[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znalezli Gartnaita.Leżał pod jedną ze starych sosen, z głową opartą naAnula & ponaousladansckolanach matki.Twarz miał bladą jak kreda, oczy zamknięte.Jego tunika była naramieniu przesiąknięta krwią.Gemma uniosła głowę.- Brid! - To jedno słowo zawierało pełną rozpaczy wymówkę.Brid uklękłakoło brata.Przesuwała ręce po całym jego ciele, dotykała, obmacywała, jak gdybyszukając ran.- Jak on się czuje? - Adam ukląkł obok niej.Uśmiechnął się niepewnie doGemmy i nieśmiało wyciągnął rękę, żeby ją poklepać po dłoni.- A-dam, dobry chłopiec.- Na twarzy Gemmy widać było zmęczenie, aleudało jej się odwzajemnić jego uśmiech.- Co się stało? Pokręciła głową.- Złamało się drzewo.Gartnait powinien był o tym wiedzieć i niepodchodzić.- Wskazała gestem na gałąz, spróchniałą i poszarpaną w miejscuzłamania.W pobliżu leżała siekiera, którą Gartnait musiał trzymać w rękach, kiedyzostał uderzony.Brid ściągnęła z brata nasiąkniętą krwią koszulę.- To Broichan.On to zrobił, żeby mnie ukarać - powiedziała z zaciśniętymiustami.- Broichan? - Gemma spojrzała na nią wstrząśnięta.Brid popatrzyła na niąsurowo.- Broichan.Wystarczy.Złagodzę jego ból.On cierpi.Uśpię mojego brata iwtedy oczyścimy tę ranę.Adam nie zapytał, w jaki sposób.- Przyniosę trochę wody - zaproponował.Skinęła głową.- Dobrze.I mchu.Z tego drewnianego pudełka pod lampą.- Mchu? - Zawahał się, słysząc to słowo, ale Brid już przecinała koszulębrata małym nożem, który zawsze nosiła za paskiem.Adam napełnił skórzane wiadro zimną wodą ze strumienia i znalazł mech, takjak powiedziała, w chacie, w małej skrzynce pod świecznikiem z brązu.W pudełkubyło kilka małych słoików z różnymi maściami.Powąchał ostrożnie ich zawartość ipostanowił wziąć wszystkie.Anula & ponaousladanscBrid skinęła głową z aprobatą, kiedy postawił przed nią to, co znalazł.Gartnait leżał z twarzą spokojną i zamkniętymi oczami.Adam obserwował, jak Bridczystymi, zwinnymi palcami oczyszcza głęboką ran ne nad obojczykiem Gartnaita ismaruje jedną z maści, które przyniósł.Zadowolona, że fana została dobrzeoczyszczona, obłożyła ją mchem i podczas gdy Adam przytrzymywał go na ranie,zręcznie zabandażowała swoim paskiem.Spojrzała na Adama z wyrazem troski na twarzy, ale zaraz obdarzyła gouśmiechem.- Przyniosłeś dobre lekarstwo.Odwzajemnił uśmiech.- Chcę być lekarzem, jak dorosnę.- Lekarzem?- Uzdrowicielem.Pokiwała głową.- Dobrze.A teraz Gartnait musi wrócić.- Położyła płasko dłoń na czolenieprzytomnego młodzieńca i usiadła obok spokojnie, z zamkniętymi oczami.Adam obserwował ją, zaintrygowany.- Co robisz? - zapytał w końcu.Popatrzyła na niego zdziwiona.- Uśpiłam go, żeby oddalić od niego ból, a wtedy robiliśmy wszystko, żebypoczuł się lepiej.Teraz powiem mu, że może wrócić.Ból nie jest już taki niedobry ilepiej będzie, jak wróci do domu i zrobimy mu lekarstwo na zatrzymanie gorąca,które przyjdzie.- My to nazywamy gorączką - poprawił ją Adam.Zrobiło na nim wrażenie,gdy zobaczył, jak powieki Gartnaita poruszają się pod władczą dłonią Brid.Adamowi się wydawało, że to tylko kwestia sekund i ranny usiądzie, rozejrzy siędookoła półprzytomnym wzrokiem,a wkrótce potem ruszy z powrotem do chaty.Brid i Adam będą mu pomagać, każde będzie go z jednej strony podtrzymywało, aGemma pospieszy przodem, żeby rozniecić ogień i postawić na nim garnek z wodą.Brid miała najwyrazniej wiele medykamentów przydatnych w takichsytuacjach.Przyniosła płócienny worek i wyjęła z niego wiele malutkich zawiniątek.Były w nich różne leki, ale większość stanowiły suszone zioła.Garść tego i szczyptę tamtego wrzucała do gotującej się wody.SilnyAnula & ponaousladanscgorzkawy zapach zaczął wypełniać powietrze.Gartnait pochwycił spojrzenieAdama, uśmiechnął się i skrzywił.- Nie będzie smakowało jak czekoladowe ciasto.Adam się roześmiał.Skoro Gartnaitowi powróciło poczucie humoru, tozacznie powracać do zdrowia mimo strasznej bladości twarzy i czerwonej pręgi,która zaczęła się rozlewać na policzku.Adam stwierdził z ulgą, że na ogniu z powrotem postawiono gulasz zdziczyzny.Gartnait też poczuł głód, co świadczyło o tym, że naprawdę wraca dozdrowia.Wkrótce jedli z misek wspaniałe mięsiwo, maczając w sosie kawałkichleba z grubo mielonego ziarna.- Brid? - zwróciła się Gemma do córki, gdy tylko jej syn usiadł wygodnie zramieniem obandażowanym szorstkim płótnem i umieszczonym na temblaku.- Coma z tym wspólnego Broichan? - Patrzyła surowo na Brid.Córka rzuciła jej gniewne spojrzenie.- Groził, że zrobi krzywdę Gartnaitowi.- Dlaczego?- On mi nie ufa.Mam zbyt wielką moc.Gemma wpatrywała się w nią przez chwilę, a potem potrząsnęła głową.- To nie jest żadna odpowiedz, córko.- Wiem.- Brid dumnie wysunęła do przodu brodę.- Moja moc pochodziod ciebie i od mojego ojca.- Twój ojciec nie żyje - powiedziała Gemma surowo.- Jego moc byłaniewystarczająca, Brid.Został zabity przez nieprzyjaciół naszego ludu, choć myślał,że jest niezwyciężony.Nie ma w tym żadnej magii.Pchnięcie w ciemności mieczemprzez jezdzca na koniu wystarczyło, żeby zginął.- Nie potrafiła ukryć pogardy.Pochwili pochyliła się i położyła dłoń na czole Gartnaita.- Narazisz nas naniebezpieczeństwo, kpiąc z Broichana.Mój brat to najpotężniejszy druid w tymkraju i dobrze zrobisz, jeśli nie będziesz o tym zapominać.Jesteś zarozumiała igłupia, że się mu sprzeciwiasz.I samolubna.Narażałaś życie swego brata,przywożąc go tutaj, do miejsc dla nas zakazanych.Anula & ponaousladanscAdam z dużą trudnością śledził tę rozmowę, ale gdy wszyscy nagle spojrzelina niego badawczo, odwrócił wzrok, zakłopotany i przestraszony.- A-dam ma swoją własną moc! - oświadczyła Brid stanowczo.- Podróżujemiędzy naszymi dwoma światami i jest uzdrowicielem.- On nie pochodzi z naszego świata - powiedziała Gemma z mocą.- Damymu jeść, a potem musi odejść.Zanim powróci Broichan.A ty musisz uspokoićswego wuja.Widziałaś, jaka jest siła jego magii.- Moja magia jest równie silna.- Niewystarczająco silna.Adam nigdy dotąd nie widział Gemmy rozzłoszczonej.Siedział przy ogniu,ściskając kolana, i patrzył niepewnie na dwie sprzeczające się kobiety.Kłóciły sięcoraz zacieklej.Nagle zapadła całkowita cisza.I w tej ciszy nikt nie zauważył ciemnej postaci Broichana, która wyłoniła się zmroku nocy.Wszedł tak bezszelestnie i tak nagle, że ucieczka była niemożliwa.Stanął nad nimi, zanim którekolwiek zdało sobie sprawę z jego obecności.GdyAdam podniósł wzrok i napotkał pełne wściekłości spojrzenie bladoniebieskich oczuwuja Brid kilka stóp od siebie, jego żołądek przemienił się w zimną bryłę.Poczuł, żeprzerażenie paraliżuje go całkowicie.Przez kilka sekund nikt się nie odzywał, aż w końcu Gartnait odstawił swojąszklanicę piwa i choć sprawiało mu to ból, pochylił się do stóp Broichana.- Witam cię, wuju - powiedział z szacunkiem.Adam zrozumiał słowa Gartnaita.Dalsza wymiana zdań była dlań całkowicieniepojęta, ale śledził ich gesty, jakby rozumiał każde słowo.Nie wróżyły one nicdobrego ani jemu, ani Brid.Brid i Gemma były bardzo blade.Siedziały ze spuszczonymi oczami.i mimoże Brid jeszcze przed chwilą buntowała się przeciwka żądaniom wuja, Adamwidział, że jej ręce, nadal zaciśnięte na pięknie zdobionym kielichu, wyraznie drżą.Broichan mówił coraz głośniej.Najwyrazniej narastał w nim wściekły gniew.Gartnait dumnie podniósł do góry brodę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]