[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Była to jednaz tych decyzji, które stają się jasne w ułamku sekundy.Nie stworzą razem zespołu.To, cokiedyś zapowiadało się obiecująco, stało się żałosne.Na szczęście miała jeszcze kilka tysięcyeuro od Valendrei, wystarczająco dużo, by powrócić do Francji lub Niemiec, gdzie mogłabyzatrudnić się w jakimś dzienniku lub czasopiśmie.Lecz tym razem utrzyma emocje na wodzy- będzie grać zgodnie z zasadami.- Katerino, jesteś tu? - zapytał Kealy.Oderwała się od rozmyślań.- Sprawiasz wrażenie, jakbyś była o tysiące mil stąd.- Byłam.Nie sądzę, żeby powstała jakakolwiek książka.Tom, jutro wyjeżdżam zRzymu.Musisz znalezć innego murzyna, który napisze ci tę książkę.Kelner postawił na stole koszyk z jeszcze parującym Chlebem.- To nie będzie trudne - nie owijał w bawełnę.- Wcale tak nie sądziłam.Sięgnął po kromkę.- Na twoim miejscu nie wyprzęgałbym swego konia.Wygląda na to, że ten wóz ruszaz miejsca.Wstała od stołu.- Powiem ci, dokąd ten wóz nie dojedzie.- Wciąż zależy ci na nim, prawda?- Na nikim mi nie zależy.A ciebie mam już dość.Ojciec powiedział mi kiedyś, że imwyżej małpa w cyrku wdrapie się na słup, tym lepiej widać jej dupę.Zapamiętałam to.I wtedy wyszła.Od tygodni nie czuła się tak dobrze.29CASTEL GANDOLFOPONIEDZIAAEK, 13 LISTOPADA 6:00Michener się obudził.Nigdy nie potrzebował budzika, jego organizm zdawał się byćwyposażony w biologiczny zegar, i ten zawsze budził go o czasie, który sobie wyznaczyłprzed udaniem na spoczynek.Jakob Volkner, kiedy był arcybiskupem, a potem kardynałem ipodróżował po całym globie, służąc w rozmaitych komisjach i komitetach, zawsze polegał nazdolnościach Michenera w tym zakresie, gdyż do mocnych stron Klemensa XV punktualnośćnie należała.Podobnie jak w Watykanie, Michener zajmował sypialnię na tym samym piętrze coKlemens, w głębi korytarza, a ich pokoje łączyła bezpośrednia linia telefoniczna.Za dwiegodziny mieli odlecieć helikopterem z powrotem do Watykanu.Papież miał więc czas naporanną modlitwę, śniadanie oraz szybkie przejrzenie spraw wymagających natychmiastowejuwagi, skoro właśnie uciął sobie dwa dni wolne od pracy.Wczorajszego wieczoraprzefaksowano kilka memorandów, a Michener przygotował je do przedyskutowania pośniadaniu.Wiedział, że harmonogram na resztę dnia jest napięty, gdyż na popołudnie iwieczór zaplanowano szereg papieskich audiencji.Nawet kardynał Valendrea prosił o całągodzinę przed południem na omówienie spraw zagranicznych.Wciąż martwił się mszą żałobną.Klemens szlochał przez pół godziny, zanim wreszcieopuścił kaplicę.Nie rozmawiali ze sobą.Cokolwiek trapiło starego przyjaciela, nie miało byćprzedmiotem rozmowy Być może kiedyś nadejdzie taka chwila.Miał tylko nadzieję, żepowrót do Watykanu i intensywna praca oderwą myśli Klemensa od bolesnego problemu.Widok tak nagłego wybuchu emocji budził w Michenerze niepokójWziął prysznic bez pośpiechu, potem włożył świeżą czarną sutannę i opuścił swójpokój.Ruszył korytarzem w kierunku papieskich apartamentów.Pod drzwiami stał szambelanwraz z jedną z sióstr przydzielonych do domowego gospodarstwa papieża.Michener zerknąłna zegarek.Była szósta trzydzieści rano.- Jeszcze nie wstał?Szambelan pokręcił głową.- Nie słychać żadnego ruchu.Wiedział, że papieska służba czeka każdego ranka, póki nie usłyszy zamieszaniaczynionego przez Klemensa, który zwykle budził się między szóstą a szóstą trzydzieści.Tużpo tym rozlegało się ciche stukanie do drzwi i zaczynała się poranna rutyna, w tym prysznic,golenie oraz ubieranie.Klemens nie życzył sobie, by ktokolwiek asystował mu przy natrysku.Robił to w samotności, a w tym czasie szambelan ścielił łóżko i szykował papieskie szaty.Dozadań zakonnicy należały porządki w pokoju i przyniesienie śniadania.- Być może po prostu zaspał - zasugerował Michener.- Nawet papież raz na jakiś czasma prawo poleniuchować.Dwoje słuchających uśmiechnęło się.- Pójdę do swego pokoju.Zawołajcie mnie, kiedy go usłyszycie.Upłynęło trzydzieści minut, kiedy dobiegło go pukanie do drzwi.Na zewnątrz stałszambelan.- Wciąż nie dobiega żaden odgłos, monsignore - powiedział.Na jego twarzy malowałasię głęboka troska.Michener wiedział, że nikt poza nim nie ośmieli się wejść do papieskiej sypialni bezosobistego zezwolenia Klemensa.Pomieszczenie to uznawano za miejsce, w którym papieżma zapewnioną całkowitą prywatność.Ale dochodziła już siódma trzydzieści, on zaświedział, czego oczekuje od niego szambelan.- W porządku - odparł.- Wejdę tam i zobaczę, co się dzieje.Ruszył za szambelanem do miejsca, w którym na straży stała zakonnica.Gestem dałaznać, że ze środka wciąż nie dobiega żaden odgłos.Zastukał lekko w drzwi i odczekał.Nic.Zapukał ponownie, tym razem głośniej.Wciąż nic.Chwycił gałkę i przekręcił.Ustąpiła.Pchnął drzwi do wewnątrz, wszedł do środka i zamknął drzwi za sobą.W jednym końcu komnaty sypialnej znajdowały się strzeliste przeszklone drzwiwychodzące na balkon z widokiem na ogrody.Meble były antyczne.O wystrój apartamentóww Stolicy Apostolskiej dbał każdy papież, dostosowując styl do własnych gustów, ale pokojew Castel Gandolfo nie zmieniały się i przesiąknięte były atmosferą Starego Zwiata orazczasów, kiedy papieże byli rycerzami i królami.Zwiatło nie było zapalone, ale poranne słońce wlewało się przez zaciągnięte kotary,spowijając pomieszczenie stonowaną poświatą.Klemens leżał na boku, przykryty prześcieradłami.Michener podszedł bliżej.- Ojcze Zwięty - powiedział cicho.Klemens nie odpowiedział.- Jakobie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]