wierzy w jej wersję wydarzeń ichętnie posłałoby mnie za kratki.Włącznie z moim byłym przyjacielem, jejojcem.- 50 -SRJo widziała, że bardzo to wszystko przeżył, chociaż starał sięrelacjonować wydarzenia bezosobowym, rzeczowym tonem.Bezwiedniepostąpiła krok w jego stronę, pragnąc okazać mu współczucie, lecz zatrzymałasię w porę.- Przykro mi - rzekła szczerze.- To był trudny okres - przyznał.- Myślałem, że moja kariera sięskończyła, ale dostałem nową pracę i osiągnąłem sukces.Jestem znany na trzechkontynentach, politycy zasięgają moich rad, a gwiazdy rocka zapraszają mnie naprzyjęcia - wyliczał z głęboką ironią.- A co robią młode dziewczyny? - spytała cicho.- Te porządne zwiewają, aż się kurzy, bo znają moją reputację, w końcuwielokrotnie opisano mnie w kolorowych magazynach.- A te inne?- Też biegną co sił, tylko w przeciwnym kierunku.Różne podstępystosują, więc myślałem, że już wszystko widziałem.Ale jeszcze żadna kobietanie zbliżyła się do mnie, udając chłopaka.Jo wyprostowała się z godnością.- Jutro wyjeżdżam - oznajmiła i ruszyła ku drzwiom.Już miała je otworzyć, gdy za jej plecami Patrick odezwał się cicho:- Chyba mnie przekonałaś.Zerknęła na niego przez ramię.- Słucham?- Zaczynam wierzyć, że naprawdę lubisz samochody i nie planujesznapisać tekstu pod tytułem Moja noc z gwiazdą".Na myśl o spędzeniu z nim nocy zadrżała, nie zdołała się powstrzymać.Nie powiedziała nic, ale też nie wyszła z gabinetu.Patrzyła na Patricka na poły zrezygnacją, na poły z nadzieją, przy czym nie była do końca pewna, czego taknaprawdę ta nadzieja dotyczyła.- 51 -SR- Dobrze, spróbujemy.Na razie możesz zostać.I niech Bóg ma w swojejopiece nas oboje, jeśli popełniam błąd.ROZDZIAA CZWARTY- Ale pod jednym warunkiem - dodał.Tak, domyślała się, że przyjdzie jej zapłacić za to cenę.- Przyznasz się niani, kim jesteś.%7ładnego więcej udawania chłopaka.Jo prawie odczuła ulgę.Prawie.- Kiedy ona uzna, że jestem podła, skoro tak wykorzystałam jej kalectwo.- I dobrze ci tak - skwitował bez śladu współczucia.- Trzeba było o tympomyśleć, zanim zaczęłaś ją okłamywać.- %7łałuję, że w ogóle spotkałam twojego brata! - wybuchnęła.- Albo przyznasz się niani do wszystkiego, albo tu nie pracujesz -oznajmił zimno.Widać jest mu doskonale obojętne, czy zostanę, czy nie, pomyślała zgoryczą, kompletnie już wyleczona z mrzonek i iluzji na jego temat.- Przyznam się.- Lepiej naprawdę to zrób, bo sprawdzę.- Nie wątpię.- wymruczała pod nosem.Podszedł do mahoniowego biurka i sięgnął po jakieś papiery.- Słusznie - odparł i skinął głową, ewidentnie odprawiając Jo.Zacisnęła zęby i wyszła.Przyznanie się do winy okazało się ogromnie trudne.Jo dukałanieporadnie, jąkała się, przestępowała z nogi na nogę, aż wreszcie zdołała zsiebie wydusić, o co chodzi.- Strasznie mi przykro, ja wcale nie chciałam.Ale kiedy pani wzięłamnie za chłopaka, Crispin powiedział, że to nasza jedyna szansa, bo inaczej- 52 -SRpowiadomi pani Patricka i wszystko przepadnie - tłumaczyła cokolwieknieskładnie.Pani Morrison długo milczała, co wprawiło Jo w stan desperacji.- Od tego zależało, czy tu zostanę, a ja strasznie, ale to straszniepotrzebowałam tej pracy!Gospodyni poklepała ją po ręku.- Rozumiem, moje dziecko.W swoim czasie ja też szukałam pracy.- Czuję się wobec pani i pani męża jak ostatnia świnia! Ale przysięgam,że to mi ciążyło; to była jedyna rzecz, która nieustannie psuła mi pobyt tutaj.Pani Morrison otoczyła ją ramieniem i uścisnęła.- Nie ma co dramatyzować.Każdy z nas popełnia błędy.- Pani musi być najwspanialszą nianią na świecie - orzekła Jo i uciekła naswój stryszek, żeby nie rozbeczeć się na jej oczach.George jednak się obraził.Ani nie zaproponował wspólnego spaceru, aninie poprosił, by Jo zawiozła go nad rzekę, ani nie odzywał się do niej podczaskolacji.I nie mogła go za to winić.- Ale czemu Crispin myślał, że będzie mi przeszkadzało,jeśli zacznie tu pracować jakaś dziewczyna? - zagadnęła Jo zaciekawionapani Morrison.- Nie o panią chodziło, a o jego brata.Podobno żadna dziewczyna nie matu wstępu.- A skądże! Masa pań do niego przyjeżdża i zostają tak długo, jak chcą.Ajuż pani Legrain to całkiem często tu nocuje.Jo prawie wyskoczyła ze skóry na te słowa.Ale czego się spodziewała?Przecież to oczywiste, że seksowny, bogaty i znany mężczyzna nie żyje wcelibacie.George łypnął na żonę.- Lepiej nie powtarzaj plotek o Patricku.Już i tak ludzie go za dużoobgadują.- 53 -SR- Przecież nie plotkuję, kiedy mówię, że ma kogoś.Czekam, kiedywreszcie się pobiorą.W dzisiejszych czasach ludzie robią te rzeczy w innejkolejności niż kiedyś.Jo miała gorącą nadzieję, że uwaga o owej pani Legrain nie byławygłoszona ze względu na nią, Czyżby gospodyni wyczuła dziwne napięciemiędzy nią a Patrickiem? Oby nie! Udając kompletny brak zainteresowaniatematem, ze znudzoną miną dołożyła sobie sałatki.- Chyba nie zostaniesz dalej na stryszku w szopie? - spytała paniMorrison
[ Pobierz całość w formacie PDF ]