[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podczas gdy on popijał drinka na brzegu basenu, relaksując się po zakończeniu zdjęć do Miłości blondynki,swojego pierwszego filmu, Louise siedziała w cieniu wiekowego dębu i pracowicie kończyła wypisywać zaproszenia naprojekcję filmu podczas Festiwalu Filmowegow Wenecji.— Pamiętasz, jak ma na imię technik sceniczny?— A rnaldo.— Zaprosimy go, mimo że za nim nie przepadamy?— Musimy, skarbie, on też stworzył ten film.Nie rozumiem, dlaczego ty się tym zajmujesz.Jest przecież biuroprasowe.To nie twoje zadanie.— Lubię zapraszać ludzi osobiście.A biuro prasowezajmie się tym tak czy inaczej.Lorenzo spojrzał na swoją stopę, którą moczył w basenie już dobre pół godziny.Zaczęła pokrywać się coraz większąilością drobnych zmarszczek.Do tej pory jeszcze nie mógł w to uwierzyć, a jednakto wszystko naprawdę się wydarzyło, naprawdę mu się udało.Kiedy powiedział o tym przez telefon swojej matce,na jakieś dwadzieścia sekund zupełnie odjęło jej mowę.Ojciecprzyjechał do Mediolanu, żeby go odwiedzić, i przez całe popołudnie jeździli po mieście jego nowiutkim Lamborghinicoupé.— Jak wygrasz, będzie twój — powiedział, zanim odpalił samochód, a potem ruszył z piskiem opon.Lorenzo doskonale wiedział, że prawdopodobieństwo wygrania nagrody było znikome, jeśli nie równe zeru.Bardzo chciał reżyserować.Wierzył, że uda mu się stworzyć coś naprawdę wartościowego.Przyjął propozycję ojcaLouise na realizację komercyjnej komedii, pokornie chowając do szuflady historię niemożliwej miłości palestyńskiegochłopca i izraelskiej żołnierki, żyjącychna Zachodnim Brzegu.Owszem, był zadowolony, że umożliwiono mu pracę nad jakimkolwiek filmem, o Festiwalu Filmowymw Wenecjinawet nie marzył; dobrze wiedział, że jestto możliwe dzięki znajomościom przyszłego teścia.I protekcji Louise.Lorenzo spoglądał co chwilę na dziewczynę: seraficzna postać z włosami spiętymi w elegancki kok, ubranawjedwabną sukienkę, którą nosiła z taką naturalnością,jakby to był dres, z nogami założonymi jedna na drugą,wokularach przeciwsłonecznych podkreślających smukłość twarzy, upodabniających ją nieco do A udrey Hepburn.To oczywiste, że tylko dzięki niej osiągnął sukces.Prawdę mówiąc, dzięki niej osiągnął wszystko, co miał.Także mieszkanie w centrum rozmieszczone na dwóch ostatnich piętrach kamienicy z tarasem wielkości stutrzydziestu metrów kwadratowych.Louise uwielbiała organizować tam przyjęcia.Pojawiali się na nich znani aktorzy,producenci, wpływowi ludzie, którym był przedstawiany jako „nowe odkrycie filmu”.Zawdzięczał jej też motocykl – piękny, czarny Ducati Monster, który Lou podarowała mu na urodziny.Marzyłotakim od czasów, kiedy jeździł po drogach Romaniina starym skuterze dziadka.Przede wszystkim jednak zawdzięczał jej swoją karierę.I wcale nie był to dla niego powód do dumy.Może właśnie dlatego nie zaprosił na festiwal nikogoze swoich najbliższych znajomych, nawet Vanessy, z którąwostatnich latach miał całkiem dobry kontakt.Ona również porzuciła fotografię i zajęła się projektowaniem miejskich tarasów, uprawnych ogródkówna balkonachw środku metropolii, w których zakochałosię w tym czasie wielu mediolańczyków poszukujących swojego kawałkazieleni w chaosie betonowych szarości.— Kochanie, na pewno nie chcesz nikogo zaprosić?Lorenzo zastanowił się chwilę.Nie mógł zaprosić rodziców, bo nie wytrzymaliby ani minuty razem w jednej sali, nie mógł też zaprosić jednegoznich, bo wtedy to drugie śmiertelnie by się obraziło.Prawdziwych przyjaciół właściwie nie miał.Przebierał szybkow pamięci.Nagle przypomniał sobie rude włosy A gnese, kiedy była małą dziewczynką, jej szczery, szeroki uśmiech,i zielone oczy, które od razu się zachmurzały, gdy ktoś ją zranił.Nie widział jej od lat i w ostatnim czasie w ogóle rzadko mieli ze sobą kontakt.Związek z Lou i film zupełniepochłonęły cały jego czas.A le być może to była dobra okazja do odnowienia znajomości?Przecież to był jego pierwszy film, wielkie wydarzenie, wielki sukces, którym powinien się podzielić z kimśbliskim.Lou zdjęła okulary, aby lepiej przyjrzeć się swojemu narzeczonemu, całkowicie pogrążonemu w myślach.Lorenzozawahał się przez chwilę, po czym odpowiedział stanowczym tonem:— Właściwie to jest jedna osoba.• • •Kiedy tak pędził przez pełen niekończących się serpentyn tunel na drodze prowadzącej z Florencji do Roncobilaccio,przez jakiś ułamek sekundy ogarnął go strach.Gdy wyjechał z tunelu, powitały go miotane wiatrem krople deszczu,które nawet przez rękawiczki kłuły skórę dłoni niczym szpilki.Zatrzymał się na stacji benzynowej, aby napić się kawyi przemyśleć dobrze to, co zamierzał zrobić.Wysłanie pocztą normalnego zaproszenia po tak długim czasie byłoby mało eleganckie.Nie widział się z A gnese przynajmniej pięć lat.W ostatnim roku prawie się do niej nie odzywał.Zdecydował, że pojedzie do Rzymu na ukochanym motocyklu.Mimo sprzeciwu Louise.Za to ojciec Lou byłprzychylny temu szalonemu pomysłowi.Lorenzo nie był jednak pewien, czy powodem tego był podziw dlaodważnego czynu, czy raczej podświadome życzenie, aby rozbił się na którymś z zakrętów autostrady.Siedem godzin później dojechał do celu.Zaparkował na placu, który z biegiem lat przeobraził się w deptak, i zanurzył się w atmosferę świata, o którym jużdawno zapomniał.A tmosferę osiedlowego rynku, takiego jakich tutaj wiele, pełnego rozentuzjazmowanych ludzi tłoczących się przedstoiskiem z rybami, przy którym dość tęgi sprzedawca, z pokaźnym brzuchem i głodnymi oczami,wykrzykiwał: — Świeże ryby, ludzie, ryyyby! — bez ustanku, jakby była to buddyjska mantra.Lorenzo wziął głęboki oddech.Natychmiast poczuł znajomy zapach zgnilizny, który unosił się nad spalonym przezbezlistosne słońce asfaltem.Dopiero teraz zaczął się na poważnie zastanawiać, dlaczego tyle lat nie wracałdo Rzymu.Zdecydowanym krokiem skierował się w wąską uliczkę za zieloną furtką prowadzącą do mieszkania A gnese.Dobrzepamiętał malutki ogródek z rosnącymi gdzieniegdzie roślinami i legowiskiem Emmy, w głębi, dalekood drzwi.Terazjednak rośliny wydawały się zupełnie zaniedbane, a po psie nie było ani śladu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]