[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Byłam od niej silniejsza, młodsza i byliśmy sami na tym odludziu.Podniosłam się, odrzuciłam koc i wyszłam na zewnątrz.Złowieszczo trzasnął pio-run, a przy akompaniamencie ochrypłego ryku wody i nieprzerwanego stukotu deszczu.Z przestrachu i zimna wciągnęłam głęboko powietrze, a podmuch wiatru wbił w mojeciało lodowate igły wody.Przemokłam w ciągu sekundy.Lucas był gdzieś tam, z raną,która dopiero zaczęła się goić.Poczułam się osamotniona i przerażona.A jeśli odjechał?Może znał jakieś sekretne przejście i zdecydował się mnie porzucić? Gdzie się podzie-wa? Ruszyłam wolnym krokiem naprzód, a ostre krople deszczu wbijały się w mojątwarz i obnażone ciało.W jasnoszarym świetle trzymałam się ściany chaty, by nie zgubićdrogi.- Lucas! Lucasie, gdzie jesteś?Aomot nie ustawał, a ja zastanowiłam się, dlaczego tak się boję.- Lucas!Po omacku dotarłam do rogu chaty i niespodziewanie poczułam jak chwyta mnie wpasie.- Zlituj się, co ty wyprawiasz? - skarcił mnie ostro, ale pociągnął za sobą do nie-wielkiej przybudówki, gdzie przemoczony Diabolo przeżuwał swoją paszę.Zaszczękałam zębami z zimna.- Myślałam.cholernie długo cię nie było!- Od kiedy to przeklinasz?- Zawsze kiedy mam ochotę! Zaklnę kiedy zechcę! Niech cię diabli wezmą! Niechcię diabli!Pchnął mnie pod ścianę, przybliżył twarz i ściągnął czarne brwi.SR- Zaklnij jeszcze raz, a cię uderzę! Co w ciebie wstąpiło? W jednej chwili jesteśmiękka i uległa, a potem nagle przemieniasz się w wilczycę i pokazujesz pazury.- Nic na to nie poradzę! To przez ciebie! To ty klniesz bez przerwy.- To co innego.Jestem mężczyzną.- Och! Och, ze wszystkich.- Dlaczego się wreszcie nie zamkniesz?Był tak mokry jak ja.Woda skapywała mu z włosów na twarz.Nawet usta miałmokre i zimne.- Po co tu przyszłaś? - szepnął, dotykając prawie moich ust.- Bałam się, że nie wrócisz.Byłeś taki wściekły, kiedy mnie opuszczałeś!- Myślisz, że mógłbym odejść daleko? Nawet gdybym chciał? Szalona kobieto!Pocałunkiem ugasił mój gniewny protest i pozbawił mnie tchu.- Czy to cię przekonało?- Lucas.- Nie.Nic nie mów.Posłuchaj, próbowałem sklecić lepsze schronienie dla Diabolo.Chciałem to zrobić wcześniej, ale zawsze coś mi przeszkadzało.Widzisz, mam tu deski,młotek i gwozdzie.Wszystko przemokło, ale to nieważne.- I postanowiłeś to zrobić właśnie podczas burzy?- Zapamiętaj sobie lepiej, że robię to, co mi się podoba i kiedy mi się podoba!Zabrzmiało to prawie jak wyzwanie.- Zwietnie.A ty przyjmij do wiadomości fakt, że zamierzam być równie niezależ-na!- Przyjąłem to do wiadomości podczas naszej pierwszej rozmowy.Pamiętasz, jaksię rozgniewałaś? A potem wybiegłaś za mną jak wariatka, wykrzykując moje imię.Niewiedziałem, co o tobie myśleć.Nadal nie wiem.Popatrz na siebie! Naga biegasz podeszczu.- Nie podoba ci się?Pochylił się nade mną, opierając dłońmi o zabłoconą ścianę, nadal ubrany w tenidiotyczny żółty deszczowiec.Zaśmiałam się prosto w jego zachmurzoną twarz, otoczy-łam rękami wilgotne ciało i przytuliłam twarz do jego piersi.SR- Uwielbiam twoje ciało - mruknęłam.- Zwłaszcza kiedy nie jesteś ubrany.- Bezwstydna ladacznica! - szepnął gniewnie, ale bez przekonania.- Nie możesz ukryć faktu, że pragniesz mnie mimo wszystko! - Drażniłam się znim i mogę przysiąc, że zaczerwienił się zażenowany.Nie znał się na żartach, jego śmiech przepełniony był najczęściej cynizmem lub go-ryczą.Odkryłam to już wcześniej.Może nigdy nie czuł się młody i beztroski.- Niech mnie piekło pochłonie, jeśli nie jesteś najbardziej zuchwałą kobietą, jakąkiedykolwiek spotkałem! - oznajmił groznie, lecz gdy przesunęłam dłonią po jego brzu-chu i dotknęłam go, odetchnął głęboko, położył mi ręce na ramionach i odsunął od siebie.- Jeśli zamierzasz tu zostać, możesz pomóc mi przy robocie; jeśli nie, wracaj do chaty inie przeszkadzaj! - nakazał ochrypłym głosem.Posłuchałam go potulnie, kiedy zobaczyłam jak ściąga deszczowiec i odrzuca go nabok.- Ten cholerny płaszcz tylko mi przeszkadza, a i tak przemokłem całkowicie -mruknął, a widząc mój uśmiech, dorzucił.- I nie życzę sobie żadnych dowcipów!Był uparty, tak uparty jak ja.Dawniej uważałam go za ponurego, zamyślonego icałkowicie bezwzględnego człowieka - wyrzutka społeczeństwa i mordercę, którego na-leżało ścigać.Przypomniałam sobie moje obrzydzenie na wieść, że nie jest prawdziwymsynem Eleny, lecz jej kochankiem; powinnam była zachować w sobie gniew i odrazę, anie dawać się ponieść emocjom.Ale czy mogłam się tego spodziewać, skoro nigdywcześniej nie doświadczyłam takich doznań? Jednego byłam pewna - Lucas odkrył wemnie potrzeby, o których istnieniu nie miałam pojęcia.Przyglądałam się ukradkiem jak pracuje z gniewnym wyrazem twarzy, strząsającprzy każdym podmuchu wiatru kropelki deszczu z moich rzęs.Nie zdawałam sobiesprawy, jak wspaniałe może być ciało mężczyzny, dopóki nie poznałam jego ciała.Na-wet blizny po moich ostrych paznokciach i nożu Ramona czy przesiąknięty krwią bandażna brązowej skórze nie były w stanie zeszpecić idealnej symetrii ciała i mięśni.Nagleogarnęła mnie dzika i bezsensowna fala zazdrości.Jak można nie pragnąć takiego męż-czyzny? Ile kobiet pożądał i posiadł?Podniósł na mnie brązowozielone oczy i porozumieliśmy się bez słów.OdłożyłSRmłotek i pudło z gwozdziami, chwytając mnie za ramię.- To szaleństwo tkwić tutaj na deszczu, kiedy w chacie czeka na nas ognisko i cie-pły koc.Wróciliśmy do chatynki.Kapiąca z naszych ciał woda utworzyła na podłodze kałuże.Szczękałam zębami,nawet moja twarz pozbawiona była czucia.Ale kiedy sięgnęłam ręką po leżącą na podło-dze koszulę, aby wytrzeć nią włosy, pociągnął mnie ku sobie na koc przy ogniu.- Zamoczymy do cna ten koc! Lucas
[ Pobierz całość w formacie PDF ]