[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na koniu będąc, w moich rękach, nóż mi mój własny wychwyciła i zadała ranęgłęboką.- Drogoście kupili dziewczynę.- Anim jej dostał - odparł śmiejąc się Doman - wymknęła mi się i uciekła dochramu na Lednicę, a jam się długo lizać musiał.Piastun rzekł:- Znajdziecie drugą.- Jużem ci i znalazł - dodał Doman - a co mi po tym, kiedy zawsze pierwszejżal.Wtem się głos dał słyszeć z boku piskliwy:- I gdyby nie ta stara wiedzma, Jaruha, już by was na świecie nie było.halha!.Obejrzeli się i ujrzeli staruchę, która do nóg się im kłaniając głową i rękami,uśmiechała się.- A ty na wiec czy z wiecu? - rzekł szydersko Dobek - może byś się nańprzydała?- Dopiero na wiec - ciągnęła dalej stara niezmieszana - czemu nie? Słyszałam ja,że tam ładu nie ma.Kto wie? Przyszedłby może ze mną, bo ja różne rzeczy wworku noszę i wiele wiem.Powiedziałabym gromadzie baśń.- Jaką? - zapytali ciekawi.- E! to stara babska klechda.- szepnęła Jaruha.- Raz, mówią, trafiło się tak, żew mrowisku nie stało króla.Mrówczy pan z dębu spadłszy zabił się, apotomstwa po sobie nie zostawił.Tymczasem łakome ptastwo nadciągało, abyzłupić mrowisko.Zebrała się starszyzna i radzi.Jedni chcą komara wybierać,drudzy muchę, inni pająka, byle nie mrówkę, bo one wszystkie czarne, awszystkie sobie równe.Tak dobra jedna, jak i druga.Wybierali, wybierali iwybrać nie mogli, a ptastwo jaja dzióbało tymczasem i wyjadało do szczętu.188wszystkich równo.Aby ono to i tu tak nie było, miłościwi panowie.Ale starejbabie co do tego?.Rozśmieli się słuchający, a Jaruha pokłoniwszy się poszła do Rzepicy piwa sięnapić.Więc przybyli mocno nalegali na Piastuna, aby z nimi nazajutrz na wiec jechał.-A po co mnożyć głowy, kiedy i tak nie ma zgody?.- odparł stary.- Radzciebeze mnie, jam się nie zdał.Nazajutrz dzień toż samo było.Zjechali się starsi radzić, a poczęli wadzić izeszło na sporach, co było dnia.Widać było około stołba wijące się ludzigromady, to przypadające do siebie, to odskakujące i rozchodzące się daleko, tonabiegające na siebie znowu.Ręce się podnosiły do góry.i głosy, rzucanoczapki, potem wszyscy szli precz i za chwilę się do kupy cisnęli.Zgody nie było.Leszkowie z jednej, Myszki z drugiej strony przewodzili.Wieczorem póznym Myszko Krwawa Szyja podjechał pod chatę Piastuna jaknoc chmurny.- Pozdrawiam was, ojcze.- Z wiecu wracacie?- Tak ci jest, z wiecu jadę.- westchnął Myszko.- Cóż niesiecie?- Wiadro próżne - rzekł z goryczą Krwawa Szyja - nie ma wody, nie ma zgody.Mało się już za włosy nie pobierzemy.Każdy by kneziem chciał być, a słuchaćby się nikomu nie chciało.- A wy? - zapytał stary.- No., ja też.a ja prawo po sobie mam - rzekł Myszko - któż Chwostaprzemierzłego zdusił, jeśli nie ja i moi? Kto szyi i zdrowia nastawiał? Juścim takdobry jak i Leszki, jak Jaksy albo Kanie?.- Pewnie - rzekł cicho Piastun - ale cóż będzie? Mówią, że Leszek i Pepełekciągną?- Nie ma co już i mówić o wyborze - dodał Myszko głosem stłumionym - ktoludzi zbierze więcej, sam się kneziem ogłosi i będzie na grodzie panował.- A po cóż tamtego zrzucać było? - odezwał się stary - wszak i on takim prawemsiedział.- Cóż, jeśli do zgody nie przyjdzie - przerwał Myszko - czy lepiej, aby nas jedliNiemcy, czy aby swój za łeb wziął?Gospodarz umilkł trochę, w ziemię patrzał.- Czyńcie, jako wiecie, ale wiec szanujcie - rzekł po chwili.- Co się stałoPepełkowi i Leszkom, może i drugich spotkać.- Ja nad sobą innym nie dam przewodzić - krzyknął rękę do góry podnoszącMyszko.I z tym, jakby zagniewany, odjechał.Nazajutrz dzień na grodzisku nie było nikogo.Stado wróbli po nim latało,zbierając prószyny po koniach i po ludziach, świergocąc jak wczoraj ludzie,kłócąc się i czubiąc o ziarna jak wczora tamci o panowanie nad sobą.189Piastun siedział na przedsieniu, dziwiąc się w duszy swej, że ludzie tak bardzopragnąć mogli tego, co było strasznym brzemieniem, i cieszył się też, iż ubogibył, a nie potrzebował do sporów należeć i stać mógł na uboczu.Wiec, powiadano, rozszedł się z niczym lub gorzej jeszcze, bo ci, co nańprzybyli druhami, popowracali wrogami, w sercu z żalem i nienawiścią.Myszkowie zwłaszcza nieprzyjaciół napytali i współzawodników, a Leszki pocichu cieszyli się z wszystkiego, bo niejeden już głowę ku nim obracał, mówiąc:- Lepiej niech stary ród nam panuje, byle zakonu strzegł.Pusto było na grodzisku dni kilka, ale wrzało i gotowało się po zagrodach.Nadchodził dzień świąteczny żniwa.Zdało się tym, co przewodzili, że zadrugim razem wiec nie darmo się zbierze i wybór stanąć musi.Poczęto więcznowu obwoływać się na zbór a sejm nowy nad Gopło.Pojechali Myszkowie poswoich, Leszki też i inne rody, zbierając druhów dla narady i poparcia.Wielu już zrażonych iść nie chciało.Byli i tacy, co się cieszyli, że knezia niemieli, bo danin, osypów i służby do grodu nie było, a gdy o najazdach mówiono,głowami potrząsali utrzymując, iż Niemce doma i nad Aabą mieli roboty dosyć,a nad Wartę się tak rychło wybrać nie mogą.Tymczasem, że dzień nowy naznaczony był świąteczny, a niektórzy myśleli, iżchlebem sobie ludzi zjednają, kazali na wozy nabrać mięsiwa, kołaczów, piwa imiodu i wiezli je z sobą dla częstowania.Tak uczynili Myszkowie, a gdy się otym dowiedział Bumir i jego drużyna, nie chcieli się też dać wyprzedzić,naładowali, co w domu mieli, na wozy i konie i słali na gród.Zbór nie był tak gromadnym jak pierwszym razem, ale wyglądał uroczyściej.Ludzie też baczniejsi, bo doświadczeńsi, więcej się przysłuchiwali niż mówili iserca sobie jednać usiłowali.Już koło zasiąść miało, gdy z dzidą w ręku nadciągnął Wizun stary, któryprzybywać się zdawał znużony z drogi dalekiej.Starzec poważanie miał u ludzi nie tylko dla doświadczenia i rozumu, bo wciągu życia dalekie zwiedzał kraje i znał prawie wszystkie, gdzie sięgało słowo , ich obyczaje, ład, zakony, prawa wszystkich gromad i plemionsiedzących poza Wisłą i Dnieprem, i po Tatry, i nad Dunajem, nad Aabą i Odrą,i nad Morzem Białym - ale wróżbitem też był wielkim i proroczo widział awiedział, co się dziać miało.Chadzano doń nieraz po radę, acz jej szczodry niebył.Wszyscy mu więc okazali radość wielką, iż na wiec przychodził, aspodziewali się, iż przemówiwszy do zgody nakłoni.Więc gdy się z dala ukazał, i Myszkowie, i Leszki witać go szli, a nim domówienia o sprawie przystąpili, wystawiono niecki z mięsiwem i chlebami inapój, prosząc wszystkich na strawę.Posiadano na ziemi około wozów.Wizunowi poczestne miejsce zrobiono iczęstować się poczęli z dobrą myślą.Dzień też był dziwnie pogodny i piękny;napoju wszelkiego stało siła, a gdy się raz ugaszczać zaczęto, ani siępostrzeżono, jak dobra część dnia na ucztowaniu zeszła.Wizun milczał.Myszkom się zdało, że go mieli za sobą, a Leszkowie prawie byli pewni, iż190przeciwko nim nie stanie.Więc nim do koła szli, prosili go, aby im radę dał, coczynić mieli dla rychlejszego sprawy końca.Stary obejrzał się dokoła i namyśliwszy począł:- Po tom ci ja tu się przywlókł, ażebym wam prawdę przyniósł, nie z siebie, alez tego zródła, skąd ona płynie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]