[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W twoim wieku Kmicicajuż nie zagrasz, nawet gdyby komuś zachciało się zrobić remake.- A w telewizji? Jak włączę telewizor, to co chwila leci jakaś telenowela.Może być na-wet w Polsacie.- O, to teraz największa fucha.Stała robota, pewny grosz, a do tego kelnerki szczerzą dociebie zęby.A właśnie, a propos.- Stawiński rozejrzał się za kelnerem i przywołał go ręką.-Zamawiałem dwa piwa!- Przepraszam - w głosie kelnera nie słychać było skruchy - ale nie ma czystych kufli.- No to wez pan je i umyj, albo nie, lepiej zapamiętaj, który był czyj, będzie szybciej.Stawiński wcisnął zaskoczonemu kelnerowi swój kufel do ręki, a potem do drugiej rękipodał mu kufel Jacka.- Mój - lewa, kolegi - prawa.Lewa - prawa - powtórzył, widząc, że zapamiętanie tejprostej zasady przychodzi kelnerowi z trudem - jasne?Kelner zupełnie bez przekonania kiwnął głową i odwrócił się.Na jego szczęście z za-plecza zaczęły wydobywać się kłęby pary.- O, właśnie otworzyli zmywarkę - krzyknął uradowany i pobiegł w tamtym kierunku.- No właśnie - Stawiński westchnął - i w filmie jest tak samo.- Dalej bierzesz piętnaście procent? - Jacek nie zapominał, że przyszedł tu w interesach.- W trudnych przypadkach dwadzieścia - Stawiński kontrolnie zapuścił sondę, widzącjednak grymas na twarzy Jacka, szybko się wycofał - ale oczywiście, dla ciebie, po znajomo-ści możemy się umówić na stare stawki.Z tym że nic nie obiecuję, w twojej sytuacji.samrozumiesz.- Wiem.Będę się starać o uniewinnienie.Chcę nowego procesu.- Bardzo dobrze, trochę rozgłosu nie zaszkodzi.Nieważne co mówią, byle mówili.Po-szukam, może chociaż jakiś teleturniej.Zadowolony z siebie kelner przyniósł wreszcie piwo i postawił na stoliku.Stawińskiwziął kufel do ręki.- Mogłem się założyć, że kufel będzie gorący - powiedział zdegustowany.- Ale piwo jest zimne - zauważył kelner.- Panie, już lepiej zejdz mi pan z oczu.- Pięćdziesiąt złotych - kelner nie zamierzał wdawać się w głębszą dyskusję.- Co? Za cztery piwa? - Jacek nie krył oburzenia.- No sam widzisz.- Stawiński znowu westchnął.- Takie czasy.ROZDZIAA 12Samochód Karola, jeśli pominąć charakterystyczną, znaną na całym świecie i modnąnieprzerwanie od kilkudziesięciu lat linię karoserii, zupełnie nie wyglądał na swoje lata.Byłto volkswagen garbus pomalowany na jaskrawoczerwony kolor, perfekcyjnie odnowiony iutrzymany w doskonałym stanie - nigdzie nie widać było śladów rdzy ani zarysowań.Jegownętrze również było jak spod igły wyjęte, a cały mechanizm pod maską lśnił tak, jakby co-dziennie ktoś odkurzał go miotełką.Tym kimś był oczywiście Karol, który po godzinach, oczym mało kto wiedział, przemieniał się z prokuratora w samochodowego mechanika.Jako kierowca Karol sprawdzał się również niezle, o wiele lepiej, niżby się tego możnabyło po nim spodziewać.Tym razem jednak obecność przełożonego na sąsiednim siedzeniuwyraznie przeszkadzała mu w koncentracji.Służbowa limuzyna, która miała zawiezć Woliń-skiego na pilne spotkanie, nagle, z przyczyn jej tylko wiadomych, odmówiła posłuszeństwa.Karol jechał akurat w to samo miejsce, nie wypadało więc zostawić ministra.- Coś ostatnio marnie pan wygląda, schudł pan czy mi się wydaje? - Woliński lubił żar-tować, a Karol do roli ofiary nadawał się znakomicie.- Tak? Nie wiem, może.- Zakochał się pan - Woliński drążył temat - czy na coś pan umiera?- He, he.- Karol roześmiał się kurtuazyjnie, choć poczucie humoru ministra nie wydałomu się zbyt wyrafinowane.- Myślałem, że pan powie, że to z przepracowania.No dobrze.Wie pan, szykują sięduże zmiany w prokuraturze.Personalne zmiany.Ostatnio dużo o panu myślałem.- W jakim kontekście? - Karol ostrożnie okazał zainteresowanie.- Niech się pan nie obawia, potrafię docenić lojalność.Zanim jednak Karol zdążył zapytać o szczegóły, zadzwoniła jego komórka.Odebrał, jakna zdyscyplinowanego obywatela przystało, włączając urządzenie głośno-mówiące.- Cześć, Karol, tu Małgorzata.Możesz mówić?- Właściwie jadę samochodem i.- Karol rzucił nerwowe spojrzenie w kierunku mini-stra.- Dobrze będę się streszczać.Posłuchaj.Przepraszam, że cię tak wtedy zostawiłam,nerwy.Bardzo jesteś zajęty? Może wpadłbyś dziś wieczorem na kolację?- No.właściwie.- Karol zaczerwienił się, pamiętając wcześniejsze docinki Woliń-skiego.- To świetnie.Wiesz, mam jeszcze prośbę.Ja teraz nie mam przepustki, więc.czymógłbyś odszukać akta pewnej sprawy sprzed lat, na pewno pamiętasz, taki znany aktor, Ja-recki, skazany za zamordowanie kochanki, teraz ułaskawiony.Woliński niedawno podpisałwniosek.- Ale.- Karol myślał tylko o tym, w jaki sposób przerwać tę rozmowę.- Na pewno sobie poradzisz.Słyszałam, że pani Basia z archiwum bardzo cię lubi.- Ale.- Karol zerkał co chwila na ministra.- To co, wyrobisz się do ósmej?- Nic nie obiecuję - wyrzucił w końcu z siebie zbolały.- Nie musisz się spieszyć.Będę czekać.Cześć.Sytuacja wyglądała beznadziejnie.Karol pomyślał z wyrzutem, że Pan Bóg, spełniającjego prośby w takiej chwili, musiał niezle się bawić.Popatrzył na Wolińskiego, wciąż mającnadzieję, że uda mu się wymyślić dobre usprawiedliwienie, ale nie był w stanie wykrztusićnawet słowa.Trzymał sztywno kierownicę, oczekując z rezygnacją nadciągającej burzy.Nictakiego jednak nie nastąpiło.- A więc o to chodziło - mruknął do siebie minister.To dlatego Józef tak nalegał, abywypuszczenie Jareckiego na wolność i zwolnienie Małgorzaty odbyło się w tym samym cza-sie - pomyślał zadowolony.Józef zawsze miał swoje tajemnice.Woliński mógł albo mu zau-fać, albo czekać z podjęciem decyzji, aż kolega odsłoni karty.Tym razem zaryzykował i zau-fał, wygląda na to, że słusznie.Sprytne, bardzo sprytne - jeszcze raz pochwalił w myślachJózefa i wrócił do rzeczywistości.W samą porę.- Hamuj pan! - zdążył krzyknąć w ostatniej chwili.Samochodem szarpnęło tak mocno, że Karolowi spadły okulary.Schylił się, po omackuodszukał je na podłodze i dopiero gdy znów je miał na nosie, zobaczył, co się stało.Odkrył zezgrozą, że zatrzymał się na przejściu dla pieszych, a tuż przed maską jego samochodu stojąnieruchomo dwie kobiety z dziecięcymi wózkami
[ Pobierz całość w formacie PDF ]