[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.KSIGA TRZECIA 339- Daj mi ten adres i telefon, a potem wpisz mi swojenotatki do komputera, dobrze? No i zajrzyj do Morse'a.Zo�bacz, czy wreszcie na coś trafił.Aha, Virgil, i zamknij zasobą drzwi.Praktykant przytaknął i wyszedł, Renzo zaś podniósł słu�chawkę i zadzwonił do dziadka.Mówił długo i z ożywie�niem, a kiedy skończył, Papa Nick odchrząknął sceptycznie.- Renzo, rusz głowa.Ten chłopak Rollinsów przejechałsię przez narkotyki.Powiem ci coś.To nikt z naszego in�teresu.Chryste Królu, kto słyszał, żeby nasi walili z takiejspluwy? Krótka broń, szóstka, najwyżej siódemka.Nowechłopaki, może być, mają inną szkołę, ale tu są stare po�rządki.W dawnych czasach ludzie mieli zasady.A ty ciąglesiedzisz jedną nogą w Waszyngtonie.Za daleko patrzysz,synek.Bliżej trzeba.bliżej domu.Po tych tajemniczych słowach Papa Nick odłożył słu�chawkę.Znów, jak kiedyś w czarnej limuzynie, Renzo miałuczucie, że stary człowiek chce mu coś przekazać.Niestety,Renzo nie miał nawet cienia pomysłu, co to by miało być.Zastanawiał się nad tym równie długo, co bezskutecznie.Wreszcie z zamyślenia wyrwała go Sara, która zapukaław przeszklone drzwi, a potem weszła do jego gabinetu i za�pytała:- Wspólny obiad nadal aktualny?- Hmm.nie wiem.- Ciemne oczy Renzo prześlizg�nęły się po włosach splecionych we francuski warkocz, pro�stej letniej sukience i bosych stopach, odzianych w sandały.Wyglądała w tym stroju tak dziewczęco, jak w dniu, w któ�rym kochali się po raz pierwszy.- Może raczej zasunę ża�luzje w biurze i zrobimy coś ciekawszego od jedzenia - za-340 SEN O DRODZE Rebecca Brandewyneproponował, wstając i przyciskając ją do drzwi w niedwu�znaczny sposób.- Renzo! Zobaczą nas!- I co z tego? Jak im się nie spodoba, zostaną wylani.Tak, tak, zmieniłem zamiar.Chodzmy na górę, zrobię ka�napki z salami.- Dziś obiadek na miejscu, szefie? - uśmiechnął sięMorse, gdy szli przez hol ku schodom prowadzącym nagórę - do apartamentu, w którym mieszkał sam, zanim nieprzeprowadził się do Sary i Alexa.- Też bym został na obiad w domu, gdybym miał takietowarzystwo - dodał Virgil.Sara speszyła się, a Renzo objął ją mocniej.Wiedział,że wszyscy pracownicy polubili ją za jej uprzejmość i bez�pośredniość, i cieszył się z tego.- Oni są straszni! - syknęła, kiedy weszli do mieszkania.- Przesadzasz.Nie mieli nic nieprzyzwoitego na myśli,chcieli po prostu wyrazić swoją sympatię - zapewnił.- Zre�sztą myślę, że nieraz jadałaś z Bubbą w jego biurze.- Nie miał tam łóżka!- Zawsze twierdziłem, że jest tępy.- Renzo wziął jąw ramiona i pchnął na posłanie.- W przeciwieństwie domnie - dodał i po chwili już całował ją, pieścił i rozbierał.Nie zapomniał oczywiście o rozpleceniu warkocza, by cie�szyć się burzą długich włosów.Kiedy zaś oboje byli jużnadzy, Sara pociągnęła go ku sobie pożądliwie.Gdy nasycyli się sobą i zaspokoili głód miłości, ubralisię i z apetytem zjedli kanapki.- Chcesz się ze mną przejechać? - zagadnął.KSIGA TRZECIA341- A nie robiłam tego przed chwilą? - zachichotała.- Lepiej nie żartuj, bo zaraz znów zacznę.- Błysnąłku niej znaczącym spojrzeniem.- Miałem na myśli jazdęsamochodem, kochanie.Chcę odwiedzić babkę Lamara Rol-linsa, a podejrzewam, że tobie łatwiej będzie nawiązać z niąkontakt.- Po co w ogóle chcesz z nią rozmawiać? - Zwiatełkoszczęścia w oczach Sary zgasło momentalnie.- Renzo, poco? Nie rozumiem, dlaczego mieszasz się w to wszystko.Przecież wiesz, że Hoag nadal uważa, że to ty jesteś winnienśmierci tego chłopaka.- Robię to, ponieważ Lamar mi zaufał.A wierz mi, Saro,niewielu ludzi tak naprawdę ufało mi w życiu.Nie zapominajteż, że jestem dziennikarzem i obowiązuje mnie etyka zawo�dowa.On na mnie liczył, wiedział, że zrobię to, co trzeba,jeśli zostanie zabity.I jeszcze jedno: gdyby nie dziwne zrzą�dzenia losu, gdyby matka nie przywiozła mnie tu przed laty,skończyłbym zapewne tak samo jak ten nieszczęsny Lamar.Przecież wiesz o tym, cara.Dlatego uważam, że takim właśnieLamarom Rollinsom jestem coś winien - bo mnie się udało,a oni zostali na dnie.A jeśli chodzi o Hoaga, to znasz go prze�cież, więc możesz się domyślać, że wcale nie szuka prawdzi�wego mordercy.On szuka haka na mnie.Marzy o tym, żebymnie wpuścić w morderstwo Lamara, a najchętniej jeszczeSonny'ego.Rozumiesz, Saro? Prawdziwy morderca musi byćgdzieś tu, w mieście, być może nawet śmieje się z nas w tejchwil.Bezwzględny morderca, który w każdej chwili możeuderzyć jeszcze raz!Ta myśl nie przyszła dotąd Sarze do głowy.Teraz, gdyusłyszała słowa Renzo, przeszył ją lodowaty dreszcz.skan i przerobienie anula43342 SEN O DRODZE Rebecca Brandewyne- Dobrze - powiedziała cicho.- Pojadę z tobą.Lamar Rollins mieszkał w tej części miasta, którą po�gardliwie nazywano Niggerville, czyli Czarnuchowo
[ Pobierz całość w formacie PDF ]