[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie każda gazela, nie każdy pies i nie byle jaka krowa i byk, lecz tylko pojedyncze sztuki opatrywane były przez kapłanów boską pieczęcią.Na temat byka Apisa w czarno-białe łaty pisze Herodot:"A takie są cechy tego byczka, nazywanego Apisem: będąc zresztączarny, ma na czole czworokątną białą plamę, na grzbiecie wizerunekorła, na ogonie podwójne włosy, a pod językiem znak podobny doskarabeusza."Ten całkiem szczególny byk - i tylko on! - czczony był już w Egipcie prehistorycznym.Nieznani pierwotni mieszkańcy tego kraju widzieli w świętym byku przybysza z Kosmosu, dzieło boga Ptaha.Ten najwcześniejszy kult zaświadczają plakietki z ozdobionymi gwiazdami głowami byków, które znaleziono pod Abydos, czy też złote tarcze słoneczne, które umieszczano między rogami byków Apisów.Grecki historyk i filozof Plutarch (ur.ok.50 r.po Chr.) pisze, iż święty byk nie został powołany do życia w sposób naturalny, lecz przez promień Księżyca, który przyszedł z nieba.Tego rodzaju poglądy znajdują swoje potwierdzenie na jednej ze stel, które Auguste Mariette znalazł w Sarapeum.Na temat Apisa było tam napisane: "Nie masz ojca, zostałeś stworzony przez Niebo." Również Herodot cytuje taki przekaz:"Egipcjanie mówią, że promień z nieba spływa na krowę i z tego rodziona Apisa."Kiedyś tam w zamierzchłych czasach podejrzani bogowie igrali z bykami (i innymi zwierzętami) i działo się to w okresie, "którego nie jesteśmy w stanie określić historycznie" [15].Tak więc sygnał startowy dla kultu zwierząt umieszczać należy w sferze mitycznej, okrytej mgłą sprzecznych ze sobą działań bogów, których nie potrafił zrozumieć żaden człowiek.Bogowie ci, mający pozaziemskie pochodzenie, dokonywali rzeczy niemożliwych, dla zwykłych ludzi niepojętych.Budzili zwierzęta do życia - a któż coś takiego potrafi? - żyli w powłokach zwierząt, działali posługując się zwierzętami.Zwierzęta przynosiły bogom informacje o ludziach, zwierzęta wspomagały bogów w walkach, jakie prowadzili ze sobą i z ludźmi.Boski był też sposób tworzenia nowych zwierząt, krzyżowanie ze sobą gatunków, jakiego w naturze nie było.Boskiego pochodzenia są wszystkie istoty mieszane, potwory i różnorakie sfinksy.Było tego trochę za dużo jak na ograniczony umysł ludzi, którzy ledwie co wyszli z epoki kamiennej.Także ludzka fantazja, żeby była nawet nie wiedzieć jak bogata i rozbuchana potrzebuje impulsów.Nic nie bierze się z niczego, nawet rzeczy fantastyczne.Zwierzęta na deskach projektantówW swojej ostatniej książce [16] dałem wyraz pewnemu podejrzeniu, które od tego czasu jeszcze się tylko wzmocniło i które, jak można udowodnić, w zadziwiający sposób łączy się z kultem zwierząt u starożytnych ludów.Omawiałern rozwój i przyszłe naożliwości technologii genowej, uświadamiałem Czytelnikom, iż w niedaiektej przyszłości technicy genetyczni będą zdolni stworzyć nowe rodzaje istot i krzyżować ze sobą już istniejące.Oto cytat:"Rozwój zawsze następuje skokowo, dowodząc nierzadko, że praktyka może wyprzedzać najśmielsze spekulacje.W kwietniu 1987 roku amerykański urząd patentawy (US Patent and Trademark Office) oświadczył, że w przyszłości ochroną patentową będą także objęte 'wielokomórkowe organizmy żywe', o ile zostaną oparte na programie genetycznym, nie występującym w przyrodzie.Zalegalizowano więc w końcu osiągnięcie, które praktykowano już od dawna.Do marca 1987 roku zgłoszono w USA do patentu ponad 200 drobnoustrojów przeobrażonych genetycznie - jedne mogły na przykład neutralizować wycieki ropy naftowej, inne produkować insulinę.W kwietniu 1987 przedstawiono 15 wniosków patentowych na zwierzęta, które nie występują w przyrodzie.Na przykład naukowcom z Uniwersytetu Kalifornijskiego udało się uzyskać na drodze biotechniki mieszańca kozy i owcy - kozoowcę.Zwierzę to ma przód owcy, tył kozy.Przerażonych krytyków tej metody uspokojono oświadczeniem, że monstrum jest tylko prototypem serii - kalifornijscy projektanci zwierząt pracują nad ulepszeniem tego modelu.Kto więc będzie miał jeszeze czelność twierdzić, że nigdy nie było latających koni? Latające myszy (nietoperze) i latające ryby istnieją od tysiącleci.Można sobie tylko zadać pytanie, czy wyrodki te są produktami ewolucji, czy może pochodzą z laboratoriów istot pozaziemskich." [16]To było przed dwoma laty.Wskazówki zegara przesunęły słę do przodu.W roku 1976 w Kaliforni powstała firma GENENTECH.Zamierzano przebadać praktyczne zastosowanie lekarstw uzyskanych drogą manipulacji genetycznych i sprawdzić je pod kątem komercyjnym.W pierwszych latach istnienia firma wykazywała jedynie wydatki na inwestycje i płace dla pracowników, nikt tak właściwie nie wierzył w powodzenie przedsięwzięcia.Tymczasem roczny obrót frmy osiągnął 250 mln dolarów, GENENTECH od dawna już jest na plusie, a na świecie powstało trzysta podobnych firm.Co produkują? W jaki to diabelski sposób zaatakował tym razem bezduszny kapitalizm? Już w roku 1979 udało się firmie GENENTECH sklonować ludzką insulinę, w rok później doszło do sklonowania interferonu-alfa.Krótko potem wytworzony został metodą manipulacji genetycznej preparat protropina, ludzki hornnon wzrostu, którym można usuwać zaburzenia rozwoju u dzieci.Na te i inne produkty wydaje się licencje, licencje z kolei przynoszą pieniądze.GENENTECH spodziewa się wkrótce uzyskać patent na preparat, który dokonuje cudów w gojeniu ran.Zupełne jak u mitologicznych bogów - hokus-pokus i rany zabliźniają się niemal z dnia na dzień.Dnia 13 czerwca 1988 gazeta "Die Welt" doniosła:"Jeden z najbardziej ambitnych projektów biologii molekularnej,mianowicie kompletne rozszyfrowanie ludzkiego materiału genetycz-nego, zaczyna przyjniować konkretne formy.Na trzy miliardydolarów ocgnia się łączne koszty realizacji projektu GENOM, któryod trzech lat stanowi temat zażartych dyskusji naukowców.[.]Z użyciem niesłychanej liczby personelu, aparatury i pieniędzynaukowcy zamierzają w ciągu kilku lat zanalizować aż po najmniejszeskładniki cały ludzki materiał genetyczny." [17]I na pewno im się uda.Człowiek z probówki już puka do drzwi.Projekt GENOM dotyczyć ma jednak nie tylko człowieka, ale także "innych organizmów".W końcu jesteśmy przecież wszyscy ze sobą spokrewnieni, czyż nie tak? Genetycy z uniwersytetu w Teksasie pracują już nawet nad procedurą pozwalającą natychmiast odróżnić zwierzęta "oryginalne" czy "prawdziwe" od powstałych w wyniku manipulacji genetycznej.Sprawa jest banalna.Wystarczy dołączyć do zmienionych genów jeden dodatkowy gen, który powoduje wydzielanie lucyferazy, to jest enzymu, któremu robaczek świętojański zawdzięcza świecenie.Enzym jest dziedziczony w następnym i wszystkich kolejnych pokoleniach, wszyscy potomkowie mają gen lucyferazy.Zwykłe pobranie próbki tkanki wystarczy do stwierdzenia, czy dane zwierzę pochodzi w którymś tam z kolei pokoleniu od genetycznie przerobionego przodka.Pod wpływem określonych chemikaliów próbka tkanki zaczyna po prostu świecić
[ Pobierz całość w formacie PDF ]