[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Omijał wykopane doły, sznury na bieliznę i przewróconeskrzynki po coca coli.Pozdrawiał starców siedzących pod sfatygowanymi markizami nawyleniałych fotelach.Odzywał się do kobiet i dzieci, a nawet powiedział: Cześć,Geronimo! do kota śpiącego wewnątrz zdartej opony. Aż trudno mi uwierzyć, że on jest niewidomy zauważył Franklin. Na swój sposób on widzi więcej od nas odparł Lloyd. Jest także o wieleinteligentniejszy.Tony Express nie odezwał się ani słowem, lecz podniósł do góry palec, by pokazaćLloydowi, że słyszał.Wreszcie dotarli do przyczepy, wielkiej, krzywo stojącej i pomalowanej na zielono, zprzerośniętymi skrzynkami okiennymi i rurą piecyka wystającą z okopconego dymem dachu.Tony Express otworzył im drzwi wejściowe i pozwolił zajrzeć do środka.Wewnątrz było ponuro i panował wściekły upał, lecz nieomal pierwszą rzeczą, na którąsię natknęli, był ogromny klimatyzator Westinghouse a, wyglądający tak, jak gdybypoprzednio używano go do chłodzenia planetarium.Pozostała część przyczepy byłazaskakująco czysta i schludna.Na stole stał wazon z zasuszonymi kwiatami, domek nakółkach zaś składał się jeszcze z nienagannie czystej kuchenki i maleńkiej łazienki zestojakiem pod umywalkę z politurowanego mahoniu w stylu wojny secesyjnej i emaliowanąwanną w kształcie nerki.Lloyd podszedł do jednej ze znajdujących się w przyczepie półek i wybrał na chybiłtrafił tani egzemplarz książki. Wiersze Sterlinga Browna? zapytał.Tony Express zaśmiał się i zacytował:O Mamo RaineyDrobna, cichutka,Zpiewaj nam o nieszczęściachI o naszych smutkach;Opowiadaj o drogach,Którymi pójść nam czas.Z uśmiechem dodał: Ton Zuni twardo stoi na gruncie emancypacji uciśnionych ludów, człowieku. Hm, a któż z nas nie stoi? odparł Lloyd.Tony Express obracał się stojąc na środku przyczepy, jak gdyby wszystkiemu sięprzyglądał.Może odbierał wibracje, może zapachy lub hałasy, wszystkie owe niuanse,których obdarzeni wzrokiem ludzie nie są w stanie dostrzec, nie mając dostateczniewyostrzonych zmysłów. Podoba ci się tu, człowieku? Co o tym myślisz? Jest lepiej, niż mogłem przypuszczać.A już na pewno czyściej.Tony Express przestał się obracać. Uważasz, że Indianie są brudni czy co? Lloydowi zrobiło się niewyraznie. Nie, nie.Oczywiście, że nie.Chciałem przez to powiedzieć, że&Tony Express machnął ręką, jak gdyby pokazując mu, że to nie ma znaczenia. Dwie dychy na stół, człowieku.Gotówką.Zepsuła się nam maszynka do kartkredytowych.Lloyd wyciągnął z kieszeni dwudziestaka i wcisnął go Tony emu Expressowi do ręki. Jest twoja rzekł chłopiec. Prąd płatny oddzielnie, zależnie od.tego, z czegobędziesz korzystał.W szafce powinny być czyste prześcieradła.Ton Zuni jest bardzouważający. Na przykład zawsze, kiedy obetnie paznokcie, zaraz zamiata dywan. Miło usłyszeć odparł Lloyd.Tony Express miał właśnie opuścić przyczepę, kiedy przed sklepem zatrąbiłsamochód. Poczekajcie powiedział, po czym zeskoczył ze schodów i pobiegł pomiędzyprzyczepami.Lloyd wszedł do kuchenki i sprawdził, czy jest gaz i woda.Zasyczał gaz, a pokrótkiej chwili astmatycznego rzężenia popłynęła z kranu woda.Kathleen usiadła na łóżku. Wiecie, zawsze człowiek wyobraża sobie te przyczepy jako coś gorszego odslumsów.A patrzcie tylko, jaka tu czystość.To chyba konieczność życia w małej przestrzeninarzuca taką dyscyplinę.Wciąż jeszcze rozmawiali, gdy Franklin odsunął siatkę z drzwi wejściowych i wyjrzałna dwór. Chłopak wraca powiedział. Ma ze sobą dwóch policjantów. Co takiego? zdziwił się Lloyd.Odsunął z drugiej strony zasłonę i ujrzał, że Franklin ma rację.Tony Express powracałkrętą dróżką pomiędzy przyczepami, za plecami mając tęgiego, rumianego na twarzyfunkcjonariusza Patrolu Drogowego, któremu towarzyszył drugi, szczuplejszy i ciemniejszyna twarzy, w modnych okularach przeciwsłonecznych i sztywno wyprasowanej koszuli. Co masz zamiar zrobić? zapytała Kathleen, gdy Lloyd pozwolił zasłonie opaść. Nic nie możemy zrobić odrzekł Lloyd. Jedynie iść w zaparte, to wszystko.Nic nie mówiąc czekali, aż Tony Express i dwaj funkcjonariusze się zbliżą.Drzwiotworzyły się i przyczepa aż jęknęła i pochyliła się cała na bok, gdy sierżant Jim Griglakwdrapał się do środka, mając za plecami Rica Mufioza.Griglak przetoczył się do częścimieszkalnej, trzymając swój szerokoskrzydły kapelusz przy piersi, jak gdyby składał wizytękurtuazyjną jakimś przyjaciołom rodziny.Ric Munoz niezmordowanie żuł gumę,zapominając nawet zdjąć okulary przeciwsłoneczne. Sierżant Jim Griglak z Patrolu Drogowego powiedział funkcjonariusz, choćLloyd zdążył się sam tego domyślić. Proszono nas o zatrzymanie mercedesa benza,którego opis odpowiada pojazdowi zaparkowanemu tam na drodze, i o aresztowanie jegopasażerów.Czy państwo są tymi pasażerami?Lloyd potrząsnął głową. Nie wiem, o czym pan mówi, sierżancie.Nigdy w życiu nie miałem mercedesabenza.To skody Beverly Hills.Co o mnie, to uznaję tylko BMW.Jim Griglak cierpliwie wziął głęboki oddech. Nie mówimy tu, proszę pana, o posiadaniu samochodu.Mówimy o kradzieży. W dalszym ciągu nie wiem, o co panu chodzi.Jeśli nie lubię mercedesów, to czemumiałbym jednego z nich ukraść? Czasami pierwszy z brzegu samochód jest lepszy niż żaden. Jim Griglak objąłwymownym spojrzeniem całą ich trójkę. Nie zechcieliby państwo podać mi swoichnazwisk i celu pobytu tutaj? Jesteśmy grupą badaczy zagadnień etnicznych z Uniwersytetu Kalifornijskiego wSan Diego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]